01 listopada 2016

Perełki października

Chciałam przygotować dla Was wstępnie wpis a'la tradycyjne Perełki Tygodnia, które już tak dawno nie pojawiały się na blogu, ale sama nie wiem... Ta formuła chyba po prostu dla mnie się już wyczerpała. Przynajmniej na dzień dzisiejszy. Dlatego też zmieniam tradycyjną koncepcję tego cyklu wpisu na rzecz podsumowania miesiąca: fajne rzeczy, które udało mi się zrobić, przetestować, poczytać. Różne różności. Perełki, ale w nieco innej formie.

Miniony miesiąc upłynął dla mnie po pierwsze pod znakiem rozwoju osobistego. Przysłużyły się do tego dwie rzeczy.


PROJEKT "NAJLEPSZA DO..."


Pierwszą z nich jest grupa "Najlepsza do..." jaką stworzyła Edyta Zając - moja ogromna inspiracja. To miejsce dla kobiet, które naprawdę intensywnie chcą się rozwijać. Do 30-tych, 50-tych czy jakichkolwiek innych symbolicznych urodzin. Grupa jest dla mnie niezwykłą motywacją i dużym źródłem inspiracji. Zaczynam poznawać tam wiele osób, które podobnie jak ja chcą jak najwięcej osiągnąć w różnych obszarach swojego życia. Super sprawa!






 

KSIĄŻKA "INSIGHT"

Drugą z rzeczy, które sprawiły, że ruszyłam z miejsca jest zdecydowanie książka "Insight" autorstwa Michała Pasterskiego. Jak dla mnie jest to prawdziwa perełka wśród książek o rozwoju osobistym.



Niesamowicie rzeczowa, praktyczna, kompleksowa. Nie daje prostych recept, tylko narzędzia do własnej pracy. Daje możliwości do rozwinięcia się na wszelkich możliwych płaszczyznach i na pozbycie się zbędnego balastu - negatywnych nawyków myślowych czy przekonań, które zadręczają umysł zapewne każdego z nas. Pozycja niesamowicie dopracowana i po prostu mądra.

Nie do czytania, ale do porządnego przepracowania. Moim zdaniem coś naprawdę genialnego. 

Dzięki niej przygotowałam kompleksowy plan rozwoju osobistego i widzę, że faktycznie ma on teraz sens. Pracuję nad kolejnymi obszarami i odczuwam już spore postępy. A to dopiero początek.




PROJEKT URODOWY

Drugim tematem, nad którym szczególnie mocno skupiłam się w październiku było moje podejście do własnego ciała. Pamiętacie mój projekt Miesiąc Kobiecości? Powiedzmy, że podjęłam się jego reedycji, ale już trochę z innym zamiarem.

Tym razem postanowiłam skupić się na tym, by wydobyć pełen potencjał ze swojej urody. Czułam się już bardzo mocno zaniedbana w tej sferze. I faktycznie wystarczyło kilka prostych sposobów, by zrobić ogromne postępy i z zadowoleniem spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. 

W listopadzie będę kontynuować działania w tym zakresie, korzystając przede wszystkim z różnych fajnych porad, jakie zebrałyśmy razem w grupie "Najlepsza do...". Takie hity każdej z nas. Na pewno w kolejnym podsumowaniu napiszę coś więcej na ich temat i tego jak poszły moje eksperymenty.

Jeżeli chodzi o październik: punkt pierwszy to przede wszystkim najtańszy zabieg kosmetyczny na świecie, czyli regulacja i henna brwi. Nie mogę pojąć, dlaczego zawsze zapominam o tym sposobie, mimo że za każdym razem jestem zachwycona tym, co porządne podkreślenie brwi robi z moją twarzą. Po prostu ją wydobywa. Teraz postanowiłam być już mądrzejsza i w kalendarzu każdego 20-ego dnia miesiąca zapisałam, by zadzwonić do kosmetyczki i umówić się na ten zabieg. Może teraz wreszcie stanie się to moją rutyną, bo jak doskonale same wiecie, daje to niesamowity efekt.

Drugim działaniem, którego się podjęłam było wykonanie profesjonalnego makijażu dziennego u wizażystki. Było to dla mnie spore przeżycie, bo jeszcze nigdy w życiu nie widziałam siebie w mocniejszym make-upie. Zawsze maluję się w bardzo stonowany sposób, albo kompletnie unikam makijażu. I to doświadczenie pozwoliło mi wyciągnąć wiele ważnych wniosków.

Ale wnioski poniżej, bo najpierw moje super-łazienkowe-selfie po makijażu, dla rozluźnienia atmosfery. Nie lubię robić sobie zdjęć, także jak pewnie wiecie to coś BARDZO niecodziennego na  tym blogu ;) 




1) Okazało się, że ja naprawdę nie lubię mocnego makijażu i najbardziej podobam się sobie wtedy, gdy pomaluję się sama - bez widocznej maski podkładu, tony szminki czy odbijających się kresek eyelinera na powiece. To było dla mnie super pozytywne odkrycie. Sam makijaż był bardzo ładny, szczególnie na zdjęciu, wydawał się teoretycznie nawet delikatny. Ale gdy już patrzyłam na siebie z bliska, to nie byłam prawdziwa ja. Z prawdziwą ulgą pozbyłam się wieczorem swojej 'tapety' i popatrzyłam na swoje odbicie bez tej całej maski.

2) Dzięki makijażowi u wizażystki odkryłam swój atut, o którym nie miałam pojęcia. W naszej rozmowie okazało się, że mam naprawdę ładne kości policzkowe, które łatwo jest podkreślić. Ja po pierwsze nigdy nie zwróciłam na to uwagi, a po drugie źle podchodziłam do prób konturowania. Dzięki temu spotkaniu dowiedziałam się jak robić to prawidłowo i faktycznie efekt jest dużo lepszy. Sama nigdy bym na to nie wpadła. Kosmetyczka, wizażystka czy jakakolwiek inna osoba zawsze patrzy na nas nieco innym okiem i może zauważyć coś, na co my jesteśmy ślepe. To jest fajna lekcja jaką wyciągnęłam z tego doświadczenia.

3) Zrozumiałam też przy tej okazji coś, co bardzo chciałabym wam polecić - jeśli jeszcze tego nie potraficie, zróbcie wszystko, żeby polubić siebie bez makijażu. Ja nigdy jakoś mocno się nie malowałam, ale jednak zawsze przed wyjściem coś tam poprawiałam. Z rozpędu i rutyny. Dopiero gdy jakiś czas temu na dwa tygodnie wylądowałam w szpitalu i siłą rzeczy w ogóle się nie malowałam, przyzwyczaiłam się do swojego całkowicie naturalnego odbicia w lustrze i naprawdę je polubiłam. Nie jestem pięknością, ale lubię siebie w naturalnej wersji. Teraz bardzo często wychodzę z domu czy spotykam się ze znajomymi bez żadnego makijażu i to bardzo mnie wyzwoliło. Chciałabym popracować nad tym, by mój makijaż był jak najładniejszy i traktować go nadal jako wybór, nie konieczność. Czasem chcę być w makijażu, czasem nie. To jest dla mnie bardzo fajne podejście.

Trzecią rzeczą urodową, jaką przypadkowo udało mi się odkryć w październiku jest fryzura, w której dobrze wyglądam. Nareszcie! Głowiłam się nad tym latami, aż wreszcie całkiem na luzie tak poupinałam swoje włosy, że wyszło z tego coś fajnego. Również polecam popracowanie nad tym tematem i wypróbowanie różnych opcji, żeby znaleźć coś dobrego dla siebie. Bardzo ułatwia życie.

Czwarta rzecz: popracowałam nad /naturalną/ pielęgnacją swojego ciała i widzę niesamowicie dobre efekty tych działań. Zaczęłam po prostu to lubić. Codziennie dwa razy dziennie nawilżam swoje ciało olejkiem ze słodkich migdałów (cudowne działanie!), zaczęłam używać rękawicy do peelingu i wreszcie uczyniłam automatycznym nawykiem kremowanie twarzy i to dało chyba największy efekt - wygląda zupełnie, zupełnie inaczej. Zdrowo! Wypróbowałam też sposób na włosy, który podsunęła mi wspominana już we wpisie Edyta, czyli płukankę octową. I mam duży apetyt na kolejne tego typu eksperymenty!

Pozostając w temacie urody, chciałam polecić wam trzy produkty kosmetyczne, które pokochałam w tym miesiącu.


KOSMETYCZNIE

Nie będę wam zbyt wiele pisać na ten temat, bo nie jest to blog kosmetyczny, ale w tym miesiącu odkryłam trzy produkty do makijażu, które naprawdę świetnie się u mnie sprawdzają, więc może będzie to dla was jakiś rodzaj inspiracji.




   

1.Transparentny puder Silk Edition Touch-up, Bourjois - daje piękne, lekko satynowe wykończenie i na długo matuje skórę, ale nie w tak płaski sposób jak większość pudrów. 

2.Tusz Volume Million Lashes Fatale, L'oreal Paris - to pierwszy tusz do rzęs, który się u mnie zupełnie nie osypuje, naprawdę. Do tej pory w ogóle unikałam tuszów właśnie z tego powodu. Ten jest wyjątkowy - tworzy trwały i naturalny efekt.

3. Podkład True Match, L'oreal Paris - ładnie dopasowuje się do odcienia skóry, długo się utrzymuje, nie tworzy efektu maski. Bardzo przyjemny.



WYZWANIE "1000 KSIĄŻEK, KTÓRE MUSISZ PRZECZYTAĆ"

Jak widzieliście pewnie na FB, w październiku kupiłam sobie fantastyczną książkę, która zapoczątkowała moje nowe wyzwanie. Czytam sobie teraz po kolei opisane w niej pozycje, wybrane przez autorów, jako prawdziwe klasyki. 




Mam za sobą już "Baśnie z tysiąca i jednej nocy" oraz japońską "Opowieść o zbieraczu bambusu". Teraz od dłuższego czasu czytam po angielsku "Opowieść o księciu Genji" i zajmie mi to jeszcze wiele, wiele wieczorów, gdyż na moim Kindlu książka ta ma... 18 527 stron. Poważnie. Ale nie poddaję się! A przy okazji uczę się angielskiego, bo napotykam tam słowa, których wcześniej nie znałam. Bardzo fajne połączenie nauki z rozrywką. 


MUZYCZNIE

W październiku kupiłam całą masę płyt! Nawet nie przyznaję się ile. Nie mogłam oderwać oczu od mocno przecenionych krążków w empikowej promocji. Czego obecnie najchętniej słucham?




Po pierwsze na pewno koncertowa płyta Raz, Dwa, Trzy. Piękna, uwielbiam te piosenki. A w nowych aranżacjach jest to coś bardzo świeżego.

Druga płyta to cudowny, zimowy klimat Stinga, który cudnie wpisuje się moim zdaniem, już teraz, w jesienne, domowe, "lampkowe" wieczory. Nie każdemu się spodoba, to pewne. Jest tutaj sporo starych, nawet kościelnych klimatów. To w końcu zbiór pastorałek, kolęd itp. Ale jak dla mnie ma po prostu niezwykły klimat. No i moje ukochane "Soul cake" - totalnie odpływam przy tej piosence...

Wiem, że już kiedyś była na blogu, ale nie mogę się oprzeć:





APLIKACJA


Dzięki Uli Łupińskiej poznałam w tym miesiącu aplikację Clou i naprawdę jest to rzecz warta polecenia. Każdego dnia otrzymujemy dokładnie sześć tekstów do przeczytania. Na różne tematy. Nie za dużo, nie za mało. 




Niestety bardzo mocno wyczuwalne jest ukierunkowanie polityczne wydawcy, czego bardzo nie lubię. Ale po prostu omijam takie teksty i czytam to, co jest dla nie interesujące. 


AUDIOBOOKI


To akurat nie jest stricte moja inspiracja, gdyż ja - jako ewidentny wzrokowiec, do słuchania książek po prostu się nie nadaję. Ale jeśli spędzacie dużo czasu w samochodzie, to naprawdę polecam wam wykorzystanie tego czasu właśnie na słuchanie audiobooków.

Rozpoczęliśmy w tym miesiącu z M. eksperyment, gdyż radio, którego słuchał staje się powoli zupełnie inną stacją i nie bardzo da się przy niej spędzać czas. Stąd pomysł na słuchanie audiobooków. Dzięki tej prostej zamianie radia na książki, M. 'przeczytał' w tym miesiącu sześć całkiem sporych objętościowo pozycji! Nie poświęcając na to praktycznie żadnego specjalnego czasu, tylko wykorzystując dojazdy. Super sprawa. 


WYDARZENIA

Powoli kończymy, jeszcze tylko dwa słowa o tym, co robiliśmy w październiku. 

Jak co roku o tej porze, braliśmy udział w Restaurant Week, czyli tzw. "doświadczeniu restauracyjnym", gdzie otrzymujemy specjalne menu złożone z przystawki, dania głównego i deseru za 39 zł. Żałuję, że do akcji nie przyłączają się żadne nowe retauracje z Bielska, ale i tak zawsze można zjeść coś pysznego. To taka nasza mała październikowa tradycja.

Oprócz tego drugie warsztaty kawowe, o których pisałam w podlinkowanym wpisie i jesienne spacery!

I tak dotarliśmy do końca! :)










A! Jest jeszcze jedna rzecz, o której wcześniej nie wspominałam. Od jakiegoś czasu zdjęcia mojego autorstwa, które umieszczam na blogu, nie są przeze mnie w żaden sposób podkręcane. Kiedyś lubiłam dodać nieco koloru czy zwiększyć jasność, ale coś we mnie pękło. Przeglądając różne zdjęcia czy to na blogach, czy w artykułach, czy na Instagramie, zauważyłam, że są one wszystkie tak piękne, jasne, idealne..., że kojarzą mi się z totalną nudą. Ta perfekcja sprawiła, że jak dla mnie każde zdjęcie na które się natykam jest po prostu identyczne, jak cała ich reszta.

Dlatego u mnie od jakiegoś czasu jest pewnie bardziej szarawo, nie tak świetliście, nie tak barwnie i idealnie. Na tablecie widać smugę od palca, na stole pełno rys, liście nie mienią się tysiącem barw, tylko są brązowe itp.  Ale taka jest po prostu prawda. Takie liście widziałam na spacerze i takie zostały uwiecznione na zdjęciach. I ta naturalność mnie się podoba. To coś bardzo wyzwalającego, podobnie do przykładu z nauczeniem się wychodzenia z domu bez makijażu, o którym pisałam wcześniej w tym wpisie. Realność i autentyczność bardzo dobrze ostatnio na mnie działa. 
19 komentarzy
  1. Podoba mi się Twoje podejście do zdjęć i ich obróbek. !
    Zdjęcia wyglądają swietnie.
    Pozdrawiam ciepło ! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! Dzięki wielkie :-)

      Usuń
  2. Przybyłam na Twój blog przypadkiem, przeczytałam cały wolnego wieczora i każdy wpis sprawia, że chcę zostać na dłużej. Zasubskrybowałam więc na facebooku fanpage i obiecuję być wierną czytelniczką! Wielkie graty i dzięki za energię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli nie audiobooki, to może podcasty? :)

    Bardzo mocno myślę nad wybraniem się do stylistki, to super sprawa, nawet jeśli makijaż nie do końca będzie nam odpowiadać - zawsze dowiemy się czegoś nowego. No i "Insight" mnie kusi!

    Uwielbiam Twoje podsumowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Również oswoiłam się do widoku siebie bez makijażu w szpitalu, choć do tej pory trudno mi wyjść tak z domu. Aczkolwiek nie krzywię się już na siebie w lustrze tuż po przebudzeniu. Mam nadzieję, że z Twoim zdrowiem już w porządku!

      Usuń
    2. A mogłabyś polecić jakieś swoje ulubione podcasty :)? Kiepski ze mnie niestety "słuchowiec", ja wszystko muszę widzieć przed oczami, żeby się nie wyłączyć, ale być może udałoby mi się złapać bakcyla.

      Co do stylistki/wizażystki to bardzo polecam. Bez wielkich oczekiwań tylko właśnie z nastawieniem na odkrycie czegoś nowego na swój temat. Super sprawa :)

      "Insight" w razie czego można kupić dużo taniej w internetowym dyskoncie Aros - kupuję tam praktycznie wszystkie swoje książki :)

      A co do widoku bez makijażu to fakt, że już się z nim sama oswoiłaś to już bardzo, bardzo dużo. Jeśli tylko chciałabyś podjąć wyzwanie, żeby nauczyć się wychodzić z domu bez makijażu bardzo polecam pracę drobnymi krokami na jeden z dwóch sposobów:

      1) Albo zaczynając od krótkiego wyjścia od jakiegoś mało istotnego miejsca typu osiedlowy sklep, później na przykład zapraszając najbliższą przyjaciółkę itp.

      2) Albo wychodząc gdzieś, pozbywając się powiedzmy jednego sztandarowego punktu makijażu, czyli na przykład tuszu na rzęsach. Później bez czegoś następnego i tak powoli okaże się, że można wyjść z domu kompletnie bez niczego na twarzy. A to naprawdę super uczucie! :)

      Tak, ze zdrowiem już wszystko w porządku, dziękuję! :)

      Usuń
    3. Na razie słucham tylko The Minimalists i momentami jest ciężko, bo również wolałabym mieć tekst przed oczami, ale dojazdy na uczelnię zajmują mi niemal godzinę i stwierdziłam, że czas w końcu maksymalnie ten czas spożytkować - kiedy nie bardzo da się czytać w pełnym tramwaju - sięgam po podcasty. Zasubskrybowalam też kanał "6 minutes english" tworzony przez BBC i TedTalks :)

      Krok pierwszy już oswoiłam, a drugi...będę próbować. Choć przyznam, że najchętniej zrobiłabym hennę na rzęsach i dopiero wtedy działała, bo moją zmorą jest jasna oprawa oczu i choć rzęsy długie to bez tuszu niewielki z nich pożytek :( tak naprawdę bez całej reszty makijażu mogłabym się obyć, ale ten tusz...ciężka sprawa!

      Usuń
  4. Ten projekt urodowy super sprawa! Muszę się zainspirować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, bardzo korzystnie wpływa na samoocenę :)

      Usuń
  5. Super wpis! :) Bardzo miło się czyta ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię tego typu wpisy. Nie widziałam o takich fajnych projektach organizowanych w Bielsku.

    OdpowiedzUsuń
  7. Obejrzałam twoje zdjęcie w łazience, wyglądasz wspaniale, kwitnąco, jestem pod wrażeniem. Makijaż też świetny, użyłaś różu, super Justyno.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fryzura też bardzo fajna, uwielbiam takie uczesanie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem pod wrażeniem książek, które ostatnio przeczytałaś Justyno Zielińska.

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się Justyno, że dzięki tobie mogłam posłuchać Stinga.

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne zdjęcia Justyno Zielińska.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też wolę naturalne zdjęcia, choć czasami niektóre potrzebują minimalnej obróbki. Jednak nie lubię kiedy filtry i obróbka całkowicie zmieniają realność, bo wtedy wyobrażamy wszystko inaczej i jesteśmy niezadowoleni z rzeczywistości...
    A ja wracam do blogowania z nowym blogiem, zapraszam http://litewskapolka.blogspot.lt/

    OdpowiedzUsuń
  13. Dałaś mi do myślenia z tymi zdjęciami, bo ja dopiero rozkręcam swojego bloga i bardzo martwi mnie to właśnie, że moje zdjęcia nie są tak piękne i cudowne jak u innych. A może właśnie tak jest dobrze?:)
    Czytałam już o tym wyzwaniu Edyty i sama zastanawiam się nad wzięciem w nim udziału, ale 'Insight' jakoś nie kusił mnie bardziej... aż do teraz. :)

    OdpowiedzUsuń