05 lutego 2017

Podziel się z kimś tym, co cię gryzie

Porada zainspirowana książką "59 sekund. Pomyśl chwilę, zmień wiele" autorstwa prof. Richarda Wisemana.

Teza zawarta w książce: Dzielenie się z innymi swoimi problemami NIE poprawia faktycznie poziomu zadowolenia, chociaż jako ludzie odnosimy takie wrażenie.


Podobno gdy podzielimy się z kimś swoim problemem, to tak jakbyśmy dosłownie pozbyli się jego połowy. Chociaż badania przedstawione w książce "59 sekund.." mówią nam coś innego. Według naukowców to tylko nasze wrażenie, a faktyczne wskaźniki poprawy nastroju wśród badanych, którzy mieli okazję wygadać się komuś ze swoich problemów wcale się nie zmieniły.

Jakie są moje wrażenia w tej kwestii? 

Są ludzie, którzy uwielbiają dzielić się z innymi swoimi rozterkami i te osoby zapewne powiedzą "co tutaj w ogóle testować, oczywista sprawa". Musicie jednak wiedzieć, że ja do takich osób nie należę. A przynajmniej jeszcze do niedawna tak mi się wydawało.

Nienawidzę przyznawać się do własnej słabości. Lubię mieć poczucie kontroli nad każdą sytuacją i dojść do tego sama, bez pomocy innych ludzi.

Nie lubię też zazwyczaj mówić zbyt wiele o swoich problemach. Raczej duszę je w sobie, a podczas rozmów staram się bardziej słuchać niż mówić. Taka rola teoretycznie bardziej mi odpowiadała.

Lekcja pokory przyszła do mnie jednak w ostatnich tygodniach, kilka dni po porodzie. 

Macierzyństwo to cudowna sprawa. Nie ma nic piękniejszego niż widok swojego dziecka. Ale pierwsze dni razem to prawdziwa jazda bez trzymanki. Koleżanka świeżo po porodzie mówiła mi, że te pierwsze dni w szpitalu to prawdziwa szkoła życia. Myślałam, że może trochę przesadza - nie, nie przesadzała.

Już po przyjeździe do domu przeczytałam o kryzysie trzeciej doby (my byliśmy w szpitalu tydzień). Wcześniej też pomyślałabym "jaki kryzys, o co chodzi". Pewnie dalej bym tak myślała, gdyby to 'schorzenie' nie dopadło też mnie. W dzień jeszcze wszystko wydaje się względnie łatwe, ale kolejne noce gdy zostaje się samotnie z płaczącym dzieckiem nie należą do prostych. Każdy płacz, każdy dziwny odgłos (a noworodki sporo warczą, charczą, krztuszą się) dosłownie mnie przerażał. Miałam wrażenie, że nieustannie krzywdzę moje dziecko. I niczego nie potrafię zrobić przy nim dobrze. Dla mnie był to prawdziwy cios bezsilności. I oczywiście czułam się beznadziejną matką.

I wtedy, gdy już było mi naprawdę ciężko, przyjechała do szpitala pewna bliska mi osoba. Kobieta, mama dwójki dzieci, moje wsparcie już w czasie ciąży. Nie miałam siły z nikim się widzieć, nie było to do mnie podobne by dzielić się z kimś moimi problemami, ale przełamałam się i skorzystałam z pomocy (za którą będę już chyba zawsze wdzięczna).

I nagle, po wyrzuceniu z siebie tych wszystkich niepokojów, zmartwień, wątpliwości, okazało się, że nie jest tak źle. Już samo podzielenie się z kimś tymi bolączkami faktycznie zdjęło z serca połowę problemu. A druga połowa zniknęła po prostych zapewnieniach: że to wszystko normalne, że noworodki tak mają, że nikt na początku nie wie, jak dobrze to wszystko zrobić. Po każdym stwierdzeniu "to naturalne, też tak miałam" spadała ze mnie część napięcia. Ta rozmowa niesamowicie mi pomogła.

Kolejna noc wcale nie była obiektywnie rzecz biorąc łatwiejsza. Ale emocjonalnie potrafiłam już zupełnie inaczej podejść do sprawy. Wiedziałam, że mojemu M. nie dzieje się krzywda, a dzieci płaczą, bo tak się z nami komunikują. 

Po tych wydarzeniach zdecydowanie zrozumiałam, że czasem naprawdę warto podzielić się z kimś swoimi rozterkami i problemami. To naprawdę działa. Przynajmniej moim zdaniem. I nie jest żadnym wstydem pokazać komuś swoją słabość. To po prostu jest ludzkie. I nawet jeszcze bardziej zbliża nas z innymi.

Coś cię gryzie? Podziel się tym z kimś zaufanym, kimś kto może był w podobnej sytuacji. Bardzo możliwe, że poczujesz ulgę i znajdziesz w sobie jakieś nowe pomysły na rozwiązanie tych problemów.
19 komentarzy
  1. Ja mam tak, że gdy podzielę się z kimś jakimś problemem to od razu lżej mi na duchu.

    OdpowiedzUsuń
  2. ' Nienawidzę przyznawać się do własnej słabości. Lubię mieć poczucie kontroli nad każdą sytuacją i dojść do tego sama, bez pomocy innych ludzi.' Mam dokładnie to samo! Ale z tego co czytam- nie warto!!!!!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem naprawdę warto się przełamać :-)

      Usuń
    2. Trzeba tylko wybrać odpowiednią osobę. W dobrej kondycji psychicznej:) Ja ostatnio nie mogę słuchać nikogo - martwię się tym co na mnie spadnie kilka razy bardziej niż osoba, która się zwierza.Tamta już nie pamięta, a ja nie mogę spać:///

      Usuń
    3. Cenna uwaga, trzeba uważać, żeby swoimi problemami nie zdołować kogoś innego.
      Sama mam kilka takich osób, którym nie mówię nic trudnego, bo wiem, że przejmowałyby się jeszcze bardziej niż ja.

      Usuń
    4. Dokładnie trzeba na to uważać, bo nie ma to jak dobić umierającego... Co do tego "przełamywania" ja też mam taki problem. Choć myślę, że nie tylko ja ;)

      Usuń
  3. To prawda, że jakoś ciężko mówi się o własnych słabościach, zupełnie jakbyśmy nie dopuszczali do siebie myśli, że coś może iść po prostu gorzej, niż sobie wyobrażaliśmy. Rozmowa i wyrzucenie z siebie ciężaru może być naprawdę zbawienne ;)
    Trzymaj się ciepło z maluszkiem! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też jestem raczej z tych słuchających, ale ostatnio coraz mocniej przekonuję się o tym, że czasem warto się wygadać. Co więcej, bez tego nie da się zbudować z nikim dobrej, mocnej relacji. Jak mamy być blisko z kimś, kogo tylko słuchamy, a kto o nas - naszych lękach, problemach - nie ma bladego pojęcia?
    Cieszę się, że miałaś przy sobie bliską osobę i jest już lepiej. Głowa do góry, dasz sobie radę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak - opowiedzenie o swoich problemach to też jakiś krok do wzmocnienia relacji. Samo słuchanie nigdy nie zbuduje jej w zdrowy sposób.

      Usuń
    2. Dokładnie tak - opowiedzenie o swoich problemach to też jakiś krok do wzmocnienia relacji. Samo słuchanie nigdy nie zbuduje jej w zdrowy sposób.

      Usuń
  5. Już zrobiłaś duży krok i podzieliłaś się z nami! Ja lubię opowiadać o swoich problemach, jednak mało jest takich ludzi, którym można się zwierzyć :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego jak się już taką osobę znajdzie, to naprawdę warto ją docenić! Bo faktycznie nie jest łatwo :)

      Usuń
  6. Jak nie wiem z kim porozmawiać to dzwonię do mamy bo Jej mogę powiedzieć wszystko, serio. Ona zawsze spojrzy na problem z innej perspektywy i czasem powie coś, co mnie olśni, choć wbrew temu co mogłoby się wydawać nie podsuwa gotowego rozwiązania.

    Miałam cesarkę, zagrożone było życie dziecka. Córkę zobaczyłam na drugi dzień. Na salę przynieśli mi ją po dwóch dobach. Nie umiała ssać piersi, więc położne przynosiły mi gotowe butelki z mlekiem. Pierwszej nocy mała płakała, przez 5 minut dosłownie, nie chciała butelki, była przewinięta...Ale nagle do sali wpadła położna z pretensjami, że dziecko płacze (dodam, że byłam sama na oddziale), więc mówię, że nie wiem co Jej jest. Nosiłam na rękach i bujałam, ale nie przestawała. Położna zasugerowała, że może jednak jest głodna, powiedziałam, że wypluwa butelkę, a ona wyrwała mi córkę i zapakowała Jej do buzi butelkę...a ta zaczęła ssać. To była najgorsza chwila w moim życiu. Rozpłakałam się, że sobie nie radzę z dzieckiem i w ogóle. Koszmar.

    Później zrozumiałam, że dopadł mnie baby blues. Coś z czego się wcześniej śmiałam, a co faktycznie było upierdliwe. Non stop płakałam. Wkręciłam sobie, że moja mama mnie już nie kocha bo jest wnuczka i teraz całą miłość na Nią przeleje. To mnie strasznie zdołowało, było mi wstyd, więc nikomu o tym nie powiedziałam...ale mama zauważyła, że coś jest nie halo, więc się przyznałam. I już samo to sprawiło, że poczułam się sto razy lepiej!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super są takie przyjacielskie relacje z mamą, naprawdę trzeba o to mega dbać!

      Miałam bardzo podobną sytuację z tą butelką... Szpitale są okropne pod tym względem :/ Chociaż i tak nie narzekam, bo miałam całkiem przyjemny oddział. Ale o baby blues naprawdę łatwo. Też ryczałam non stop, także wiem o czym mowa. Sama nie mogłam się sobie nadziwić.

      Usuń
  7. Czytałaś "Kod sszczęścia" Wisemana? Naukowe spojrzenie na pojęcie szczęścia, od czego zależy to, co nas spotyka... Naprawdę polecam!
    Pozdrawiam,
    D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, tej książki nie znałam. Dzięki wielkie za inspirację!

      Usuń
  8. Ja z kolei jestem osobą, która zawsze pójdzie z problemem do przyjaciółki. Jest to dla mnie bardzo pomocne, bo moja przyjaciółka jest zupełnie inną osobą i patrzy na ten problem zupełnie inaczej. Boję się troszkę, że mogę przesadzić w drugą stronę - za bardzo narzucać się z problemami... :( gdzie jest ten złoty środek i równowaga?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto dużo i uważnie słuchać innych :) a wtedy gdy to nas dopadnie jakiś problem, na pewno nie będzie nadużyciem podzielenie się nim z osobą, która na co dzień również może na nas liczyć

      Usuń