15 września 2016

Szczęście nie zawsze jest przyjemne

Przyjemność, zadowolenie, satysfakcja, radość, spełnienie. Można wypisać dziesiątki określeń, które bardzo mocno łączą się ze szczęściem.

Jednak szczęście to nie tylko typowe przyjemności.



Kiedy sprzątam zagraconą szufladę i trafiam na dziesiątą z kolei rzecz, której nijak nie potrafię zaklasyfikować i zdecydować czy jest mi potrzebna czy nie - nie czuję się szczęśliwa. Po fakcie jednak, kiedy spojrzę na uporządkowaną w całości komodę i z nieskrywaną satysfakcją otwieram szuflady tylko po to, by zobaczyć przestrzeń i równiutko poukładane przedmioty - wtedy czuję się ekstremalnie usatysfakcjonowana i zadowolona z siebie.

Kiedy na mojej nocnej szafce leży lekkie czytadło vs. bardziej ambitna lektura, która jednak wymaga skupienia się na temacie, często waham się, którą z nich wybrać. Jak napisała w jednym ze swoich wpisów Gretchen Rubin: fascynujące książki potrafią być...nudne. Faktem jest jednak, że gdy zdecyduję się na tę mądrzejszą lekturę i nagle okazuje się, że mam materiał do dyskusji z M. czy znajomymi na długie godziny, albo odkrywam zupełnie nowy obszar, który okazuje się dla mnie źródłem ogromnej inspiracji - wtedy jestem szczęśliwa. Nie mówię, że czytanie ambitnych książek nie jest bardzo częste przyjemne same w sobie. Ale często trudniej skupić się i zabrać do takiej właśnie lektury. Jestem pewna, że wiecie co chcę przekazać.

Kiedy ćwiczyłam na siłowni czterdziestą minutę i nie wiedziałam jak się nazywam, bynajmniej nie określiłabym siebie jako szczęśliwej osoby. Ale już 20 minut później, po zakończonym treningu, czułam się jak młoda bogini. Pozytywnie zmęczona, naładowana endorfinami i zadowoleniem z tego, że wytrwałam. 

Gdy mam wybrać się do lekarza na profilaktyczną kontrolę, to każdorazowo zrobiłabym wszystko, żeby odwlec to w czasie. Jest to dla mnie nieprzyjemne, nudne, kłopotliwe. Jednak już po wykonanych badaniach i informacji zwrotnej, że wszystko jest w porządku, czuję zawsze niesamowitą ulgę. I... szczęście.

Przykłady mogłabym mnożyć w nieskończoność. Cała sztuka polega na tym, by nie kierować się w życiu tylko i wyłącznie krótkofalową przyjemnością, ale myśleć szerzej. Podejmować się tych nawet zdecydowanie nieprzyjemnych czynności, po których zakończeniu czujemy się jednak bardzo dobrze. Czasem wypicie gorącej czekolady i zjedzenie ogromnego ciastka da nam faktycznie ogromną radość, ale nie tylko z takich przyjemności składa się nasze dobre samopoczucie. Dlatego nie ma, że boli. Wymagajmy od siebie trochę więcej. 

A wtedy ciastko też będzie lepiej smakowało.

8 komentarzy
  1. Normalnie kupię sobie dziś gorącą czekoladę (tylko, żebym pamiętała). To może rozwiązać moje problemy.
    Jak kiedyś kupiłam to mi pomogła.
    Napisze o tym na moim blogu agnieszkadudek.blogspot.com zapraszam Justynko:D
    I będzie mi bardzo miło jak zajrzysz na bloga kamileknuci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem warto poświęcić kilka minut przyjemności dla dłuższego delektowania się poczuciem zadowolenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie tak :) To trochę jak - nie ma złego co by na dobre na nie wyszło ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne podejście:) Niby nic odkrywczego,a jednak nigdy nie spojrzałam z takiej perspektywy.Dziękuję za poszerzony horyzont :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne podejście:) Niby nic odkrywczego,a jednak nigdy nie spojrzałam z takiej perspektywy.Dziękuję za poszerzony horyzont :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałaś o mindfulnes (czy jakoś tak)... Czytałam książkę na ten temat, która to pozwoliła mi "polubić" zmywanie naczyń... Zupełnie inne podejście, do tego typu czynności.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie zawsze to, czego chcemy jest dla nas dobre. Też uczę się wybierać te długofalowe przyjemności - mam nadzieję, że idzie mi coraz lepiej!

    OdpowiedzUsuń