11 stycznia 2016

Co robię, by z przyjemnością wypełniać noworoczne postanowienia?

Było już o tym jak podsumować miniony rok, było o narzędziu, które ułatwia zakładanie celów na kolejne dwanaście miesięcy. Przyszła pora na to, żebym krótko opowiedziała wam o tym, co takiego robię, że założone sobie w tym roku cele, spełniam naprawdę bez większego problemu, a nawet z przyjemnością. Oto rzeczy, które u mnie rewelacyjnie się sprawdzają w tej kwestii:

1. CEL/WYZWANIE MUSI BYĆ ZAPISANE

Koniec kropka. Rzeczy, których nigdzie oficjalnie nie zapiszę, giną po pewnym czasie śmiercią naturalną. Najlepiej do takich zapisków mieć jeden notatnik, planner czy kalendarz. Taki, do którego faktycznie codziennie rano i wieczorem chętnie będziesz sięgać. W tym roku naprawdę poważnie podeszłam do planowania swoich marzeń i celów. Rozpisałam - na razie na styczeń - wszystko to, co chcę zrobić i świetnie udaje mi się realizować postanowienia. Gdybym zostawiła je w głowie... już bym o nich zapewne nie pamiętała.



 

2. NOTES Z TYMI ZAPISKAMI MUSI BYĆ PO PROSTU ŁADNY

Zapisać cel to jeszcze nie sztuka. Cała tajemnica polega na tym, żeby codziennie nie móc się wręcz doczekać momentu, w którym  otworzysz swój notes. On po prostu musi być ładny, musisz bardzo lubić z niego korzystać. U mnie świetnie sprawdza się w tej roli Happy Planner (to nie jest wpis sponsorowany). Uwielbiam go. Do tego zestaw cienkopisów, który dostałam pod choinkę i naprawdę nic więcej nie jest mi potrzebne do szczęścia. Codzienne zakreślanie zadań, które udało mi się wypełnić, i te, nad którymi chcę popracować kolejnego dnia, to dla mnie jeden z najprzyjemniejszych momentów całego dnia. To jest coś, co w zadziwiająco dużym stopniu wpłynęło na to, że faktycznie chce mi się działać. Chcę postawić kolejne krzyżyki w moim pięknym plannerze. Brzmi dość infantylnie, no ale powiedzmy sobie szczerze - w każdym z nas tkwi dziecko. I moje wewnętrzne dziecko bardzo cieszy się z tej całej piśmienniczej zabawy. Jeśli z przyjemnością będziesz sięgać po swój planner, twoje szanse na realizację wyznaczonych celów naprawdę mocno wzrosną. Serio.

3. PRZYJMIJ JAKIŚ MOTYW PRZEWODNI NA DANY MIESIĄC

Nowy Rok kusi tym, by zmienić w swoim życiu po prostu wszystko, przebudować swoje życie zupełnie od nowa. Ale takie rewolucyjne zmiany na różnych płaszczyznach są bardzo trudne do wykonania. Z drugiej strony skupienie się na tylko jednym, jedynym zadaniu byłoby dla mnie bardzo nudne. Nie umiałabym czerpać z tego radości. Złotym środkiem jest dla mnie motyw przewodni miesiąca. Ograniczam w ten sposób bardzo znacząco obszar, nad którym w danym czasie pracuję, ale jednocześnie daje mi on bardzo duże pole do popisu.

Styczeń zazwyczaj poświęcam na wszelkiego rodzaju przeglądy medyczne oraz ogólnie pojęte sprawy ciała. Wykonuję tak bardzo nielubiane badania, sprawdzam czy wszystko działa w moim ciele w porządku i skupiam się też wyjątkowo na jego dopieszczeniu wizualnym. Jednym z najbanalniejszych celów na ten miesiąc jest dla mnie wyrobienie w sobie wreszcie nawyku codziennego nakładania kremu na twarz i balsamu do ciała. Niby kompletnie przyziemne rzeczy, ale naprawdę dają fajny efekt. Dodatkowo codziennie czuję, że dość minimalistycznie, ale jednak o siebie dbam. I w ten sposób mam zamiar planować również kolejne miesiące.

PS. Wyzwania, które sobie stawiasz muszą być dla ciebie ważne, wartościowe, fascynujące lub ekscytujące. Może nie wszystko na raz, ale stawianie sobie zadań, które wydaje ci się, że powinieneś podjąć, jest naprawdę bez sensu. Spytaj siebie, tak na serio, czym się chcesz zająć. I niech to będzie twój motyw przewodni na dany miesiąc czy dłuższy okres czasu.


4. ROZPISZ SWOJE CELE NA DWIE GRUPY: JEDNORAZOWE ZADANIA I POWTARZALNE NAWYKI

Gdy już wybrałam swój motyw przewodni miesiąca, rozpisałam wszystko co kojarzyło mi się z tym celem na drobniejsze zadania i podzieliłam je na jednorazowe zadania, które po prostu trzeba wykonać (np. badanie krwi, wizyta u dentysty, zapisanie się do fryzjera) oraz te, nad którymi chcę pracować cyklicznie (zajęcia fitness, wieczorne nakładanie kremu na twarz itp.) Zadania jednorazowe po prostu wykreślam po ich wykonaniu. Nie zapisałam ich w ogromnej ilości, na mojej liście tkwiło raptem pięć zadań. To też na pewno jest klucz do sukcesu - myśleć realnie. Trzy zadania mam już za sobą, także myślę, że jest całkiem nieźle. Przy zadaniach powtarzalnych skorzystałam z tabeli wyzwań i każdego dnia, w którym uda mi się wykonać daną czynność, zakreślam sobie w nagrodę kratkę. Rozpisałam sobie również minimalną częstotliwość wykonywania każdego ćwiczonego nawyku, która będzie dla mnie zadowalająca- na przykład "co najmniej trzy treningi w tygodniu". I tak się to kręci.

PS. Bądź cierpliwy. Jeśli jakiś nawyk nie wszedł ci w krew, kontynuuj pracę nad nim również w kolejnym miesiącu. Wiesz, że na wypracowanie nawyku potrzebne jest podobno od 15 do...254 dni? Czasem na efekt naprawdę trzeba poczekać, aż któregoś dnia dana czynność stanie się dla ciebie po prostu naturalna.



5. USTAL DWA, TRZY PRIORYTETY

Coś w danym dniu musi być najważniejsze, bardziej istotne niż postronne listy spraw. Odkąd zapisuję swoje priorytety, naprawdę jestem diametralnie bardziej zadowolona ze swojego życia i tego jak wykorzystuję czas po pracy. Codziennie mam świadomość tego, że zrobiłam w tym dniu coś istotnego, to co sobie założyłam. Prosta sprawa, a naprawdę podnosi morale. Dzięki tej prostej zasadzie nie miewam już złego samopoczucia bez żadnego konkretnego powodu, które kiedyś czasem mnie dopadało. Czuję, że mój czas jest wypełniony fajnymi aktywnościami i to bardzo pozytywnie przekłada się na mój nastrój.

6. PODZIĘKUJ

Nigdy nie przepadałam za dziennikami wdzięczności itp. Osobny zeszyt do tego celu był dla mnie tylko dodatkowym, bardzo nienaturalnym obowiązkiem. I nie sprawiało mi to większej przyjemności. Gdy w moim obecnym plannerze zobaczyłam rubrykę "dziękuję za" podchodziłam do niej trochę jak pies do jeża. No ale spróbowałam i faktycznie po kilku dniach zobaczyłam, że to przynosi mi bardzo duże poczucie radości (przy okazji zapisywania w nim oczywiście innych, fajniejszych i bardziej sensownych w moim mniemaniu notatek). To co wydawało mi się nieco sztuczne, okazało się naprawdę przydatnym fragmentem układanki, która bardzo wspomogła mój dobry nastrój w ostatnich dniach. Po kilku tego rodzaju zapiskach, kolejne przychodzą już znacznie łatwiej. Nie silę się na jakieś obszerne notatki - czasami zapisuję jedno słowo, czasami dwa trzy trzy podpunkty. Ale to naprawdę mobilizuje do jeszcze większej energii następnego dnia. A energia ta przekłada się na spełnianie swoich celów. To takie pozytywne błędnie koło!
22 komentarze
  1. U mnie również najważniejsze to zapisanie postanowień, bez tego to całe planowanie nie miałoby sensu. Stosuję rozpisanie planów na miesiące to bardzo ułatwia sprawę i polecam tą formę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Swoje cele, zwłaszcza te najważniejsze warto również ustawić jako wygaszacz ekranu w komputerze. Dzięki temu będziemy na nie spoglądać dużo częściej, a to zwiększy ilość okazji, które będziemy w stanie wykorzystać w celu realizacji naszych postanowień :)
    Dawid

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tylko chciałam Ci podziękować za ten post. Dziękuję. Zacznę od jutra obiecuję. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  4. no to świetnie, robię właściwie wszystko mniej więcej tak jak opisujesz i potwierdzam- widać efekty :) i krok po kroczku spełnia się to co sobie zaplanowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie cierpię robić postanowień, bo zawsze robię wszystko, żeby ich nie spełnić :D

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja myślę, że kluczem jest "pan chciej" - jak nam się nie chce to i najlepsza organizacja nie pomoże, niestety!

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja koleżanka ze studiów ostatnio pokazała mi własnie happy planer. Jest nieziemski i uważam, że warto zainwestować :)

    OdpowiedzUsuń
  8. "Nowy Rok kusi tym, by zmienić w swoim życiu po prostu wszystko", na przykład, żeby zrobić sobie operację zmiany płci i nosić wszystkie ubrania na lewą stronę?:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja określam sobie cele roczne według wyodrębnionych dziedzin jak praca, rozwój, podróże, czy sport. W każdej z tych dziedzin określam sobie cele, które później realizuję w ciągu roku, dzięki temu codziennie, małymi krokami zbliżam się do któregoś z nich.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pamięć ulotna więc spisanie celów do realizacji to rzecz podstawowa :) Zbyt wiele mamy na głowie, by ufać bezgranicznie swojej pamięci :) Dla mnie idealnie sprawdza się to co przedstawia jedna z fotografii :) moje małe kwadraciki do zamalowania na zielono, jeśli coś zrobiłam i niestety na czerwono kiedy dałam plamę. Mnożący się zielony kolor to doskonała mobilizacja, żeby zrobić jeszcze jeden krok w celu realizacji założonego celu! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak mozna przeczytac Twojego bloga od samego poczatku?

    OdpowiedzUsuń
  12. Co to a arkusz, do którego wpisujesz afirmacje i zaznaczasz krzyżyki, jeśli mogę spytać? Zaintrygował mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wyznaczanie priorytetów jest niezwykle ważne tak samo jak wdzięczność. Praktykuje i działa, a ja jestem zmotywowana i działam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. lightwords.pl13.01.2016, 20:16

    Ładnie to poukładałaś. U mnie sprawdza się planowanie, ale tygodniowe (jak pewnie większości mam). I prosty kalendarz, który mieszczę do torby. Kalendarz tradycyjny, nie planer bez dat, bo w tym mając całą rodzinę na głowie, nieprzespane noce można się pogubić (chyba to u siebie pisałam ;). Żeby mieć planer (masz racę, są piękne) trzeba mieć trochę czasu, aby się nimi pobawić. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochana mam do Ciebie OGROMNĄ prośbę. Proszę wydaj książkę. Jesteś polską Reginą Brett, dobrze żeby więcej osób dowiedziało się o Tobie. Sukces odniesiesz na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetne rady! Z ich pomocą na pewno uda Ci się spełnić wszystkie postanowienia! :) Ja idę popracować nad swoimi ;*

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja w tym roku też zainwestowałam w happy planner i jestem mega zaskoczona tym, że zapisywanie priorytetów ma taką moc ;) Teraz nie rozstaje się z nim ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Inspirujący wpis...ja również posiadam Happy Planner i sprawdza się u mnie doskonale...lista 100 rzeczy do zrobienia w 2016 lub lista książek do przeczytania to dla mnie osobiście niesamowite wyzwanie! Gorącooooo polecam...spokojnego weekendu

    OdpowiedzUsuń
  19. Od dawien dawna czytam Twojego bloga; dotarlam tu przypadkiem i... zostalam! Przez te wszystkie lata widze, ze bardzo sie rozwijasz i ze rzeczywiscie dazysz do szczescia podsuwajac nam wszystkim pomysly na nieduze kroczki, ktore pozwola do niego dojsc. Twoje wpisy sa bardzo inspirujace, niewymuszone i takie prawdziwe-nie widze tutaj zadnych wyscigow, przechwalek, jakie zdarzaja sie na innych blogach, a jedynie konsekwencje w doskonaleniu sie i upiekszaniu swojego zycia. Ciesze sie tez, ze formula Twojego bloga jest taka sama od dlugiego czasu (pamietam jednak, ze kilka lat temu zmienilas jego wyglad-'stary' tez byl fajny ale to pewnie kwestia przyzwyczajenia), jest tutaj tak przyjemnie i 'domowo' :) Podsumowujac :) uwielbiam Twoje wpisy i polecane linki a Ty sama wydajesz sie osoba niezwykle ciepla i taka, ktora jak trzeba to chodzi twardo po ziemi a jak jest mozliwosc to i z glowa w chmurach :) Pozdrawiam/Ania :)

    OdpowiedzUsuń