12 kwietnia 2017

POTĘGA KIEDY - podsumowanie eksperymentu

Kilka tygodni temu pisałam na blogu o książce "Potęga kiedy", która ujawnia naprawdę ciekawe wnioski odnośnie chronotypów ludzkich i najbardziej odpowiednich godzin w ciągu dnia do wykonywania przeróżnych czynności. Postanowiłam wtedy przez miesiąc w miarę możliwości jak najdokładniej stosować się do zaleceń autora, żeby sprawdzić czy faktycznie pora dnia ma tak duże znaczenie. 

Wniosek główny? Przy małym dziecku naprawdę trudne (a nawet powiedziałabym niemożliwe) jest stosowanie się do jakiegoś odgórnego harmonogramu. Ale nie poddawałam się i próbowałam tego, co możliwe. Oto moje subiektywne odczucia. 


 

SEN

Mój chronotyp to prawdopodobnie delfin. Ale jak pewnie się domyślacie bynajmniej nie cierpię teraz na bezsenność ;-) Wręcz przeciwnie, zasypiam w 5 sekund. Jednak już dawniej interesowałam się fazami snu i odpowiednią jego długością i zdecydowanie mogę potwierdzić, że spanie przez wielokrotności 90 minut działają bardzo dobrze na organizm. Dużo łatwiej wybudzić mi się po półtorej godzinie niż po dwóch. Chociaż mogłoby się wydawać, że im dłuższy sen tym lepiej.

Kiedyś, kładąc się spać, nastawiałam budzik właśnie poprzez obliczanie 90-minutowych cyklów i doliczenie kilkunastu minut na zaśnięcie. I to naprawdę super się sprawdzało. Sprawdźcie to koniecznie na sobie.

Dla mojego chronotypu odpowiednia jest też zasada "żadnych drzemek" i sama faktycznie od zawsze ich unikam. gdyż nawet po krótkiej drzemce po południu nie mogłam już zasnąć w nocy. Ten typ tak ma.

Delfiny powinny budzić się od razu po usłyszeniu budzika - poranne dosypianie również nie jest dozwolone. Obecnie w ogóle nie żyję według rytmu zegara tylko według rytmu małego M., ale też dzięki temu wstaję praktycznie zaraz po obudzeniu i to dobrze na mnie działa. Poranne dosypianie  po 10 czy 15 minut faktycznie zawsze pozbawiało mnie energii zamiast jej wzmocnienia.

Ogólnie rzecz biorąc, cała kwestia snu według odpowiedniego harmonogramu jest w mojej opinii bardzo pomocna, jeśli tylko realia pozwalają na zaplanowanie sobie pory snu i pobudki. Tutaj jestem bardzo na tak.


CZAS NA KREATYWNOŚĆ (10:00 - 12:00)


Drugi obszar, który bardzo dobrze oceniam po eksperymencie to poznanie odpowiedniego dla siebie czasu na zajęcia kreatywne. To moje największe pozytywne zaskoczenie po przeczytaniu książki. Intuicyjnie sama również wybierałam podobne pory na błądzenie myślami, planowanie, snucie pomysłów, ale wiedza o tym, które godziny są najbardziej odpowiednie dla mnie do tego typu pracy bardzo fajnie podsumowała moje przeczucia.

Teraz zupełnie bezkarnie pozwalam sobie na pracę nad pomysłami, notowanie różnych myśli, poszukiwanie inspiracji w moim kreatywnym przedziale czasowym. Zawsze myślałam, że to taki poranny czas lenia, nigdy nie przyszło mi na myśl, by świadomie wykorzystywać poranki właśnie na snucie planów. 

SPACERY (13:00 - 16:00)


Po godzinie 13:00 mój chronotyp zazwyczaj doświadcza spadku energii. Wtedy świetnym rozwiązaniem jest wyjście na świeże powietrze, by odpocząć i nabrać rześkości. I tutaj świetnie wpisują się spacery z M., które również intuicyjnie do tej pory planowałam mniej więcej o tej porze. 

To moja ulubiona chwila dnia! Szczególnie, gdy trafi się popołudnie pełne słońca. Kilka godzin na świeżym powietrzu to dla mnie najbardziej pozytywna zmiana w stylu życia, na którą bardzo rzadko mogłam sobie pozwolić pracując. Korzystam z tego czasu jak tylko mogę. Trochę spacerujemy, a później zawsze siadam na ławce i jeszcze przez jakiś czas czytam. To mój osobisty czas na regenerację. 

SZCZYT ENERGETYCZNY (16:00 - 18:00)

Starałam się podczas eksperymentu robić najbardziej sensowne rzeczy właśnie późnym popołudniem, ale sami wiecie jak to jest. Przygotowywanie posiłku obiad, chwila odpoczynku po jedzeniu i jakoś ten najlepszy dla mnie czas zawsze mijał na tego typu czynnościach. 

Będę jeszcze może próbować jakoś poprzestawiać inne zajęcia, żeby właśnie w tym czasie móc faktycznie pracować nad swoimi projektami, ale póki co muszę przyznać, że nie udało mi się porządnie sprawdzić, czy faktycznie w tym czasie mój umysł najlepiej radzi sobie z intelektualnymi wyzwaniami.

GODZINA BEZ PRĄDU (22:30 - 23:30)

To jest coś, co naprawdę warto (przynajmniej w przypadku ludzi z moim chronotypem) wprowadzić do swojego planu dnia. To czas na ciepłą kąpiel, poczytanie książki, uspokojenie i wyciszenie myśli. Cudowna sprawa, którą bardzo trudno jednak od siebie wyegzekwować. Bo komputer, bo telefon, bo internet. Ale w tej kwestii nadal będę mocno się starać, bo naprawdę ten czas pozwala świetnie przygotować się do porządnego, jakościowego snu.

INNE CIEKAWOSTKI

Według książki nie powinnam pić kawy po godzinie 13:00 i to również może być coś, co kiedyś utrudniało mi życie. Teraz praktycznie w ogóle jej nie piję, ale pamiętam jak popołudniowa kawa w pracy zawsze totalnie zwalała mnie z nóg. Nie przyszło mi na myśl, że mój chronotyp w ogóle powinien unikać kawy, a już szczególnie po południu. Zakodowane!

Najlepsza pora na uczenie się nowych rzeczy to dla mnie 15:00 - 21:00 - czyli ogólnie popołudnie i wieczór. Tutaj mam spore wątpliwości. Zawsze najlepiej uczyło mi się rano. Do sprawdzenia!

Według książki najlepszy nastrój powinnam mieć po południu i wieczorem. Znowu nie jestem całkowicie przekonana. Zawsze tryskam pozytywną energią zaraz po przebudzeniu, a właśnie w ciągu dnia czuję, że gdzieś ona się ulatnia. Późnym wieczorem znowu czuję przypływ dobrego nastroju. Być może w tej kwestii mam preferencje innego chronotypu.

Podsumowując - wiele informacji z książki okazało się być bardzo przydatnymi. Opisałam tutaj tylko malutki skrawek tego wszystkiego, do czego można odnieść naukę o chronotypach. A można zastosować ją niemal do każdego aspektu życia, czego dowodzą badania ukazane właśnie w "Potędze kiedy". 

Część zmian na pewno ze mną pozostanie, inne dopasuję do własnych preferencji. Była to naprawdę ciekawa podróż z zegarem w roli głównej. Polecam lekturę i sprawdzenie różnych wskazówek na sobie. Dajcie znać, czy czytaliście już tę książkę!

7 komentarzy
  1. Jak tak czytam twój post, to samam dochodzę do wniosku, że chyba muszę tą książkę przeczytać, bo bardzo przyda mi się wiedza o tym, w jakich godzinach mam najwięcej energii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam szczególnie, jeśli opis chronotypu z testu do którego prowadzi link wydaje Ci się być zgodny z Twoją osobowością i stylem życia :) wtedy lektura ma największy sens

      Usuń
  2. Ja też okazałam się być delfinem. Niestety potem znów zrobiłam test, bo parę rzeczy mi nie pasowało i wyszedł mi niedźwiedż. Także nie wiem do końca jakim chronotypem jestem. Ale uznaję brak kawy za dobry nawyk, nie piję jej któryś miesiąc i wcale nie czuję się gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna ta książka!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Może spadek energii wraz z upływem dnia ma związek z byciem introwertykiem, jeśli nim jesteś. Bycie delfinem to jedno, a bycie introwertykiem to drugie. Wydaje mi się, że największy sukces to połączyć obie preferencje (jakiekolwiek one są) i być siebie świadomym.
    Pozdrawiam.

    + czekałam na ten post u Ciebie bo byłam ciekawa twoich obserwacji :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Z testu wyszedł mi niedźwiedź, i z niektórymi kwestiami faktycznie się zgadzam, ale zdecydowanie nie mam mocnego snu, ani nie lubię się długo wylegiwać w łóżku, no i bardzo łatwo mnie zbudzić, więc podejrzewałabym się o mieszankę delfina i niedźwiedzia. I chyba intuicyjnie wiele z zasad, ktore wymieniłaś, wprowadziłam - offline przed snem, brak drzemek...choć, zdecydowanie, moim szczytem energetycznym nie są tak późne godziny.

    OdpowiedzUsuń
  6. no nie powiem naprawdę ciekawe:)

    OdpowiedzUsuń