23 listopada 2014

Przebłysk #9 "Samo-przyjaźń" na poważnie

Rozmawiacie sami ze sobą? Podejrzewam, że tak. Ja robię to nieustannie.

W moich myślach toczy się nieustanny dialog ja&ja. I nie czarujmy się: zazwyczaj nie są to miłe pogawędki.

Wcześniej zbyt wiele o tym nie myślałam, ale gdy ostatnio przyjrzałam się temu, co sama do siebie "mówię", przeraziłam się. Nieustanna krytyka, rozpamiętywanie przeróżnych sytuacji, żal do samej siebie.
 
"Powinnaś zachować się inaczej", "narobiłaś sobie wstydu" itp. Nie wspominając o znacznie gorszych zarzutach.

Natknęłam się ostatnio na artykuł o self-compassion: współczuciu wobec samego siebie. W polskim wydaniu brzmi okropnie, wiem. Ale zupełnie nie chodzi tutaj o użalanie się nad sobą ale o zwyczajne bycie dla siebie życzliwym kompanem. O oferowanie samym sobie takiej postawy, jaką potrafimy i chętnie przyjmujemy wobec przyjaciół czy nawet obcych ludzi, a często nie umiemy zdobyć się na coś podobnego wobec siebie samych.

Hasła "pokochaj siebie" nigdy do mnie nie przemawiały. Brzmią bardzo banalnie. Kojarzyły mi się ze stanie, przed lustrem i wmawianiem sobie do skutku mantr typu: jesteś piękna, jesteś wspaniała...To nie dla mnie.

Zainspirowało mnie coś zupełnie innego. Drążąc temat self-compassion, którego znaczenie dość długo nie było dla mnie do końca jasne, natknęłam się na bardzo dobre porównanie, które skłoniło mnie do ostrej pracy nad tym, jak siebie traktuję.

Przeczytałam w nim, że jest to po prostu bycie dla siebie takim człowiekiem, jakim jest dla ciebie twój najlepszy przyjaciel lub patrząc na to z drugiej strony: jaki ty jesteś wobec niego. Mówienie sobie rzeczy, które właśnie on powiedziałby w danej sytuacji lub to co sama powiedziałabym swojej przyjaciółce, gdyby spotkało ją coś takiego jak mnie. Załapałam.

Przy kolejnej sytuacji, w której w mojej głowie zaczęły włączać się megakrytyczne zarzuty, pomyślałam o tym co powiedziałaby mi moja przyjaciółka. I powiedziałam to samo sobie - od siebie. Na początku takie myślenie było dla mnie dość dziwaczne, ale po pewnym czasie zobaczyłam, że to naprawdę działa. Zaczęłam się przyjaźnić sama z sobą.

Dajmy sobie samym żyć. To właśnie ze swoją własną szanowną osobą przebywamy najwięcej - cały czas, na okrągło. Gdybym miała koleżankę, która cały czas by mnie krytykowała, w niczym nie wspierała a nawet sabotowała wszystkie moje wysiłki i mówiła mi, że jestem do niczego z pewnością zerwałabym taką toksyczną znajomość. Dlaczego więc pozwalam na to samej sobie? To niedorzeczne.

I tak właśnie rozpoczęła się moja przyjaźń ze sobą. Na poważnie. Nie opierająca się na pustych hasłach, ale na zmianie podejścia do siebie w dziesiątkach codziennych sytuacji. I może to głupie. Ale czuję, że cały czas mam przy sobie kogoś kogo mnie wspiera (a na razie przynajmniej bardzo się stara). To miłe i zupełnie nowe dla mnie odczucie.

DLA ZAINTERESOWANYCH:
K. Neff, "The sience of self-compassion" - rozdział anglojęzycznej książki naukowej o "self-compassion", który bardzo dobrze nakreśla to pojęcie i jego ideę

28 komentarzy
  1. Mam podobnie i też postanowiłam z tym walczyć. Staram się traktować jak swojego dobrego ziomeczka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając to próbowałam sobie przypomnieć, kiedy w krytyczny sposób siebie oceniałam, kiedy negatywnie do siebie mówiłam i nie mogłam sobie przypomnieć takiego momentu. To niesamowite, że coś co kiedyś było normą teraz stało się czymś bardzo rzadkim. Więc jest nadzieja, da się jakoś oduczyć negatywnych ocen samego siebie. A pomysł traktowania siebie jak własnego przyjaciela wydaje się bardzo dobry.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zmiana podejścia do siebie to trudne wyzwanie, wymagające od nas bardzo wiele, jednakże podjęcie takiego działania rodzi zupełnie nowe przeżycia, które na trwałe mogą poprawić nasze relacje z samym sobą ;)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiele razy złapałam się już na tym, że jestem swoim najgorszym krytykiem i czasami trudno jest mi sobie wybaczyć. Od jakiegoś czasu staram się z tym walczyć i Twój dzisiejszy post z pewnością w tym pomoże - nie pomyślałam o metodzie "na przyjaciółkę" ;) Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo interesujący post, pewnie wiele możemy zyskać traktując siebie samego jako najlepszego przyjaciela.

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem Ci szczerze , że jeżeli będziemy mieli niską samoocenę na pewno to nic nam nie da musimy akceptować swoje decyzje : ) Post w 100% genialny ♥

    Chciałam cię zaprosić na mojego nowego bloga : http://spelniaj-twoje-marzenia.blogspot.com/ . Jeżeli mnie nie pamiętasz byłam stąd : http://spelniaj-swoje-marzenia.blogspot.com/ : )

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasami nikt nie potrafi nam dokopac tak, jak my sami sobie. Tez sie czesto łapie na tym, że mówie do siebie jaka to głupia jestem, czy że zrobiłam wioche. Bardzo fajny post:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Coś w tym jest... W końcu, gdy sami sobie mówimy 'jesteś do bani, nie uda ci się itp.' to tak jakbyśmy przebywali z kimś, kto nas nie dopinguje i podcina non stop skrzydła... Więc taka postawa niczemu nam nie służy :) Trzeba zacząć od siebie!:) Pozdraawiam i dziękuję za motywację!

    OdpowiedzUsuń
  9. To musi być świetne! Też często przyłapuję się na tym, że jestem wobec siebie niepotrzebnie krytyczna.
    Niepotrzebnie, bo wyłączam sytuacje typu "no rusz tyłek, idź do koła naukowego, idź do rady akademika, jesteś wyszczekana, zdziałasz dużo, a tak leżysz tylko przed komputerem; jak możesz tak marnować czas, zrób coś pożytecznego!" - tutaj myślę, że takie mówienie do siebie ma pozytywne efekty i działa motywująca.

    Jednak dzisiaj zezłościłam się na siebie strasznie, bo nie mogłam dobrze przyprawić sosu do makaronu. Chłopak mnie uspokajał, a ja byłam dosłownie wściekła, no bo jak to, robiłam i było pyszne, teraz nie wiem, co mam zrobić! Teraz siedzę spokojnie i analizuję - miałam anginę w tym tygodniu, jeszcze nie wydobrzałam do końca, mam katar... Mam prawo nie mieć w pełni sprawnego smaku, a więc mam prawo dobrze nie doprawić jedzenia!

    Muszę częściej podchodzić do siebie z takim dobrem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja również nie cierpię samoterapii w stylu stania przed lustrem i powtarzania sobie "dasz radę", "jesteś piękna"... sztuczne jakieś takie... O wiele lepsze jest to, co piszesz- wcielanie się we własnego przyjaciela:). Brzmi zdecydowanie bardziej życiowo:). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nas jest dwie. Moja przyjaciółka mnie lubi. Często stroimy sobie żarty. Ta druga jest znacznie bardziej złośliwa niż ja ;) Ale trzymam ją krótko, żeby czasem nie wypaplała swoich złośliwości

    OdpowiedzUsuń
  12. Umysł często tworzy iluzje na nasz temat, oparte na słowach które słyszeliśmy w dzieciństwie które kodowały się w naszej podświadomości. Warto uświadomić sobie, że żyjemy tu i teraz i że teraźniejszość w gruncie rzeczy jest neutralna a jako że my istniejemy tylko w teraźniejszości to również w swej naturze jesteśmy neutralni, nie obarczeni żadnymi etykietkami. Umysł to wspaniałe narzędzie, jednak nie powinien determinować naszego postrzegania samych siebie :) Pozdrawiam, gratuluje świetnego bloga (nie tylko jeśli chodzi o informacje ale całą koncepcje) i zapraszam do siebie na www.uniwersalnaprawda.pl :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A widzisz. Ja też nie umiem sobie przypomnieć. Nie wiem, czy to dlatego, że ja z reguły prowadzę dialogi z kimś innym, czy też bo nie zwracam na to uwagi. Spróbuję zwracać, zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  14. A mnie się wydawało, że nawet siebie lubię. Po czym zaczęłam się zastanawiać i przypomniało mi się kilka ostatnich porażek i jak sobie sama wmawiałam, że jestem głupia i dlatego nic mi nie wychodzi. Przyjaciółka tak by mi nie powiedziała, raczej kazałaby mi się nie poddawać i próbować problem rozwiązać z innej strony... Dzięki Justyna, jak zwykle swoimi refleksjami bardzo do mnie trafiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  15. to jest niesamowite, ale ciągle prowadzę nieustający dialog pomiędzy swoją białą i czarną stroną, na szczęście cały czas u mnie zwycieża biała część

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja lubi mnie. Mnie lubi siebie. Siebie lubi ja. I jakoś sobie we trójkę turlamy swojego orzeszka / sysunię.
    ***
    Czasem wystarczy tylko tolerancja dla swoich dziwactw lub pośliźnięć. I wtedy, zamiast autodialogu z jakimś mieszkającym w nas faszystą, dogadujemy się z lustrzanym odbiciem, które, po prostu, w chwili słabości, przeleciało kozę ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo przemówiło do mnie porównanie siebie jak do koleżanki, która ciągle krytykuje i sabotuje nasze działania...Przykro mi się zrobiło, bo chyba mam tak trochę :( I nigdy wcześniej nie spojrzałam na to w taisposób... Akceptacja i pokochanie siebie jest bardzo ważne także w odchudzaniu. Zdarza się bowiem, że dziewczyny każą same siebie i swoje niepowodzenia w diecie np. niezjedzeniem kolacji (bo nie zasłużyły) i w konsekwencji destrukcyjnym wpływem na swoje ciało. Dzięki za wpis i polecenie książki, warto się nad tym bardziej zastanowić :) Emilia

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo lubię rozmawiać sama ze sobą. Kiedyś pomyślałam, że to nieco dziwne, ale w sumie dlaczego? Dobrze jest czasem "z kimś" pogadać. Ale nie mam problemu z krytykowaniem siebie, no może czasem ;)

    Ciekawy artykuł, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Samo-przyjaźń brzmi naprawdę dobrze! Szczególnie gdy przychodzi taki czas, że człowiek nie wie lub nie ma do kogo się odezwać. Rzeczywiście najczęściej krytykowałam siebie zamiast w pewien sposób pocieszać i być sama sobie przyjaciółką. Czas to zmienić! :)

    Kiedyś już przeglądałam, ale przejrzę raz jeszcze Twoje wpisy na temat szczęścia, bo wiem, że będą dla mnie bardzo pomocne w tym czasie. Uwielbiam Twojego bloga. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciekawe czy będę potrafiła to zrobić

    OdpowiedzUsuń
  21. W mojej pracy często obserwuję jak sami jesteśmy dla siebie najbardziej srogimi krytykami. Nieustanna samokrytyka i perfekcjonizm hamują rozwój, czasem wręcz paraliżują. Są trochę takim pójściem na łatwiznę, nie sądzisz? Dobrze jest być dla siebie wyrozumiałym (lecz nie pobłażliwym). Myślę, że rozsądnym początkiem jest dać sobie pozwolenie na popełnianie błędów. Właśnie po to by móc je później naprawiać i przy tym nie utyskiwać na siebie, tylko szukać rozwiązań i ścieżek rozwoju. W ten poniedziałek miałam na ten temat rozmowę z jednym z moich współpracowników. Młodszy kolega, mimo, że jest utalentowany i posiada dużą wiedzę, nie potrafi ruszyć do przodu, ciągle zamartwia się i obarcza winą za wszystkie błędy. Jest nieznośny dla siebie i otoczenia. Powiedziałam mu właśnie, żeby dał sobie prawo do porażki i żeby spojrzał na swoją pracę i siebie z dystansu i bardziej przyjaźnie. Że nie tyle liczy się sam błąd, ile jego podejście do problemu - czy ucieknie w samokrytykę i marazm, czy wybaczy sam sobie i aktywnie podejmie wyzwanie i go najzwyczajniej w świecie naprawi. Dziękuję za Twój inspirujący post.

    OdpowiedzUsuń
  22. Rzeczywiście nie ma sensu sprawiać sobie przykrości, trzeba być dla siebie dobrą:))

    OdpowiedzUsuń
  23. Dziękuję, może i ja jakoś to ogarnę, bo chyba faktycznie ja oceniam siebie najgorzej.

    OdpowiedzUsuń
  24. To taki bardzo przyjemny punkt zwrotny w życiu, kiedy człowiek decyduje się przyjaźnić z samym sobą. Wie, że może na siebie liczyć, staje się bardziej samodzielny, spokojniejszy a mniej samokrytyki zastąpionej wsparciem wobec swojej osoby owocuje większą motywacją i dostrzegania coraz to większej ilości pozytywów w życiu. Przynajmniej w moim przypadku, bo mówię z własnego doświadczenia. Ale najlepsze w tym, że to takie samonapędzające się koło, bo jak się zacznie, to później idzie na prawdę coraz łatwiej i przyjemniej.

    OdpowiedzUsuń
  25. muszę przyznać że mi też zdarza się gadać do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Miałam dzisiaj taki sobie dzień ......poczytałam i zobaczyłam słońce....:))

    OdpowiedzUsuń