31 października 2015

Coś nowego

Wreszcie to zrobiłam. Obudziłam się z letargu i podjęłam dwie nowe aktywności w swoim codziennym życiu. Zbierałam się do tego bardzo długo, ale już zaczynały nużyć mnie kolejne takie same dni bez żadnych nowych wyzwań. Potrzebowałam powiewu świeżości. I udało mi się go poczuć. Wybrałam zarówno coś dla ciała jak i umysłu.

Po pierwsze zapisałam się na siłownię. Byłam na niej jak na razie dwa razy, dziś wybieram się na trzeci trening. Słowo "trening" jest tutaj sporą hiperbolą, ale staram się po swojemu po prostu poruszać. 5 km na 'narciarzu' (nie mam pojęcia jak fachowo nazywa się ten sprzęt), 1,5 km biegu na bieżni, kilka skłonów tu i tam i człowiek czuję się jak nowo narodzony. Zapomniałam już jakie to cudowne uczucie. Ta zmiana bardzo mnie cieszy. Czekam jeszcze tylko na grafik zajęć fitness i to będzie kolejna zupełna nowość w moim życiu. Jest bardzo dobrze.



Druga zmiana to wybranie się na zajęcia z języka niemieckiego. Jest to język, z którym zmagałam się wiele lat w szkole, a mimo to nie potrafię w nim powiedzieć niemal żadnego zdania. Ale wiadomo jak często wygląda w szkole nauka tego drugiego, dodatkowego języka. Postanowiłam dać sobie jeszcze jedną szansę - jeśli teraz się nie powiedzie, to po prostu zacznę naukę czegoś innego. 

Dlaczego o tym piszę? Chciałabym zacząć trochę więcej pisać o sobie, o prostych rzeczach, które właśnie mnie sprawiają przyjemność. Wszystko o czym tutaj piszę jest związane z moimi własnymi doświadczeniami, nie biorę się za tematy, których sama nie sprawdziłam itd. Uwielbiam filozofować, gdybać, rozmyślać i przedstawiać różne teorie. Chciałabym jednak połączyć to też czasem z opowieścią o sobie i o moich codziennych, bieżących metodach tworzenia pozytywnego stylu życia. Mam nadzieję, że to również będzie dla was w jakiś sposób inspirujące. 

Przy okazji tego wpisu chciałam też namówić was na to, by wykorzystywać drobne podszepty rzeczywistości i otoczenia, w którym się obracacie. To, że zapisałam się na siłownię wynika tylko z tego, że w okolicy otwarł się nowy klub i jakoś przypadkiem trafiłam na informację o nim; poczytałam trochę więcej na ten temat i postanowiłam spróbować. Pomysł chodzenia na niemiecki również nie wziął się znikąd. Nasza znajoma perfekcyjnie zna ten język, więc postanowiliśmy wykorzystać tę szansę i umówić się na spotkanie. Znacznie prościej było nam zdeklarować się w ten sposób, niż szukać kogoś zupełnie obcego.

Nie wiem czy udało mi się tutaj przekazać główną myśl, ale chodzi mi o nic innego jak o to, by szukać w swoim otoczeniu szans na zrobienie czegoś nowego i wykorzystywanie ich. Oczywiście można też zacząć z całkiem drugiej strony - zastanowić się co konkretnie chcielibyśmy robić i poszukać tego rodzaju zajęć czy aktywności. To jak najbardziej dobra metoda - oparta na świadomej decyzji. Na mnie dużo mocniej działa akurat odwrotna motywacja. Skorzystanie z czegoś, bo mam do tego okazję. Być może dlatego, że dzięki takiemu podejściu "na tak" udało mi się już zrobić bardzo dużo fajnych rzeczy i podjąć kilka naprawdę dobrych decyzji. Mam jakąś magiczną wiarę w wykorzystywanie takich podszeptów losu i lubię sprawdzać czy to faktycznie coś dla mnie. To takie przedłużenie Projektu Tak. Wyczulenie na nadarzające się okazje.

No nic, pakuję torbę i zbieram się trochę poćwiczyć! 
23 komentarze
  1. Jeśli interesują Cię też zajęcia w grupach, to bardzo polecam zumbę :) Warto się przełamać i pójść na pierwsze zajęcia, potem ciężko przestać, nawet, jeśli nie ma się szczególnego poczucia rytmu czy zdolności tanecznych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, właśnie czekam na zumbę. Jestem prawie pewna, że mi się spodoba :)

      Usuń
  2. Fajnie, że tym się dzielisz. Czasem zapominamy otwierać się na nowe doświadczenia, nawet gdy one do nas krzyczą. Ja też rozpoczynam naukę niemieckiego. Co prawda ja się nigdy nie miałam okazji go uczyć, ale w końcu musi być ten pierwszy raz! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo :) No to będziemy razem walczyć ;-)

      Usuń
  3. Właśnie zastanawiam się nad powrotem do nauki niemieckiego, bo uczyłam się go przez wiele lat, nie umiem zdania wydukać a tutaj we Wrocławiu bardzo się on przydaje... Powodzenia w realizacji planów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo jak ja :) Mnie z racji pracy może bardziej przydałby się rosyjski albo chiński (!) ale wszystko jeszcze możliwe ;-)

      Usuń
    2. Rosyjski? a gdzie pracujesz? :)

      Usuń
    3. W firmie handlowej, która mocno stawia na eksport właśnie we wschodnich kierunkach :)

      Usuń
  4. W szkole bywa różnie z tą nauką. Jeśli trafimy na super nauczyciela, to każdy język będzie łatwy i przyjemny.
    Trzymam za Ciebie kciuki, a w wolnej chwili zapraszam na niezobowiązującą herbatę na Sofę ;)

    Do zajęć sportowych podchodziłam już kilka razy i ciągle coś mnie od nich odciągało. Bardzo podobały mi się zajęcia z Aqua areobiku.


    niemieckasofa.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz - Twój blog bardzo mi się teraz przyda! :)

      Usuń
  5. A ja wybieram się na hiszpański. Uczę się go od jakiegoś czasu, ale mało skutecznie. Chcę się nauczyć porządnie wypowiadać w tym języku, by być w stanie poradzić sobie w krajach hiszpańskojęzycznych. Także życzę powodzenia i trzymam za nas kciuki! :)
    Pisz o sobie, chętnie poczytam - tak jak właściwie całą resztę tego co piszesz. Zaglądam tu do Ciebie od dłuższego czasu, ale dopiero dziś coś komentuję, więc przy okazji dziękuję Ci za wszystkie inspirujące rzeczy, do których mnie zachęciłaś. :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja bardzo dziękuję za pierwszy komentarz! Życzę powodzenia z hiszpańskim, ja pamiętam z niego tylko jedno - kompletnie nieprzydatne zdanie - "sobre la mesa hay una tasa" ;-)

      Usuń
  6. Fajnie, że się tym dzielisz :) Wiesz, ja też uczyłam się niemieckiego jako drugiego języka i hmmm... nie, nie wspominam tego najlepiej.
    A co do dania szansy: masz wiele racji: tak trafiłam na zajęcia z tańców celtyckich i szkockich i wręcz się w nich po jakimś czasie zakochałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie o to mi chodzi. Pewnie sama nie wpadłabyś w domu tak kompletnie z niczego, że tańce celtyckie to coś, co stanie się Twoją pasją. A tutaj niespodzianka właśnie przez danie szansy. Super przykład :)

      Usuń
  7. Ja się dawno obudziłam fitnessowo, ale niemiecki...ehh, brak pieniędzy na kurs... Trudno pamiętać, że zdawałam maturę z niemca;).

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie podobnie impulsem, żeby chodzić na siłownie, jest nowo otwarty Magic Gym :) A poza tym chcę zacząć naukę Norweskiego, aczkolwiek w moim mieście nie ma nigdzie kursów, więc zaczynam z książkami do nauki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też mnie ostatnio ciągnie do niemieckiego. Lubię i dość sporo rozumiem w tym języku i sama nie wiem dlaczego zamiast do niego porządnie przysiąść ciągle próbuję się przemóc do angielskiego, którego po prostu nie lubię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znacznie bardziej lubię angielski, ale nie mam zamiaru zrażać się do niemieckiego :)

      Usuń
  10. Gratuluję motywacji!!! <3 Ja wciąż walczę z nauką angielskiego, jakoś nie mam serca do języków :) Ale powiem Ci, że inspirujesz!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej! Chcialam napisać,że Twoje posty są po prostu świetne i motywujące. Polecam też w ramach noworocznych postanowień listę 100 rzeczy,które chciałoby się zrobić w 2016. Mogą to być drobiazgi,ale też duże cele. Wykreślenie z listy jest super😊

    OdpowiedzUsuń