14 września 2015

Personalita Italiane, czyli za co pokochałam Włochów

Minęły niespełna dwa dni od mojego powrotu z Italii a już odczuwam niesamowitą tęsknotę za tym, jak ciepłymi, serdecznymi i pomocnymi ludźmi są Włosi. I nie jest to przesłodzona, landrynkowa życzliwość. To coś, co wydaje się być czymś niezwykle autentycznym, wyuczonym od maleńkości. To styl bycia otwarty na drugiego - nawet zupełnie obcego - człowieka. Bez cienia cynizmu czy szyderstwa. To po prostu bycie ludzkim wśród innych ludzi.

Nie bez celu piszę ten wpis zaraz po powrocie, przed jakąkolwiek relacją z naszej podróży, z odwiedzonych miejsc. Piszę go właśnie dlatego, że marzy mi się przemycenie - póki wrażenia są jeszcze gorące - chociaż odrobiny tej serdeczności do mojego własnego życia w Polsce. Dlatego jak najszybciej chcę uchwycić te myśli, podzielić się nimi z wami oraz zapamiętać te lekcje dla siebie samej.


A nie jest to wcale proste zadanie... Największy szok przeżyłam w zasadzie już po 5 minutach od przyjazdu do domu. Przywitała mnie zażarta kłótnia sąsiadów krzyczących na siebie przez szczekającego psa. Wzajemne obwinianie, straszenie policją, wyzwiska. Mocny, zimy prysznic po tym wszystkim, co obserwowałam i czego osobiście doświadczałam jeszcze dzień czy dwa wcześniej właśnie we Włoszech.

Dość trudno będzie mi opisać w kilku słowach co tak naprawdę zachwyca mnie w mentalności Włochów, ale spróbuję.

OTWARTOŚĆ I CHĘĆ DO POMOCY


Późny wieczór, szukamy na szybko noclegu w jednym z toskańskich miasteczek. Dotarliśmy pod wskazany adres, ale okazuje się, że właściciel nie mieszka w tym miejscu, ale w zupełnie innej dzielnicy. Na drzwiach zastajemy tylko i wyłącznie wizytówkę. Nie pozostaje nam nic innego jak dogadanie się przez telefon - co z góry zapowiada się dość trudno, bo po włosku znamy dosłownie kilka słów. Co więcej, okazuje się, że kompletnie nie możemy złapać zasięgu.

Nagle słyszymy zza siebie włoską 'zaczepkę'. Dwójka spacerujących ludzi zapytała nas czy szukamy Daniela (zrozumieliśmy tylko słowo 'Daniel' także od razu zaczęliśmy ochoczo przytakiwać - swoją drogą tam wszyscy, wszystkich znają.) Bez żadnych dodatkowych pytań mężczyzna wyciągnął swój telefon, zaczął chodzić z nim po placu, szukając zasięgu. Dodzwonił się do szukanego przez nas właściciela i powiedział mu, że ma gości. Na migi wytłumaczył nam, że Daniel zaraz przyjedzie i faktycznie za 5 minut pojawił się przed mieszkaniem na swoim skuterze.

Nikogo nie prosiliśmy o pomoc, a wszystko zostało załatwione za nas za zwykły uśmiech i "grazie mille". Może myślę dość stereotypowo, ale u nas dwójka zagranicznych turystów próbujących się gdzieś dodzwonić raczej nikogo by nie obeszła.

Kolejny przykład - płatny parking w innej miejscowości. Nie mieliśmy żadnych drobnych. Podeszłam do jednej z mijanych kobiet z prośbą o rozmienienie banknotu. Niestety nie miała jak tego zrobić, więc zwyczajnie zaproponowała, że kupi dla nas ten bilet, i zanim zdążyłam zaprotestować już trzymałam w ręku dwugodzinny bilet parkingowy. Drobny gest, a jak bardzo miły. 

Takich sytuacji mieliśmy naprawdę dziesiątki. Życzliwy policjant, który przymyka oko na omyłkowy wjazd w ulicę z zakazem. Ekspedientka w sklepie, która sama z siebie, z własnej inicjatywy robi nam kanapki z kupionych przez nas rzeczy. 

A do tego wszystkiego szczere, serdeczne uśmiechy starszych Włochów witanych przez nas włoskim "buona sera". 

REALNE - NIE WIRTUALNE RELACJE

We Włoszech liczą się przede wszystkim relacje międzyludzkie. Wszyscy z wszystkimi rozmawiają, witają się, pytają o samopoczucie. Tablet, komputer czy telewizor są na znacznie dalszych pozycjach. I zaobserwowałam to nawet wśród dzieci.


Żaden widok nie cieszył mnie tak, jak całkiem małe i starsze dzieciaki grające wieczorami w piłkę na dosłownie każdym odwiedzanym przez nas placu. Dziewczynki bawiące się w swoje własne zabawy, przeszkadzające żartobliwie chłopakom. Mali rybacy z dumą wyławiający z morza ośmiornicę, chwalący się nią wszystkim dookoła. 



Nie widziałam ANI JEDNEGO dziecka (oprócz turystów) wpatrzonego w ekran swojego tabletu czy telefonu. Tam dzieci wolą bawić się ze sobą. Pewnie po przyjściu do domu również siedzą przed komputerem, ale na pewno nie w takim stopniu jak mali mieszkańcy Polski czy Austrii (w której widziałam całe rodziny, które nie zamieniły ze sobą ani jednego słowa podczas obiadu - mama, tata, dwójka dzieci - każdy zajęte przez ponad godzinę swoim własnym elektronicznym skarbem... dramat.)

Tak samo dorośli i całkiem starsi ludzie. Totalnie urzekła mnie wieczorna potańcówka na placu miasta w jednej z miejscowości na wybrzeżu liguryjskim. Dziesiątki ludzi bawiących się (bez alkoholu na stołach), tańczących wspólnie do gorącej muzyki, radosny gwar. Widać, że spotykają się w ten sposób co tydzień. 

Faceci obradujący co wieczór przed swoimi domami lub pobliską kawiarnią, z krzesłami przyniesionymi ze swoich domów. Starsze kobiety siedzące na ławeczkach, pozdrawiane przez innych mieszkańców w nieustającym pytaniem czy wszystko dobrze, jak się czują. Coś naprawdę przemiłego.



 

Jak przemycić trochę tej włoskości do Polski?


Myślę, że przede wszystkim poprzez większe zainteresowanie drugim człowiekiem. Nie tylko dobrym przyjacielem czy rodziną, ale sąsiadem, sprzedawcą w sklepie czy mijaną starszą osobą. Poprzez mówienie chociaż zdania więcej niż oszczędne "dzień dobry" i szybkie wyrzucanie z siebie sprawy, jaką chcemy załatwić. 

Druga sprawa to właśnie pielęgnacja bliskich relacji. Częstsze spotykanie się z ludźmi na żywo, w domu, na mieście. Komunikacja wychodząca poza telefon czy fejsa. Coś prawdziwego. Ugotowanie czegoś dobrego i zaproszenie znajomych, wspólne rozmowy, dyskusje. Po prostu wspólne spędzanie czasu. To właśnie to, czego chciałabym się nauczyć i przyjąć dla siebie jako naturalne. Trzymajcie kciuki.
21 komentarzy
  1. Italia jest niesamowita a Włosi fantastyczni :-) Na szczęście ( dla nas) w Polsce co roku jest coraz więcej Włochów tak więc możemy z tego ich temperamentu i nastawienia coraz częściej korzystać i tu, w Polsce :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I stwarzać swoją własną 'włoską' Polskę ;-)

      Usuń
  2. Włosi są fantastyczni, owszem. Podziwiamy ich optymizm, ich poczucie humoru, przyjazne nastawienie. Sama zakochałam się w Sycylii i atmosferze, klimacie tej wyspy. Jeśli są to relacje czysto przyjacielskie, wszystko jest fajnie. Niestety przeważnie znacznie gorzej sprawdzają się w naprawdę bliskich relacjach. Na pewno są jednak wyjątki - Paolo Cozza? ;) Pozdrawiam serdecznie, lubię ten blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sycylia to moje marzenie na przyszłe wakacje :) Co do tak bliskich relacji nie wiem jak to wygląda, bazuję tylko na tym, co udało mi się powierzchownie zaobserwować - i to naprawdę mnie zachwyciło :)

      Usuń
  3. Mieszkam od dwóch lat w Rzymie, zanim się tu przeniosłam dużo podróżowałam po Włoszech, teraz dalej ciągle coś zwiedzam. Miałam dokładnie takie same odczucia jak Ty, gdy z koleżanką nie mogłyśmy odnaleźć hostelu kilka razy wydarzyło się tak, że ktoś nas zauważył z baru, innym razem się zatrzymał i po prostu zawiózł nas na miejsce, w zamian za uśmiech i dziękuję (z drugiej strony tak samo było w Szwajcarii, Francji i Hiszpanii). Teraz mam trochę inne podejście do Italii i wiem, że to kraj jak każdy inny. O tym można się bardzo łatwo przekonać próbując załatwić coś na poczcie, albo w jakimkolwiek innym miejscu z kolejką ;). Czasem wydaje mi się, że trochę się dajemy nabrać na ten włoski teatr, ponieważ ludzie wszędzie są tacy sami :). Gdybym miała wybrać jednak jedną cechę, która odróżnia Włochów od innych, to byłoby to zdecydowania podejście do czasu, cała reszta z tego wynika. A Sycylia jest przepiękna gorąco polecam, zwłaszcza we wrześniu, już nie tak gorąco, ale wciąż bardzo ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Zgadzam się z Tobą, że ludzie wszędzie są tacy sami- mają te same problemy i potrzeby co w Polsce i wszędzie na świecie. Tylko pogoda wakacyjna trochę lepsza, stąd może ten humor. :)

      Włosi potrafią być teatralnie mili. Nie powiedziałabym, jednak, że to fałsz. Wielu po prostu żyje z obsługi turystów, a wiadomo, że zadowolony turysta wróci. Doceniają też swój kraj, co okazuja szczególnie przed turystami. Myślę, że to jest ten włoski sekret :)

      Usuń
    2. Masz rację. Trudno uważać za fałszywe na przykład to, ze podjeżdżasz na Autogrilla i tam śpiewający Włoch podaje ci kawę. Jaki miałby pożytek z udawania w takiej sytuacji?

      To po prostu w nich jest :)

      Usuń
  4. wybacz ale nie znasz Włochów. Niestety pracowałam i obracałam się w ich towarzystwie 3 lata. Nie ma bardziej zakłamanej, szyderczej i "obrabiającej" dupę za plecami nacji niż włochy. Nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyrażam swoje zdanie jako turystka i pod tym względem jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem Włochów. Tyle :)

      Usuń
  5. We Włoszech byłam baaaardzo dawno temu i już zapomniałam jak tam fajnie, nie tylko pięknie, ciepło, smacznie ale przede wszystkim przyjaźnie! Koniecznie muszę tam się znów wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. cudownie, jakże się cieszę, że już październiku lecimy do Włoch! Nie mogę się doczekać. Tymczasem będę dla ludzi milsza niż zwykle, zrobię sobie Italię w Polonii :)
    ściskam
    M

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie byłam we Włoszech, ale po Twojej relacji jestem ochoczo nastawiona na ten kraj. Chcę poczuć tą otwartość :) Staram się dość często spotykać z moimi znajomymi. Relacje internetowe/telefoniczne upadają, nie ma tej bliskości, poczucia przyjaźni.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam mocne postanowienie, żeby jednak nie zaniedbywać 'żywych' relacji. To coś megaważnego... :)

      Usuń
  8. Nie znam żadnego Włocha (chyba) ale w czasie studiów poznałam Portugalczyków i Hiszpanów (między innymi). Oni też epatowali serdecznością i potrafili szybko nawiązać kontakt z "gospodarzami", czyli nami, Polakami. Przyjeżdżali tu na wymiany studenckie. Inaczej było z ludźmi z Korei czy Kazachstanu. Ich trzeba było mocno zachęcać, by w ogóle się odezwali.
    Ciepłe kraje i ciepli ludzie to jednak nie mój klimat, ja wolę swój zimny azyl... ;- )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba jednak preferuję drugą stronę :D

      Usuń
  9. Też jestem ogromną fanką Italii. Jeśli chciałabyś uczyć się włoskiego lub poczytać o Włoszech to zapraszam na dwujęzyczny blog, który prowadzę od czerwca z moim chłopakiem: http://www.kawacaffe.pl/
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Podobne wrażenia odniosłam będąc w tym roku na greckiej wyspie. Ludzie są tak uśmiechnięci, życzliwi i zainteresowani drugim człowiekiem, że początkowo aż mnie to wzruszało ;-) Potem udzieliło mi się i czułam się jak u siebie :-)

    OdpowiedzUsuń