12 grudnia 2016

Książki o minimalizmie - zbiorcze porównanie

Od pewnego czasu w księgarniach ukazuje się sporo książek o tym jak odgruzować swoje życie, pozbyć się niepotrzebnych przedmiotów i zacząć bardziej świadome życie w nurcie szeroko rozumianego minimalizmu. Lubię sięgać po tego rodzaju lekturę, bo chociaż nie zdarzyło mi się jeszcze nigdy w 100% zgodzić z wszystkimi zasadami wyznawanymi przez rozmaitych autorów, to jednak w każdej takiej książce potrafię odnaleźć jakąś inspirację dla siebie. Dzisiaj chciałam opowiedzieć wam o trzech pozycjach z tej dziedziny, które miałam okazję przeczytać w zeszłym tygodniu.

Jedna wskazówka - w zupełności wystarczy przeczytać jedną tego typu książkę. Większość treści się w nich powtarza i siłą rzeczy nie różnią się one aż tak bardzo od siebie. Którą? Być może łatwiej będzie wam podjąć decyzję po przeczytaniu mojego dzisiejszego wpisu.



 

"Tokimeki. Magia sprzątania w praktyce", Marie Kondo

Metodę KonMari wiele osób poznało już w pierwszej książce tej autorki - "Magia sprzątania". Dostałam od was sporo informacji o tym, że nie do końca przemawiała do was tamta pozycja. Prawdą jest, że opisana w niej metoda jest dość specyficzna i rozpatrując ją całościowo faktycznie można się zrazić i uznać, że to coś kosmicznego i zupełnie niestworzonego dla nas.

Ja jednak z ciekawością sięgnęłam po kolejną książkę Marie, gdyż pamiętam, że "Magia sprzątania" pozytywnie zainspirowała mnie do ponownego przejrzenia zawartości mojego mieszkania i innego spojrzenia na przedmioty codziennego użytku. Bardzo podoba mi się zasada selekcji rzeczy, opierająca się na tym, czy dana rzecz sprawia nam radość. 

"Szczęśliwi ludzie są otoczeni przedmiotami, które dają im radość" M. Kondo


W wielu przypadkach faktycznie świetnie się ona sprawdza. Lepiej niż szereg pytań o użyteczność, funkcjonalność, częstotliwość korzystania itp. Najważniejsze jest to, co chcemy zatrzymać, nie wyrzucić. Jeśli coś sprawia mi radość, chcę zostawić miejsce dla tej rzeczy w moim domu. Lubię nie tyle przesadnie pozbywać się rzeczy, co celebrować te, które są dla mnie piękne i przynoszą mi dobrą energię. Pisałam o tym we wpisie "Uporządkuj swoje mieszkanie za pomocą pewnej magicznej metody..."

Wszystkie zasady jakie tam opisałam pozostają bez zmian. W swojej drugiej książce Marie nadal:
  • zachęca do wybierania przedmiotów, które zostawimy w swoim mieszkaniu według zasady radości,
  • przekonuje, że lepiej selekcjonować przedmioty ich kategoriami (np. wszystkie ubrania, jakie znajdują się w naszym domu) a nie miejscami czy pokojami (np. sypialnia, garderoba itd.),
  • zachęca do składania rzeczy i układania ich w pozycji pionowej,
  • mówi o przypisywaniu rzeczom konkretnych miejsc i każdorazowym odkładaniu ich na miejsce.
Co zatem nowego pojawiło się w tej książce? Przede wszystkim ilustracje, pokazujące jak składać każdą część garderoby według wskazówek Marie. I to jest akurat coś, czego (nadal) nie przyjmuję dla siebie. Pionowy system układania ubrań nie jest u mnie możliwy do wprowadzenia z racji głębokich półek, jakie posiada moja szafa. Co więcej, nie wydaje mi się żeby zwykłe układanie rzeczy w poziomie było bardzo złą metodą. Ja mam u siebie wszystko ułożone w ten sposób, że nadal widzę praktycznie każdą z moich rzeczy. Mimo, że leżą jedna na drugiej. Z tyłu ułożone mam rzadziej noszone ubrania (np. zimowa garderoba w okresie letnim), ale gdy tylko chcę je zobaczyć, mogę swobodnie przesunąć przedni stosik ubrań. Jeżeli jednak w waszej garderobie przeważają szuflady, metoda układania KonMari może być dla was naprawdę fajną zmianą. Ja w kilku swoich szufladach faktycznie układam rzeczy pionowo (np. bieliznę, lekarstwa, kosmetyki) i jest to w tym wypadku spore udogodnienie. Wszystko zależy od tego, jak wygląda wasz system przechowywania - szafy, szuflady itp.

Nie zgadzam się jednak z przesadnym 'fanatyzmem' KonMari dotyczącym selekcji pod kątem radości. Myślę, że autorka nieco przesadza. Pewnych rzeczy nie musimy aż tak uwielbiać, a jednak warto je zostawić ze względu tylko i wyłącznie na ich funkcjonalność. Nie rozumiem po co mam wyrzucać jakąś rzecz, a później szukać dla niej zamiennika. Bo i tak wiem, że mi się przyda. W dalszej części książki autorka tłumaczy, że radość może nam sprawiać też właśnie funkcjonalność przedmiotu, ale to już dla mnie trochę naciąganie teorii by dopasować ją do swojej własnej metody. Kryterium radości? Świetny i bardzo inspirujący dla mnie pomysł, ale z głową. 

Podobała mi się wskazówka o tym, że gdy jakieś ubranie sprawia nam radość, ale niekoniecznie nadaje się do wyjścia z domu (np. jest to jakaś bardzo rzucająca się w oczy sukienka, w której kiedyś chodziliśmy na kurs tańca), nie przejmować się tym i nosić je jako ubranie codzienne, w zaciszu własnego mieszkania.

Marie zachęca też do twórczego wykorzystania nieużywanych przez nas przedmiotów, które przynoszą nam radość. I tutaj mam mieszane uczucia. Nie podoba mi się pomysł na wyklejanie szafek, czy obwieszanie wieszaków nienoszonymi naszyjnikami itp. Jest to dla mnie forma bałaganu i chaosu. Nie mniej jednak zawsze można nieco pogłówkować - być może faktycznie uda nam się wymyślić sposób na to, by dać drugie życie lubianej przez nas rzeczy, której nie używamy w standardowy sposób.

Spodobała mi się wskazówka odnośnie przechowywania blisko siebie rzeczy, stworzonych z tego samego materiału: papieru, tkanin, plastiku, szkła, ceramiki czy elektroniki. Coś w tym jest, że dany materiał nosi w sobie zupełnie inny rodzaj energii. Gdy w jednej szafce czy szufladzie leżą obok siebie rzeczy 'ciepłe' wykonane z papieru czy materiału i 'zimna' elektronika faktycznie coś zgrzyta i nie pasuje do siebie.

Odnotowałam sobie również dość logiczną rzecz - by aranżując nasze miejsca przechowywania najpierw umieszczać w nich największe przedmioty, dopiero później mniejsze oraz żeby tworzyć swoje własne kategorie przedmiotów według własnych potrzeb

Czy polecam książkę komuś, kto przeczytał już "Magię sprzątania"? Niekoniecznie. Tak jak wcześniej wspominałam, sama metoda się nie zmienia, nowością jest przede wszystkim jej zilustrowanie. W książce znajdują się również bardziej szczegółowe wskazówki dotyczące sprzątania. Jeśli nie czytaliście pierwszej książki tej autorki, zachęcam was jednak do sięgnięcia właśnie po drugą część. Są w niej powtórzone założenia metody, a jednocześnie jest ona bardziej nastawiona na praktykę - co chyba dla nas wszystkich najważniejsze, gdy chcemy pozbyć się z domu bałaganu i wyrzucić rzeczy, które nie wnoszą nic pozytywnego do naszego życia.


"Sztuka minimalizmu w codziennym życiu", Dominique Loreau

 

Kolejna książka, po którą sięgnęłam to poradnik Dominique Loreau, znanej przede wszystkim z książki "Sztuka prostoty", którą czytałam już kilka lat wcześniej. Pamiętam, że tamta pozycja chyba średnio przypadła mi do gustu, nie mniej jednak postanowiłam sprawdzić czy nowsza książka być może bardziej mnie zafascynuje.

Nie mogę ukryć, że lektura miejscami bardzo mnie nużyła. Jest w niej dla mnie za dużo teoretycznych rozważań, wałkowania w kółko tego samego. Sama idea minimalizmu jest mi doskonale znana i nie szukam kolejnych powtórzeń na temat tego, czego dotyczy i jak daleko może sięgać. Za dużo 'psychologicznych' rozważań, opisów rozmaitych lęków, charakterystyki manii zbieractwa - schorzenia dotykającego niektórych ludzi. Wiem doskonale, że to bardzo destrukcyjna przypadłość i współczuję ludziom, którzy się z nią borykają, ale nie tego szukałam w tej książce. 

Dopiero w trzeciej części autorka przechodzi do praktyki. Jednak i tutaj mam sporo zastrzeżeń. Nie podobają mi się gotowe wypunktowania przedmiotów, które powinny znaleźć się w naszym mieszkaniu i wskazówki, by pozbyć się wszystkiego ponadto. Autorka wymienia np. jako sprzęt do zostawienia telewizor (którego ja nie posiadam) albo punktuje nam ubrania, które na pewno sprawdzą się w naszej garderobie. Jak dla mnie jest to bzdura. Bo każdy z nas się różni - mamy różne style ubierania, style życia. To, czego ja nie potrzebuję, będzie dla kogoś czymś niezbędnym i odwrotnie. Pamiętam, że w tej kwestii bardzo podobało mi się podejście Joasi Glogazy w książce "Slow fashion. Modowa rewolucja", gdzie rozszerzała temat dopasowania garderoby do swoich potrzeb bez żadnych list "must-have". Mądrze jest zapoznać się z przykładową listą sztandarowych ubrań, które mogą ułatwić nam stworzenie bazowej garderoby (np. w książce "Elementarz stylu" Kasi Tusk), ale jeszcze ważniejsze jest to, by nigdy nie brać takich rzeczy w ciemno. Można się nimi co najwyżej zainspirować i wypisać sobie kilka rzeczy, które faktycznie są w naszym stylu i dobrze wpasują się w naszą garderobę. Lub odkryć, że żadna z takich rzeczy nie jest nam potrzebna, bo lubimy coś innego. I to jest fajne. 

Rozpisałam się tutaj o wadach ale zaskoczę was - wcale nie uważam, że nie warto sięgnąć po tę książkę. Tak jak pisałam we wstępie, z każdej takiej pozycji można wziąć coś dla siebie. Jest tu wiele wskazówek, które podobają mi się i które będę chciała wcielić w swoje życie. 

Na przykład zachęta do porównywania swojego życia do pobytu w hotelu. Wiem po sobie, że faktycznie na wszelkiego rodzaju wyjazdach mam przy sobie bardzo mało rzeczy i dzięki temu zupełnie inaczej odbieram rzeczywistość. Nie chce mi się siedzieć w pokoju, tylko czerpać z tego, co na zewnątrz. Gdy wieczorem mam jeszcze siły by sięgnąć po zabraną ze sobą książkę, też zupełnie inaczej mi się ją czyta. W domu mam do wyboru kilkadziesiąt książek. W podróży jedną czy dwie. I to naprawdę zmienia perspektywę. Czuję wtedy tę wolność i lekkość, o której wspomina autorka. Jest to dla mnie naprawdę trafne porównanie.

Podoba mi się również koncepcja wabi-sabi, czyli m.in. doceniania przedmiotów, na których widać już upływ czasu. Tak jak autorka, bardziej lubię świece, na których widać już pagórki stopionego wosku,  meble noszące ślady użytkowania. Nie podoba mi się ciągłe wymienianie rzeczy na nowe, wieczne remonty. Gdy tylko pojawi się pierwsza ryska. Lubię odbijającą się w przedmiotach przeszłość.

Przy okazji lektury "Sztuki minimalizmu" dotarło do mnie, że jednak jestem w jakimś stopniu minimalistką. Chociaż dotąd wydawało mi się, że bardzo daleko mi do takiego miana.  Nie kupuję zbyt wiele rzeczy, co do których mam wątpliwości, czy będę ich używać. W swoim mieszkaniu nie mamy praktycznie żadnych sprzętów kuchennych oprócz blendera (używanego dość regularnie), właśnie dlatego, że podejrzewam, że po prostu leżałyby one nieużywane w szafce. Często ktoś pyta mnie czy nie brakuje mi takiego czy innego przedmiotu. Niektórych rzeczy lubię mieć dużo (np. książek), ale w większości kwestii jestem bardzo rozsądnym zakupowcem. Ten wniosek poprawił moje morale.

W książce, na marginesach, znajduje się też bardzo dużo inspirujących cytatów innych autorów. Szczególnie spodobał mi się następujący fragment:


"Osiągamy prostotę, zdrapując po małym kawałku wszystko, co nie jest rzeczywiste, wszystko, co nie jest użyteczne, wszystko, co nie ma sensu, tak długo, aż w końcu - podobnie jak w przypadku rzeźby Dawida Michała Anioła - to, co pozostaje, okazuje się tak piękne, że zapiera dech w piersiach"  

 

Vicki Roin, Joe Dominguez, Your Money Or Your Life

 

 

Spodobał mi się też pomysł na robienie zdjęć każdej kategorii naszych produktów, by sprawdzić czy pozostają ze sobą w harmonii, tak jakbyśmy przygotowywali artykuł do magazynu przedstawiający idealny zestaw konkretnych rzeczy.

Zainspirował mnie także fragment o obracaniu myśli w czyny (kładący nacisk na natychmiastowe działanie, zamiast ciągłe odkładanie na później) i wykorzystywaniu podróży na pozbycie się zbędnych rzeczy. Autorka radzi w nim, by zabrać ze sobą na wpół zużyte preparaty kosmetyczne czy znoszone ubrania (np. skarpetki), których jakoś żal nam tak po prostu wyrzucić i pozbywać się ich w podróży. Jest to jakiś pomysł.

Tego typu wskazówek jest tutaj dość sporo, Myślę, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie, gdy przebrnie się już przez nieudane moim zdaniem ogóły pierwszych rozdziałów.

"Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce", Katarzyna Kędzierska


Na koniec zostawiłam sobie polską pozycję o minimalizmie. I ta polskość jest jedną z głównych zalet tej książki - jest dopasowana do naszych codziennych realiów. Japońskie koncepcje mogą być ciekawą inspiracją, ale jednak nigdy nie będą trafiały tak dokładnie w nasze potrzeby.

Podoba mi się również nastawienie na cel - zamiast wprowadzania minimalizmu bez konkretnej, ważnej dla nas przyczyny. Z trendowego tematu sprowadzamy wówczas zmianę stylu życia na zupełnie inne tory. 

Oczywiście w książce znajduje się spory dział teoretyczny, w którym być może ciężko odnaleźć coś nowego. Ale z drugiej strony takie wprowadzenie w tego typu książce chyba po prostu musi się znaleźć. Nie do końca podobało mi się zbyt szerokie podjęcie tematu - pisanie o sposobach na szczęście i tego typu fragmenty nieco zdawały mi się wykraczać poza zamierzoną tematykę książki.

Na ogromny plus zasługują konkretne wskazówki gdzie sprzedawać czy oddawać konkretne kategorie rzeczy, które zdecydowaliśmy się wyrzucić z naszego otoczenia. Niesamowicie przydatny i użyteczny fragment. Sama przygotowuję swoje rzeczy do wyprzedaży i zainspirowała mnie do tego właśnie ta książka.

Autorka zdobywa wiarygodność również przez rozsądek i realistyczne podejście, które przebija się przez kolejne kartki poradnika.  Nie zachęca nas do dość dziwnych praktyk jak np. wychwalanie przedmiotów (Marie Kondo lubi tego typu 'magiczne' podejście) i nie widać tutaj żadnych przejawów fanatyzmu. To jest książka, która może przekonać sceptycznie nastawione do całej koncepcji osoby, że minimalizm ma jednak sens i nie oznacza pozbywania się rzeczy aż zostanie nam tylko setka przedmiotów itp. Ja również uważam, że tego typu założenia nie mają większego sensu. Jak pisze autorka - "mniej nie oznacza za mało".

Można znaleźć tutaj też nastawienie na nie tyle wyrzucanie przedmiotów, co pozostawianie tych, które dobrze nam służą: 


"A może warto wyobrazić sobie minimalizm nie jako wieczne pozbywanie się, wyrzucanie i ograniczanie, ale jako świadome zostawianie?"  K. Kędzierska


Podobało mi się również umieszczenie w tekście różnych wypowiedzi czytelników bloga autorki. Szczególnie spodobał mi się cytat-wskazówka Marceli:

" Zauważyłam też, że jeżeli kilka fajnych rzeczy zdarzy się równocześnie, to również nie cieszymy się bardziej niż wtedy, gdy wydarza się tylko jedna z nich. Dlatego lepiej kupić jedną rzecz od czasu do czasu, niż wyjść ze sklepu z wieloma zakupami naraz, bo w ten sposób marnujemy szczęście."

Zainspirował mnie również fragment o pasywnej rozrywce, sama jestem ogromnym zwolennikiem porzucenia biernego inspirowania się i przekuwania znalezionych pomysłów w działania:

"Może zamiast obserwować gwiazdy tańczące na parkiecie, lepiej poświęcić godzinę tygodniowo na lekcje tańca, a zamiast patrzeć, jak skaczą do wody, pojechać na basen? Może zamiast oglądać liczne programy o gotowaniu, wejdź do własnej kuchni i przygotuj coś dobrego dla rodziny? Przekształć pasywność w aktywność." K. Kędzierska


Podsumowując, znajdziecie w tej książce i teorię i praktykę (dla mnie może odrobinę za dużo teoretycznych rozważań o dość szerokiej tematyce). Na ostatnich stronach znajdują się również praktyczne listy, takie jak proponowane zadania z Wyzwania Minimalistki i lista rzeczy, których łatwo się pozbyć. Polecam, na pewno warto sięgnąć po tę książkę.

I to by było na tyle w dzisiejszym przeglądzie. Dajcie znać w komentarzach co sądzicie o idei minimalizmu, które z tych książek czytaliście i jakie są wasze odczucia po lekturze! Czy po przeczytaniu tego typu książek odkładacie je na półkę i zapominacie, czy wdrażacie w życie zawarte  w nich wskazówki?
9 komentarzy
  1. Bardzo podoba mi się to Twoje porównanie.
    Najbliższa jest ma ostatnia pozycja, bo Kasia jest nasza, polska. Uwielbiam też jej bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo. Jej blog też jest dla mnie inspirujący :)

      Usuń
  2. Dla mnie bardzo dobrą książką o minimaliźmie jest "The Joy of Less" Francine Jay. Z tego co wiem, chyba ukazała się też po polsku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałam o tej książce, muszę poszukać :)

      Usuń
  3. Przeczytałam wczoraj "Chcieć mniej" i jestem trochę zawiedziona. Jestem fanką bloga Kasi, ale te peany nad książką są dla mnie niezrozumiałe. Też uważam, że za dużo tam teoretyzowania. Chciałabym przeczytać nową książkę Kondo, ale trochę mi szkoda na nią pieniędzy, mam nadzieję że wpadnie mi w ręce w jakiś inny sposób :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę, żeby faktycznie wpadła Ci w ręce jakimś innym sposobem ;-) bo faktycznie Kondo Ameryki w niej nie odkrywa, ale przeczytać zawsze warto

      Usuń
  4. M. Kondo przeczytam pierwszą część, dwie pozostałe pozycje też i K. Kędzierska najbardziej do mnie przemawia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne zestawienie, fajnie się czyta Twój wpis, wszystko prosto i przejrzyście. Dziękuję za fajną lekture i proszę o więcej, pozdrawiam Ewa.

    OdpowiedzUsuń