02 lutego 2018

Perełki stycznia

Doświadczenia 


W styczniu mieliśmy sporo do czynienia ze sztuką. 

Najpierw wybraliśmy się do Krakowa na wystawę "Wyspiański". Piękny zbiór. Zgromadzono w nim kilkaset dzieł artysty – obrazów, projektów witraży, strojów, mebli i innych. Dla mnie najważniejsze były obrazy. Zachwyciło mnie oczywiście „Macierzyństwo” i „Helenka z wazonem", ale też wspaniały pejzaż „Planty o świcie” czy widoki na Kopiec Kościuszki z okna mieszkania artysty. Będąc w Muzeum koniecznie trzeba też zobaczyć „Damę z gronostajem”. To naprawdę niezwykłe uczucie oglądać tak imponujące i ważne dzieło stojąc tuż przed nim.








Później odwiedziliśmy jeszcze wystawę „Szuflada Szymborskiej”, gdyż to już jej ostatnie tygodnie. To zaledwie dwa pomieszczenia różnych pamiątek, ale dla miłośników poetki jest to miejsce, które trzeba odwiedzić i pozaglądać w rozmaite zakamarki, w których poukrywano różne rzeczy związane z naszą noblistką.

Kilka dni później pojechaliśmy do Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Nie da się ukryć, że jechałam tam dla jednego artysty – Aleksandra Gierymskiego. Jego „Trumna chłopska”, o której czytałam na którymś blogu poświęconym sztuce zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie, że moim marzeniem było zobaczenie tego obrazu na żywo. I naprawdę było warto. Emocje, które wyraża ta scena, każą zatrzymać się i współodczuwać z jej bohaterami. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie też inne obrazy Gierymskiego. Z „Murzynki” aż biło światło, co niesamowicie przykuwało wzrok. Później doczytałam, że twórca był luministą – czyli reprezentatem kierunku w sztuce, który właśnie opierał się na operowaniu światłem. To było niesamowicie widoczne w tym obrazie.



Oprócz Gierymskiego zaciekawiły mnie także dzieła innych artystów –Juliana Fałata, Olgi Boznańskiej, Kossaka i wielu innych. Bardzo polecam tę wystawę. Teraz przymierzamy się do Muzeum Śląskiego. 

 

Miejsce w sieci 


Dziś chciałam polecić wam niesamowitego bloga, który może większości jest znany, ale ja dopiero teraz go odkrywam i dosłownie pożeram kolejne archiwalne teksty. Mam na myśli Harel. Nie wiem co ja do tej pory robiłam, że wcześniej się w niego nie zgłębiłam. Dla mnie to prawdziwa perełka i encyklopedia wiedzy o modzie, szczególnie polskich markach. 

Jest to temat, który jest mi ostatnio bardzo bliski. Większość swoich ubrań kupuję w sieciówkach, ale jednak gdzieś tam powoli, powoli próbuję przestawić się na może mniejszą ilość, ale wyższą jakość ubrań. Z tego powodu już od ładnych paru miesięcy szukam informacji czy recenzji różnych rodzimych marek i robię pierwsze drobne zakupy. Szukałam, szukałam, a okazuje się, że u Harel to wszystko już jest. Jak sama przewrotnie pisze na swoim Instagramie w odniesieniu do polskiej mody: "Nie ma Cię u Harel? Nie istniejesz ;-)". I to jest prawda. Jeśli chcecie zgłębić temat mody to ten blog i profil spadnie wam tak jak mnie z nieba. 

Dobra wiadomość jest taka, że autorka bloga będzie pisała artykuły także do polskiego wydania Vogue’a, który startuje już za niespełna dwa tygodnie. Ja mam już wykupioną prenumeratę i czekam. Chociaż nie ukrywam, że jestem dość sceptycznie nastawiona i spodziewam się, że ogromna większość magazynu to mogą być jednak reklamy. Mam nadzieję, że pozytywnie zaskoczę się w tej kwestii. 

Pielęgnacja 


Jak wiecie od jakiegoś czasu staram przestawić się w dużej mierze na proste i naturalne kosmetyki. Po tym jak przyzwyczaiłam się już do olejków (i naprawdę je pokochałam) przyszła pora na domową przygodę z kwasami. Poczytałam dość sporo na ten temat i postawiłam na tonik z glukonolaktonem 10% z e-naturalne.



Jest to o tyle fajny wybór, że mamy tutaj kwas PHA, który można stosować przez cały rok (również latem). Nie powoduje on widocznego złuszczania skóry, ale to wcale nie oznacza, że ma słabe działanie. To taka magia. Bo nic się nie łuszczy, a skóra naprawdę zyskuje na miękkości, blasku i odświeżeniu oraz nawilżeniu. Bardzo polecam, jeśli chcecie przygotować sobie taki kosmetyk samodzielnie w domu. Do zestawu wystarczy dokupić wodę destylowaną czy jakiś hydrolat i po prostu wszystko wymieszać. 

Zakupy 


To w zasadzie zakup grudnia, ale właśnie w styczniu przekonałam się o tym, że to coś, co naprawdę diametralnie ułatwia życie. Mowa o zestawie do robienia hybryd. Teraz już nie wiem jak mogłam się bez niego obejść. Zadbane paznokcie przez dwa tygodnie to dla mnie prawdziwy luksus. Cała aplikacja jest praktycznie identyczna jak przy zwykłym lakierze, także naprawdę nie jest to żadna filozofia. Jedyny etap, który jest dla mnie dość żmudny to ściąganie hybryd i przygotowywanie do kolejnego nałożenia, ale wolę już to, niż schodzący z paznokci lakier po jednym czy dwóch dniach. 



Wybrałam gotowy zestaw startowy z Neonail z lampą 24/48W ECO. Postawiłam na naturalne  i bardzo bezpieczne odcienie lakierów (w zestawie można wybrać sobie trzy kolory) – Sensitive Princess, Natural Beauty i Light Peach. Jestem bardzo zadowolona – szczególnie z lampy, bo mogę na niej bardzo długo pracować i swobodnie mieści się w niej cała dłoń. Bardzo podobają mi się także ładne kolory i trwałość lakierów. 




Aplikacja 


Bardzo chciałam polecić wam aplikację 5 Minute Journal, która od kilku tygodni zastępuje mi tradycyjny dziennik, o którym pisałam wam we wpisie z inspiracjami odnoszącymi się do Mimi Ikonn (13 podpunkt). Zdecydowałam się na skorzystanie z niej głównie dlatego, że małe dziecko + kawalerka nie zawsze pozwala na to, żeby wieczorem przed snem spokojnie zapalić sobie lampkę nocną i robić zapiski. Dużo bardziej praktycznym rozwiązaniem jest jednak aplikacja (nad czym trochę jednak ubolewam, bo jestem tym typem człowieka, dla którego pisanie na papierze jest jednak głębszym doświadczeniem). 

Sama aplikacja jest naprawdę prosta i zawiera wspomniane przeze mnie we wpisie pytania. Oprócz tego można dodawać do niej zdjęcia obrazujące fajne wydarzenia z danego dnia, co jest świetną opcją. Co kilka dnia, gdy bierzemy udział w czymś naprawdę wartym zapamiętania, dodaję sobie na pamiętkę jakąś fotkę. 

Jeśli chcielibyście prowadzić taki dziennik, polecam zastanowienie się czy bardziej praktyczna będzie dla was wersja tradycyjna czy elektroniczna, i być może zainwestowanie tych niedużych pieniędzy właśnie w aplikację. Naprawdę poprawia codzienne samopoczucie.


Serial

To, że bardzo lubię Stranger Things już wiecie. Drugi sezon był moim zdaniem równie rewelacyjny jak pierwszy. Ale dzisiaj chciałam napisać o innym serialu, który jest dla mnie niespotykanym wcześniej zjawiskiem. Black Mirror.

Pierwszy odcinek może być dla niektórych nieco zniechęcający i moim zdaniem nie oddaje fenomenu całego serialu (sam problem jest bardzo ciekawy, ale też równie odpychający), przy drugim powoli zaczęłam się przekonywać, a już kolejne totalnie mnie wciągnęły. 



To co wyróżnia ten serial to fakt, że każdy odcinek to zupełnie inna, odrębna historia. To co jest tutaj łącznikiem to wizja przyszłości wraz z różnymi problemami społecznymi, które mogą się w niej pojawić. Brzmi może nieciekawie, ale uwierzcie mi, że każdy kolejny odcinek totalnie poprzewraca wam w głowie, przedstawi fenomenalne ale też często straszne wizje tego, jak może wyglądać codzienne życie ludzi i z czym mogą się zmagać dzięki postępowi technicznemu.

Ja przy każdym odcinku jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłowości i kreatywności twórców. Niektóre pomysły wydają się niezwykle kuszące, skłaniają do fantazji o tym, jak wiele ciekawych rzeczy może jeszcze pojawić się w życiu naszym lub następnych pokoleń. Inne naprawdę przerażają, zaskakują, szokują. Koniecznie zobaczcie kilka pierwszych odcinków.   

6 komentarzy
  1. Wiele słyszałam już o Black Mirror i koniecznie muszę wydłużyć dobę, by w końcu pżzreć ten serial! Ach, jaka szkoda, że jakoś przeoczyłam wystawę w Bytomiu, cała śmietanka moich ulubieńców tam była! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O "Black Mirror" też oczywiście już słyszałam. Nawet ostatnio kilku polskich youtuberów we współpracy z Netflixem stworzyło kilka odcinków "Czarnego lusterka" na bazie tego serialu. Wyszło coś ciekawego, polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W Muzeum Śląskim szczególnie polecam wystawę artystów z grupy Janowskiej, Sówka i Ociepka- dwaj moi ulubieni malarze. Spodobają się wam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam kilka swoich ulubionych odcinków Black Mirror, pierwszy zdecydowanie jest zniechęcający i nie polecam od niego zaczynać. :) Polecam Ci Opowieść Podręcznej, jeśli nie miałaś okazji obejrzeć :)

    Hybrydy to mój ulubiony sposób na paznokcie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawialiśmy się nad Black Mirror wczoraj ale zwyciężył Altered Carbon w podobnym klimacie... Trochę żałuję, szczerze mówiąc. :) Zestaw do robienia hybryd również mnie kusi ale ja mam problem z ładnym pomalowaniem paznokci nawet zwykłym lakierem więc póki co się wstrzymuję. Zazdroszczę też wizyty w muzeum - dawno w żadnym nie byłam i patrząc na zrobione przez Ciebie zdjęcia zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi tego brakuje. Udanego lutego! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. zaciekawił mnie ten serial :)

    OdpowiedzUsuń