13 lutego 2015

Medyczny przegląd - czyli dlaczego warto poświęcić miesiąc na porządki z własnym zdrowiem

Mogłabym odpowiedzieć jednym zdaniem - dlatego, żeby poczuć ulgę i spać spokojnie, nie martwiąc się o to czy coś nam czasem nie dolega - i na tym zakończyć wpis. Ale rzecz jasna chcę nieco rozwinąć ten temat, bo przez ostatni miesiąc był mi bardzo bliski.

Ze sprawdzaniem stanu swojego zdrowia zazwyczaj jest mi wyjątkowo nie po drodze. Podejrzewam, że wielu osobom, które czytają tego bloga również. Nigdy nie mam na to czasu, energii ani ochoty. Znam wiele przyjemniejszych pomysłów na spędzenie popołudnia, niż przesiadywanie w poczekalni.



I pewnie wszystko pozostałoby bez zmian - nadal martwiłabym się o swoje dolegliwości ale nie zrobiłabym ani kroku, żeby rozwiązać temat - gdyby nie mój noworoczny pomysł na powrót do korzeni. Coś natchnęło mnie do reaktywowania najstarszego z moich pomysłów związanych z "Projektem Szczęście" czyli do mianowania kolejnych miesięcy roku określonymi hasłami i skupianie się na tej jednej wybranej dziedzinie przez dane 30 dni.

Uznałam, że pora rozprawić się z tym wiecznie powracającym problemem i bez większego zastanowienia ustanowiłam styczeń miesiącem generalnego przeglądu medycznego (brzmi strasznie poważnie - po prostu postanowiłam zebrać cztery litery z kanapy i zapisać się do lekarza by rozwiać wszelkie chorobowe wątpliwości.) 

Otworzyłam moje ulubione "Keep" (jedyny tego typu wynalazek, któremu jestem od miesięcy wierna, naprawdę!) do sporządzania notatek, wypunktowałam wszystko co muszę zrobić, żeby wreszcie przestać się zamartwiać potencjalnymi chorobami i zastana machina ruszyła!

Zaczęłam od najprostszego kroku (z którym zwlekałam dobre pół roku od pojawienia się niepokojących dolegliwości...) czyli zapisałam się do lekarza rodzinnego. I tutaj pierwsza z trzech zasad, jakie przyswoiłam podczas tamtego miesiąca:

Warto korzystać z NFZ, zamiast od razu porywać się na płatne wizyty

Zawsze byłam strasznie sceptyczna odnośnie wizyt lekarskich na NFZ. Często bez zastanowienia zapisywałam się płatnie do jakiegoś specjalisty i miałam teoretycznie problem z głowy. Ale tym razem postanowiłam działać inaczej i całe szczęście, że tak zrobiłam. Zaoszczędziłam dobre kilkaset złotych.

Jak już wcześniej wspominałam od pół roku miałam dolegliwości, które dość mocno mnie martwiły. Miałam zamiar zapisać się bezpośrednio do neurologa i rozpocząć leczenie. Coś jednak mnie tknęło i postanowiłam pierwsze kroki skierować do lekarza na NFZ.

Eksperymentalnie przepisał mi on tabletki (dość drogie niestety) z witaminą K i...dolegliwości przeszły. Oczywiście jeśli okaże się, że to chwilowe to wrócę i dostanę skierowanie na odpowiednie badania. Ale na chwilę obecną udało mi się zaoszczędzić sporo czasu i kasy. Tylko przez to, że opanowałam swoją nadgorliwość.

Przy okazji tej wizyty lekarskiej zebrałam się w sobie i wymieniłam wszystko co leży mi na duszy. Otrzymałam skierowania na podstawowe badania krwi, badania hormonalne oraz USG piersi. To wszystko zupełnie za darmo, chociaż zawsze do tej pory płaciłam za tego typu usługi. Od teraz widzę, że nie zawsze ma to sens. Jedna wizyta więcej zabiera trochę czasu, ale za to można zaoszczędzić na wielu późniejszych badaniach.

Wszystkie badania wyszyły bardzo dobrze za wyjątkiem tych związanych z tarczycą, więc dostałam skierowanie do endokrynologa. Mocno kusiło mnie żeby zapisać się prywatnie, ale postanowiłam spróbować nowej metody i jednak zapisać się na NFZ. Najpierw dowiedziałam się, że nie ma już miejsc na ten...rok. Ale od słowa do słowa okazało się, że jeżeli przyjedziemy do recepcji 24 lutego o 16:30, to jakimś cudem uda mi się zapisać na bezpłatną wizytę. Nie pytajcie mnie jak to się stało, bo nie uczestniczyłam w tej rozmowie (zapisywał mnie mój chłopak) no ale udało się - zadziałał chyba jego urok osobisty. Niezależnie od przyczyny tego "cudu" - znowu zaoszczędziłam ponad sto złotych. 

Oczywiście jeżeli okaże się, że taka darmowa wizyta nic nie wniesie to zapiszę się jeszcze raz do innego lekarza, już prywatnie. Ale w sumie dlaczego nie spróbować najpierw w ten  tradycyjny sposób?

No dobrze. Wszystko fajnie, ale do lekarzy pewnych specjalności nie wybrałabym się w ramach NFZ, dopóki nie byłoby to jedyne wyjście. Najlepszym tego przykładem jest ginekolog i stomatolog. 

I tutaj nasuwa mi się druga myśl, jakiej nauczył mnie ten medyczny eksperyment:

Strony do zapisów on-line u lekarzy naprawdę działają i to bardzo sprawnie i wygodnie

Wszystko zaczęło się od tego, że kolega (tak, nie pomyliłam się) z pracy polecił mi świetną panią ginekolog. Jego żona jest bardzo zadowolona z kolejnych już u niej wizyt. Zapisuje się do niej na wizyty przez portal "Znany Lekarz" (to nie jest w żadnym wypadku wpis sponsorowany).

Nie przepadam za dzwonieniem i rejestrowaniem się, stąd pomysł bardzo mi się spodobał. Weszłam na stronę, wyszukałam wspomnianą lekarkę, sprawdziłam wolne terminy i umówiłam się na wizytę. Potem otrzymywałam potwierdzenia i przypomnienia SMS. Wszystko jak najbardziej się udało i byłam bardzo zadowolona z wizyty. Odhaczyłam kolejne punkty z listy, czyli wykonałam cytologię i USG ginekologiczne. Po jakichś dwóch tygodniach dostałam SMS-a, że wynik cytologi jest ok. I już po wszystkim. Kolejne uspokojenie.

Z zaplanowanych zadań nie udało mi się już tylko znaleźć weny na wizytę u dentysty. Ale i tak jestem z siebie bardzo, bardzo zadowolona!

Podsumowując - okazało się, że nic poważnego mi nie dolega. Poświęciłam trochę czasu na wizyty u lekarza rodzinnego i innych lekarzy, ale było to warte tego, że teraz śpię całkowicie spokojnie i nie martwię się już o swoje zdrowie. No i przede wszystkim udało mi się pozbyć bólu, który prześladował mnie od wakacji. Gdybym zebrała się w sobie i załatwiła to od razu, cieszyłabym się dobrym samopoczuciem już dużo, dużo wcześniej.

Jak brzmi zatem trzecia zasada?

 

Odzyskiwanie poczucia kontroli poprzez rozwiązanie długo odkładanego problemu jest jedną z najlepszych dróg do dobrego samopoczucia

Cudownie rozwiązać jakieś zadanie, które po pierwsze stanowiło wiecznie powracający punkt na liście rzeczy do zrobienia, a po drugie mocno nas niepokoiło. Udało mi się uspokoić zarówno dzięki wiedzy, że wszystko jest w porządku jak i pod takim względem, że postanowiłam przejąć kontrolę w zaniedbanym obszarze mojego życia.

Już po zakończeniu tego miesiąca weszłam przypadkiem na jeden z moich archiwalnych wpisów na Happify, a dokładniej z października. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, kiedy przeczytałam w nim cztery obszary, w których czuję się totalnie poza kontrolą i które mnie unieszczęśliwiają. Jak łatwo się domyślić zdrowie było wśród nich na pierwszym miejscu. Kompletnie zapomniałam, że coś takiego napisałam, jednak gdzieś podświadomie musiało to we mnie zostać, skoro postanowiłam najpierw zająć się tym właśnie obszarem.

Problem, który pożerał ogromne zasoby mojej energii, udało się w bardzo prosty sposób rozwiązać. Wystarczyło w zasadzie podjąć ostateczną decyzję, że coś z tym zrobię. I zacząć działać. 

Jeżeli czujecie, że kompletnie straciliście kontrolę nad jakimś obszarem waszego życia, bardzo mocno polecam wam podjęcie takiego miesięcznego postanowienia by to naprawić. Nie zajmujcie się wszystkim na raz, tylko właśnie tą jedną dziedziną. Gwarantuję, że uporządkowanie tej kwestii da wam ogromnego kopa energii, szczęścia i niezwykle przyjemnego poczucia bezpieczeństwa i kontroli. 

Od czego zaczynacie odzyskiwanie kontroli we własnym życiu?
30 komentarzy
  1. Też ostatnio poszłam do lekarza, po odkładaniu sprawy przed DWA LATA, tylko dlatego, że doszły mi kolejne objawy, zdecydowałam się na wizytę. No i zobaczymy, w przyszłym tygodniu mam kolejną, na którą mam przyjść z wynikami badań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie takie dwuletnie odkładanie wizyty u lekarza też byłoby całkiem możliwe, gdyby nie ogromne styczniowe samozaparcie. Warto było :) Dobrze, że też się zdecydowałaś rozprawić ze swoimi objawami.

      Usuń
  2. Z lekarzami jestem chyba ostatnio wystarczająco zaprzyjaźniona i ze względu na pewne kłopoty zdrowotne robiłam ostatnio potrzebne mi badania. Ale.. USG piersi powinno znaleźć się na mojej liście zaraz obok wizyty u ginekologa. Obowiązkowo (i przed wszystkimi innymi) umieściłam na niej też ostatnio wizytę u laryngologa, bo w końcu chciałabym odzyskać węch ;). I być może uda mi się też zaliczyć dzięki temu tomografię. Dlatego popieram pomysł. Chciałam zapytać jak używasz tego urządzenia Keep- ja jestem zwolenniczką papierowych list itp., bo mogę do nich zawsze zajrzeć, komputera raczej staram się unikać w takich sytuacjach, żeby nie marnować czasu. Eh i teraz najtrudniejsza z decyzji. Mam tyle celów (w większości maluteńkich) na ten rok, że w sumie zastanawiałam się nad tym, żeby pozbierać je w Misje Miesięczne i dzięki temu mieć nad tym większą kontrolę i też lepiej się bawić, wiedząc, że co miesiąc czeka mnie coś zupełnie nowego. Dobrze działa Ci się w ten sposób?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię Keep dlatego, że nie ma przesadnej ilości opcji - po prostu pisanie, wypunktowanie, dodanie zdjęcia i kolor notatki. Tyle. Proste, przejrzyste, fajne. Korzystam i na komputerze i na telefonie - oczywiście z wzajemną synchronizacją.

      Jeżeli chodzi o miesięczne misje, to bardzo dobrze mi się w ten sposób działa, ale z ogromną dozą wyrozumiałości i elastyczności. Nie myślę o nich non stop, tylko postanawiam zrobić coś, cokolwiek w tym kierunku.

      Z lekarzami akurat udało mi się spełnić większość wypisanych punktów, ale to była w sumie konieczność i dość jasna do sprecyzowania sprawa. Inne motywy mam zamiar traktować znacznie luźniej i bardziej niż kontrolować ich wykonanie, nastawić się na kreatywną zabawę. Mam nadzieję, że tak właśnie to wyjdzie.

      Usuń
  3. Odwlekałam kontrol u dentysty, aż w końcu ból zwalił mnie z nóg na 3 dni i 3 noce, dentysta nie mógł przyjąć wcześniej niż po 3 dniach, a na SORze mi doktorek powiedział, że on nie jest od udzielenia mi pomocy i nie da mi środków przeciwbólowych. Pierwszą wizytę miałam na NFZ i powiem Ci szczerze, że jestem bardzo z niej zadowolona, to pewnie od dentystów zależy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie masz rację...bardzo możliwe, że jednak w końcu się przekonam :)

      Usuń
  4. Ja do tej pory nie miałam jakiś dziwnych przygód z NFZ :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę,że nie powinniśmy chodzić wtedy gdy nam coś dolega,ale badać się często i regularnie jak to jest tylko możliwe:) Im szybciej coś wykryjemy tym szybciej jest szansa, na wyleczenie:) Bardzo dobry post♥ Obserwuje:)

    http://spelniaj-twoje-marzenia.blogspot.com/

    Pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
  6. ja tez odwiedzialam wielu lekarzy teraz, zrobilam badania poza tym, z ktorymi bylam w tyle. Mieszkam za granica, tak ze zawsze jak przylatuje do Polski, chodze cos zbadac. tym razem postawilam na znamiona skorne (dawno nie badane-blad), usg i dentyste (ale ja do dentysty chodze co pol roku ostatnimi czasy) i ortopede. oczywiscie prywatnie i oczywiscie poszlo w cholere kasy. no nic. badania wyszly o.k. tylko co do znamion nie jestem pewna. bo wyszlo ogolnie dobrze, bardzo drogie to badanie i najlepiej isc do lekarza pozniej. a to kolejna kasa. ale wymyslilam, ze wezme wyniki i zapisze sie na kase chorych (angielska poki co). kazdego roku badam tez krew, ide do ginekologa i robie badania rozne tam, i oczywiscie sotmatolog. tak ze jako tako dbam o siebie ;-). oczywiscie zawsze mozna inne badania zrobic. ale chociaz podst robie i wychodza db.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja wciąż odwlekam... Znów czeka mnie wyjazd i telefon do przychodni odłożony na kolejny tydzień. W planach "przegląd" całkowity, ale niestety nadal pozostaje "w planach". Dziękuję za motywację - mam nadzieję, że uda mi się wszystko zamknąć w lutym i wiosnę rozpocząć z czystym kontem (i sercem). ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja z racji planowanej ciąży zrobiłam sobie "przegląd lekarski" - wśród poszukiwań dolegliwości wyszło że jestem nie uczulona np. na gluten (pierwsza w życiu gastroskopia) a na jajka. Do tego oczywiście ginekolog i stomatolog :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja polecam ubezpieczenie prywatne jako alternatywę wizyt z nfz i płatnych - mnie ubezpiecza mój chłopak u siebie w firmie, nie wiem ile dokładnie płaci się miesięcznie ale coś ok 100zł (albo mniej) i w ramach tego ubezpieczenia można wszędzie się zapisywać bez kolejek (czeka się nawet do specjalistów jeden dzień, maksymalnie dwa) i bez płacenia i większość zabiegów jest wliczona (w zależności od pakietu) - polecam bardzo szczególnie osobom, które regularnie odwiedzają lekarzy. A zabranie się za swoje zdrowie to mądry krok szczególnie jeśli jest to obszar który cię niepokoi i spędza sen z powiek - ja też mam kilka takich odkłądanych na później rzeczy i mam nadzieję, że niedługo się z nimi uporam, żeby w końcu odetchnąć z ulgą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jest super rozwiązanie. Niestety u mnie w firmie kosztuje to 150 zł...trochę sporo. Chociaż gdybym często chodziła do lekarza, to nawet bym się nie zastanawiała.

      Usuń
  10. Zgadzam się, że warto wziąć się za siebie i badać regularnie. Wiem o tym, bo sama ostatnio przeszłam serię badań ogólnych i ginekologicznych i bardzo mi ulżyło, kiedy zobaczyłam dobre wyniki. Od razu zyskałam mnóstwo energii i przestałam narzekać na swoje samopoczucie. Zauważyłam, że to właśnie nasza nieświadomość na temat swojego stanu zdrowia i ciągłe zastanawianie się "a może jestem chora?" obciąża psychicznie i odbiera energię.
    Również korzystam z różnych poradni w ramach NFZ i bardzo polecam tą możliwość innym.
    Wpis, jak dla mnie bardzo "na czasie" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie takie same wrażenia :)

      Usuń
  11. Może tylko w mojej miejscowości tak jest,ale ja idąc do lekarza po bezpłatne skierowanie na jakiekolwiek badanie muszę się o nie wykłócać,bo ciągle słyszę że jestem młoda a w moim wieku ludzie nie chorują.W sumie to troche przykre,,że mamy taką służbę zdrowia,ale to pewnie też od lekarza zależy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja na początku roku tak się przechorowałam, że temat przeglądu zdrowotnego niejako narzucił się sam - i teraz codziennie albo co drugi dzień chodzę na różne badania i jak już się to wszystko skończy to przynajmniej będę miała poczucie, że wiem co i jak.

    OdpowiedzUsuń
  13. ja teraz dreptam do dermatologa na NFZ :) zobaczymy!

    OdpowiedzUsuń
  14. Do lekarza mi niestety bardzo nie po drodze, bo żeby dostać się do jakiegokolwiek lekarza na nfz musiałabym brać wolne. Nigdy też nie bardzo chorowałam, więc do przychodni dla dorosłych zapisałam się dopiero w zeszłym roku, kiedy postanowiłam zrobić sobie badania (mam 24 lata :)). Nie mam większych zastrzeżeń do lekarzy z nfz, lekarka rodzinna bardzo dobra, a okulistka u której się leczyłam wspaniała, niestety terminy jak dla mnie nierealne.

    Teraz mam pakiet w prywatnej przychodni, więc korzystam. Właśnie zrobiłam sobie podstawowe badania, wyszły idealnie, o ile lepiej się żyje ze świadomością, że jest się zdrowym. Przede mną jeszcze okulista. A w marcu postaram się znaleźć wreszcie czas na dentystę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeśli chodzi o "działalność" online to faktycznie wiele się zmieniło, i spokojnie można dowiedzieć się wielu przydatnych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja ostatnio bywam u lekarzy niestety aż za często... D.

    OdpowiedzUsuń
  17. Też mam zawsze problem z lekarzami... odstraszają kolejki w przychodniach NFZ i ceny prywatnych lekarzy ale WARTO się badać i leczyć bo zdrowy człowiek to szczęśliwy człowiek! Ja też ostatnio zebrałam się wreszcie w sobie i 3 marca mam zabieg na usunięcie pieprzyków (zbieram się do tego już kilka ładnych lat!!!) i cieszę się że wreszcie będę to miała za sobą! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rozprawiłam się z tym niecałe dwa lata temu. Też długo się zbierałam :)

      Usuń
  18. Witaj:) Dziękuję Ci za ten wpis. Ja muszę udać się na odwlekaną od bardzo dawna wizytę u ginekologa. Jeśli chodzi o wizyty u endokrynologa "państwowo", są ok, choć pewnie zależy to m. in. od lekarza. Ja zawsze byłam zadowolona, a leczę się na tarczycę już od bardzo dawna. "Prywatnie" udaję się do endokrynologa jedynie wtedy, gdy coś się zadzieje nagle bo wtedy wiadomo, że nie ma szans, by dostać się na NFZ.

    Dziękuję również za polecenie aplikacji Keep- właśnie czegoś takiego szukałam. Mój android w telefonie po aktualizacji stracił aplikację Notes i jestem niepocieszona.. Swoją drogą, jakim cudem w telefonie może nie być notesu? Czy są ludzie, którzy go nie potrzebują?? :):)

    Bardzo pozdrawiam!:)
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam podobne postanowienie na ten rok, okulistę już odwiedziłam, teraz pora na dentystę i... dermatologa. Mam dużo znamion, a u dermatologa nie byłam już chyba ponad 5 lat... Też mam zamiar skorzystać z usług NFZ - trzeba się tylko zmotywować. Choć w przypadku dentysty mocno obawiam się NFZ, ale moja mama u takowego była i bardzo sobie chwali.

    Co do ginekolog - niech Cię zapisy online nie zmylą :) Ja sama mam swoją ginekolog w Krakowie, która przyjmuje zarówno prywatnie, jak i z NFZ. Zapisy (do przychodni NFZ!) odbywają się przed internet, przy każdej wizycie mam wykonywane pełne badanie - łącznie z badaniem piersi i usg ginekologicznym. A nie płacę ani grosza, zapisuję się bez podnoszenia słuchawki. Jedyny minus to bardzo długie i szybko znikające wolne terminy, ale dla takiej lekarki w ramach NFZ - warto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę! O zapisach on-line na NFZ to jeszcze nie słyszałam jak żyję. Fajnie :-)

      Usuń
  20. I mądrze zrobiłaś. Tak się tylko wydaje, że ludzie młodzi nie chorują...
    Sama też nie jestem fanem odwiedzania lekarzy (mimo że jestem studentką lekarskiego), choć każdy jest inny, ale raz do roku warto porobić wszystkie badania.
    Sama niestety muszę robić badania regularnie, ale za to kontroluję wszystko pozostałe.
    Dzięki! :)

    P.S. Fajny blog ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Witaj,

    jak nigdy nie komentuję tylko po cichutku obserwuję i czytam, tak teraz muszę "głośno" napisać DZIĘKUJĘ.
    Ja już nawet mam skierowania do kilku specjalistów od mojego lekarza rodzinnego, ale jakoś nie mogę się od 6 lutego zebrać żeby zacząć się umawiać do tych lekarzy. Przerażają mnie kolejki i to, że dostanę się do kogoś, kto mnie oleje. Jak pomyślę o tym, że wyszukać jakiegoś lekarza, który przyjmuje na NFZ, a jest jakimś przyzwoitym fachowcem, to robi mi się słabo (na myśl o ogromie wpisów i opinii w necie) i tak to odwlekam i odwlekam... a dolegliwości nie przechodzą. Nie dość, że dokuczają fizycznie, to jeszcze rozwalają mnie psychicznie (ciągłe obawy, lęki, zmartwienia). Niby zdaję sobie z tego sprawę, a koniec końców zaniedbuję ten temat.
    Czas się wziąć za siebie i nie marudzić. A w ostateczności tak jak napisałaś. Przecież jak lekarz na NFZ nie spełni moich oczekiwań, to wtedy mogę pójść do kogoś prywatnie (choć niestety to też nie jest wyznacznikiem fachowej obsługi pacjenta).

    W każdym razie, tak jak pisałam "wisi" to nade mną od 6 lutego. Wchodzę dziś na Twój blog i oto jakby znak od losu widzę temat, który jakby przemawiał do mnie - Asia, zrób coś w końcu! - za co bardzo serdecznie Ci dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  22. Właśnie przypomniałaś mi o wizycie u dentysty ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. ja tez staram sie chodzic na regularne badania i np. co roku chodze do ginekologa (chyba, ze jest potrzeba, to nawet czesciej mi sie zdarzalo), dentysty na kontrole i usuwanie kamienia, jak mnie brzuch bolal- to zrobilam usg jamy brzusznej i wyszlo o.k., raz na rok czy dwa lata- badanie krwi, tez zazwyczaj bardzo o.k. wyniki (zapomnialam zrobic jedne badania wazne, ale to moge nadrobic wkrotce), plecy sprawdzilam ostatnio, no i pieprzyki zbadalam na dwa sposoby. mysle, ze sporo nadrobilam w ostatnim roku ;-). bylo to potrzebne i czuje ulge. mysle, ze teraz poki co moge juz robic tylko podstawowe badania krwi, dentyste i gin i bedzie o.k. mam nadzieje.

    OdpowiedzUsuń