27 maja 2015

Uwolnij się wreszcie od zaległych/niedokończonych zadań! (3)

Nikt nie zaprzeczy, że niedokończone sprawy, zaległe sprawy, rzeczy, za które powinniśmy już dawno się zabrać ale nigdy po prostu nam się nie chce (lub nie wiemy jak zacząć) to niesamowite pożeracze energii. Też mam długaśną listę takich spraw.










A raczej nie listę. Bo ostatnio zrezygnowałam z restrykcyjnego zapisywania takich zadań. Zauważyłam, że zawsze w przypływie entuzjazmu do zakończenia takich zaległości, pierwsze za co się zabierałam to wypisywanie kolejnych zadań. I jakoś zawsze z każdym kolejnym zadaniem entuzjazm opadał. Bo nie czarujmy się. To nie są najprzyjemniejsze i najfajniejsze do wykonania rzeczy. Gdyby takie były, zapewne mielibyśmy je już za sobą.

Także całą swoją energię skupiałam na zapiskach i w zasadzie nie starczało ich na nic więcej. Kilka dni temu postanowiłam nic nie pisać, tylko po prostu działać. Prawda jest taka, że doskonale wiem co mam zrobić, a samo zapisanie tych zadań niewiele zmieni.

Zaczęłam od wymiany opon (mówiłam, że to zaległe zadania...). Nie mogłam się za to zabrać przez wiele tygodni, a w zasadzie cała operacja trwała 10 minut. I zrobione. Wykreślone z chaszczy myśli.

Kolejna sprawa - dyplom ukończenia studiów. Broniłam się w lipcu zeszłego roku. Ale tak straszliwie nie chciało mi się jechać na uczelnię po ten papierek, że zwlekałam prawie rok. I znowu. Po prostu pojechałam, załatwiłam sprawę w 5 minut i sprawa z głowy.

Najczęściej te sprawy to totalnie krótkie rzeczy, wystarczy zawziąć się w sobie i po prostu to zrobić. 

A w przypadku bardziej złożonego zadania zastanowić się jaki jest pierwszy krok do wykonania zadania.

Tyle. Cała filozofia. 

Polecam zatem dzisiaj wyjątkowo nie wgłębiać się w siebie, nie tworzyć przepastnych notatek tylko zwyczajnie wziąć na tapetę pierwsze z takich zadań, zastanowić się (krótko!) jak je zrealizować i zrobić to. Dzisiaj lub najpóźniej jutro. Albo w pierwszym możliwym terminie.

Nawet nie muszę pisać, jak fajne jest uczucie ulgi już po. Bo wszyscy to znamy.

Potrzebujecie motywacji? Proszę bardzo. Skończ tylko jedno zadanie. 

Żeby nie być gołosłowną: ja dzisiaj kończę segregację ubrań według metody, o której pisałam w ostatnim wpisie. A Wy?
20 komentarzy
  1. Mój dyplom nadal leży na uczelni... również broniłam się w zeszłym roku (w czerwcu). Może dzięki Twojemu wpisowi zmobilizuję męża (prywatny kierowca :)) i pojedziemy po niego.

    OdpowiedzUsuń
  2. A u mnie właśnie te sprawy w głowie - niezapisane krążyły i krążyły i nie mogły być zrealizowane. Niby byly ważne a niby nie śpieszno mi bylo żeby je zrealizować. Zapisalam je na kartce i je realizuje - narzucilam sobie co MUSZĘ zrobić w tym tygodniu i odhaczam. Np. dzis umowilam sie na przegląd piecyka. Telefon zająl sekundę, juz jutro przychodzi fachowiec. A zwlekalam z tym dobre pol roku...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za motywację, choć łatwo nie będzie. Jestem przed sesją, a co za tym idzie mam multum zaliczeń i prac do napisania... Ciężko mi to jakoś ogarnąć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zmotywowałaś mnie do działania. Ja od roku nie mogę skończyć magisterki, co tam dopiero odebranie dyplomu. Ale dzisiaj coś napiszę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Od 5 lat odbieram swoje świadectwo maturalne ze szkoły policealnej. Ciekawe, czy je jeszcze mają.

    Niestety muszę spisać na kartce to, co mam do zrobienia, bo inaczej nie ogarniam wcale, ale wiem, o co Ci chodzi. Przede wszystkim trzeba powstrzymać skłonność do dokładania sobie zadań, bo skoro tyle już się napisało...

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie najlepiej sprawdza się zapisywanie wszystkiego w organizerze i na Habits (aplikacja). Dzięki temu jasno widać, kiedy coś się zawali, a tego nie lubi widzieć chyba nikt.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak właśnie zakończyłam jeden kurs internetowy z delegacji, powiedziałam koniec użalania się nad sobą, że nie ma czasu i siadłam i zrobiłam - dyplom już przyszedł. Czeka mnie drugi jeszcze kurs do skończenia, ale trudniejszy i już motywuje się, żeby go zrobić, ale czasami potrzeba takiego mocnego kopa albo dobrego dnia do zrealizowania takich zadań :) Czeka mnie jeszcze wymiana opon :P segregacja 2000 zdjęć z wakacji z zeszłego roku i 4 lat temu. Wiem, że nie muszę tego wypisywać, bo cały czas o tym pamiętam. Czekam tylko na odpowiedni czas. Już nie mogę się doczekać tej ulgi, że w końcu to zrobiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ooo tak, mam mnóstwo takich rzeczy związanych z uczelnią. Metoda małych kroczków najlepsza w takich przypadkach :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Każdy z nas ma takie rzeczy, które nie wymagają zbyt wiele energii i czasu, a ciągną się, jak smród po gaciach. ;) Nie warto z nimi zwlekać - lepiej mieć z głowy i spokojny umysł.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja tak się zbieram z myciem okien ;) z uczelni, na którą chciałam zdawać, ale ostatecznie nie podeszłam do egzaminu, odbieram dokumenty już 5 lat ;) ciekawe, czy jeszcze są? Podpisuję się pod tym postem i zastanawiam się, czemu rzeczy, które tak jak piszesz można zrobić w 5-10 minut, wywołują taką niechęć, wręcz odpychają od zrobienia jej?

    OdpowiedzUsuń
  11. Spodnie zaniesione do skrócenia! :) Dzięki za wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wydaje się banalnie proste. Tylko co wtedy, kiedy podjęcie jednego odwlekanego działania zajmie tyle czasu, że zdąży się odwlec kilka innych?... Choć może lepsze jedno skończone, niż zastanawianie się, za które się chwycić i nie zrobienie niczego...
    Hmm... ja na pewno muszę też zredukować czas na zapisywanie zadań "oczekujących".
    Wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  13. To jest niesamowicie dobre uczucie, kiedy można sobie z karteczki "to do" odhaczyć wszystkie zadania. Satysfakcja jest nie do opisania. Przeważnie cały tydzień chodzę poddenerwowana bo mam sporo na głowie i obawiam się, że o czymś zapomnę, albo czegoś nie uda mi się w czasie zrobić. Ale gdy przychodzi koniec tygodnia i widzę, że moja praca się opłaciła to na prawdę oddycham z ulgą :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak, tak.. z własnego doświadczenia wiem, jak bardzo sprawy, które ciągle są na liście "do załatwienia" strasznie blokują. Im ważniejsze i więcej czasu zajmują tym bardziej blokują. Od kilku miesięcy walczę z takim tematem i szczęśliwie widzę już koniec. Jedna, poważniejsza sprawa zablokowała kilka (może kilkanaście) dbrobnych spraw, które przez to czekają.. Ciągle powtarzam: "Jak tylko załatwię TEN wielki temat to zabiorę się np. za segregowanie gazet, albo zacznę uczyć się fotografii, albo przeczytam więcej książek...... Bo nie można rozpraszać się na inne sprawy skoro TA jest ciągle nie załatwiona. I powstaje cała sieć spraw do załatwienia.

    OdpowiedzUsuń
  15. Często jest tak, że nie możemy spokojnie funkcjonować bo niedokończone zadanie nie pozwala nam na relaks. Warto to zmienić zakończyć i mieć spokój by móc dalej działać :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj te niedokończone zadania to chyba zmora większości z nas. Swój dyplom również odebrałam dopiero po dobrych sześciu miesiącach. Zwyczajnie nie chciało mi się spiąć pośladów by pojechać do innego miasta po ten świstek. Z doświadczenia wiem, że zaległe zadania potrafią się o sobie przypomnieć w najmniej odpowiednim momencie i dają nam wówczas boleśnie po dupie. Spróbuję jednak od dziś kończyć choć jedno takie zadanie dziennie. Jedno zadanko dziennie i o wiele lepsze samopoczucie. Sounds great!

    Martyna (ekspresem-przez-zycie.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zaczęłam 3 tygodnie temu odhaczać takie działania w aplikacji online Habit RPG. Czuję się cudownie... Bardzo polecam - obejrzyj, poczytaj, spróbuj :)! Gamifikacja to przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  18. Dokładnie, jak mówisz. W momencie, gdy mam wpisywać tą samą rzecz na listę siódmy tydzień z rzędu - najpierw robię tą rzecz, a potem dopiero listę ;) Poczucie ulgi - bezcenne!

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja stosuję jedną najważniejszą zasadę przy sporządzaniu listy zadań - żadne zadanie do wykonania nie może trwać dłużej niż pół godziny do godziny. Jeśli coś wymaga większego czasu, to dzielę na mniejsze kawałki. Dzięki temu codziennie poza normalną pracą załatwiam 2-3 zadania z listy bez większego wysiłku i "gołym okiem widzę" satysfakcję z wykreślania z listy kolejnych drobnych rzeczy, które popychają mnie do przodu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Witaj, każdy ma swoją metodę zapisywania i realizowania. Ja po wielu kalendarzach, notatnikach ze specjalnymi miejscami do segregacji pomysłów i zadań zrobiłam wreszcie tak. Wzięłam notesik, napisałam nazwy miesięcy, tak aby na każdy przypadały ze 2 kartki, i wypisałam co w danym miesiącu chciałabym uczynić, np.: fryzjer w maju, uprać firanki w kwietniu przed świętami, wizyta kontrolna u lekarza na wrzenień, znaleźć i kupić krzesła do jadalni, oddać książki ciotce, podziękować za pracę wykonawcy od remontu, i tak dalej. Wpisywałam wszystko co mi przyszło do głowy, że warto by było tym się zająć, a jak rezygnowałam, to wykreślałam. Jak coś nie zostało zrobione w maju, to przechodzi do zrobienia w nast. miesiącach. Ja tak działam, i jest ok. Ostatnio przejrzałam notatnik, i widzę, że jednak dużo zostało zrealizowane :)

    OdpowiedzUsuń