10 sierpnia 2014

Przebłysk #6 Wybaczanie - wersja casual

Gdybyście zapytali mnie czy jest ktoś, z kim od dłuższego czasu utrzymuję napięte stosunki, czy mam wrogów, lub czy po prostu chowam do kogoś urazę i nie mogę mu wybaczyć, bez zastanowienia odparłabym, że nie.

W literaturze o szczęściu zawsze pomijałam rozdziały o wybaczaniu, bo zwyczajnie uważałam, że mnie to nie dotyczy. Z wszystkimi żyję we względnej zgodzie, nie mam komu wybaczać.

Kilka dni temu wróciłam do książki "Bóg nigdy nie mruga" i już jedna z pierwszych historii dotyczyła wybaczania. Jak zwykle miałam zamiar pobieżnie przejrzeć tych kilka stron i przejść do czegoś bardziej odpowiedniego dla mnie. Ale podczas czytania coś mnie jednak tknęło.


Zaczęłam się zastanawiać czy na pewno wszystko w moich relacjach z ludźmi jest tak fantastyczne jak mi się wydaje. I od razu doszłam do wniosku, że nie.

Wybaczyć, to po prostu dla mnie zbyt duże słowo. Ale bardzo często zdarza się tak, że jakieś pozornie drobne zachowanie czy słowa innych ludzi mnie dotykają. Sprzeczki, kłótnie, złośliwości, notoryczny brak czasu na spotkanie. To są rzeczy, które w jakiś sposób oddalają mnie od innych.

Może z tym również należałoby się jak najszybciej, na bieżąco rozprawiać. Może takie drobne wpadki też warto "wybaczać"?

Postanowiłam spróbować, szczególnie że spodobał mi się pomysł na wybaczanie zawarty w książce. Modlitwa. Modlitwa o wszystko co dobre dla tych, wobec których żywimy urazę. O to, by byli szczęśliwi, żeby im się powiodło to, o czym marzą. O zdrowie, radość. W wersji hard być może też o to, czego podskórnie im zazdrościmy?

Nigdy nie dzieliłam się tym jakoś głębiej na blogu, ale moja religijność jest od kilku lat na mocnym rozdrożu. Modlitwa to u mnie coś naprawdę rzadkiego. Nie umiem, nie potrafię, czuję że nie jest to autentyczne... Chociaż muszę przyznać, że ostatnio coraz bardziej czuję, że zwyczajnie jej potrzebuję - wiary i modlitwy. Dlatego też postanowiłam spróbować tej nietypowej jak dla mnie metody na przebaczenie i to co się stało, przerosło moje oczekiwania.

Przypomniałam sobie kilka sytuacji, które ostatnio mnie zdenerwowały i pomodliłam się za każdą z tych osób, które w jakiś sposób się do tego przyczyniły. Nic wielkiego, kilka zdań wypowiedzianych w myślach oraz pragnienie by to nie były tylko puste słowa czy myśli, tylko faktyczna chęć dobra i szczęścia dla tych osób.

Tylko tyle albo aż tyle. Wszelka złość przeszła jak ręką odjął. Poczułam się lekko, dobrze. Nie odczułam tego w ten sposób, że komuś coś wybaczyłam. Raczej poczułam, że jestem w większej zgodzie z samą sobą. 

Postanowiłam od razu wprowadzić to w życie. Co jakiś czas siadam wieczorem na łóżku i modlę się w ten sposób. To działa naprawdę niezwykle oczyszczająco, nawet dla ludzi niepewnych w kwestiach swojej wiary.

Dla kogoś wierzącego może być to typowa modlitwa, dla ateisty czas sam na sam z własnymi myślami i postanowienie by pozbyć się niewygodnego balastu związanego z chowaniem wszelkich uraz. To w zasadzie dokładnie to samo. I to coś działa.
28 komentarzy
  1. Bardzo to ładnie napisałaś.

    Bo to ma dwie strony. Z jednej, tak po prostu, psychologicznie - nieważne, czy mała irytacja, czy wielki gniew, jeśli cofniemy się o krok i spróbujemy dostrzec dobro w swoim przeciwniku, spróbujemy mu tego dobra życzyć, czy coś dobrego sobie przypomnieć, to zawsze ukoi emocje. Ale zwłaszcza życzenie i czynienie dobra mimo wszystko jest wyzwaniem i kształtowaniem charakteru.

    A z drugiej - tak, to naprawdę działa ;) Zarówno dla obmodlanego, jak i dla modlącego się. Dlatego ja się dziś pomodlę za Ciebie, abyś umiała się odnaleźć na swoim rozdrożu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy sposób, ale wymagający wielkiej otwartości i dobrego serca - aż muszę się zastanowić czy tak potrafię...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie modlitwa niesamowicie wycisza i pomaga się skupić na własnych myślach, chociaż daleko mi do osoby religijnej... A w temacie wybaczania: często myślę "On mnie zdenerwował, więc nie wspomnę go w modlitwie" ale zaraz przychodzi refleksja "Czy nie o to pozbycie się nienawiści i uprzedzeń właśnie chodzi?" Dziękuję za skłonienie do refleksji (po raz kolejny!) i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zrobiło mi się ciepło jak to przeczytałam... Dziękuję że się dzielisz, nawet tak osobistymi rzeczami. I za tę radę. Bo u mnie z wybaczaniem podobnie - nikt mi wielkiej krzywdy nie robi, niby z każdym dobrze żyję, ale potrafię gdzieś nawet takie drobne urazy chować, pamiętać albo bardzo się przejąć. I to niszczy mnie i mój stosunek nawet do bardzo bliskich osób, powraca w myślach i nie pozwala ... no właśnie, wybaczyć. Więc spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że powróciłaś do takich refleksyjnych postów.
    Cóż. Ja kiedy myślę o wszelkich urazach jakich doświadczam każdego dnia, aż głowa zaczyna mnie boleć.
    Zazwyczaj starałam się puścić w niepamięć dane wydarzenie. Tymczasem niegdy do końca nie wybaczałam, tym samym narażając siebie na rozpamiętywanie, a niekiedy na wytykanie nieporozumień z przesłości. A gdyby tak...
    No włąśnie, a gdyby tak pożyczyć dobrze takie osobie? Może to trochę samolubne, ale miałabym wrażenie, że robię dobry uczynek, wręcz PODWÓJNIE DOBRY UCZYNEK, bo przecież życzę dobrze potencjalnemu "wrogowi".
    Myślę, że to dobry sposób na oczyszczenie.
    Kwestia mojej religijności również jest na rozdrożu. Co jakiś czas odczuwam potrzebę na spotkanie z Bogiem.
    Zastanawiam się, jak słaba muszę być, żeby wracać do Boga jedynie w chwilach, kiedy sama potrzebuję ratunku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytam właśnie drugą książkę Reginy Brett i jestem nią zachwycona. Zaznaczam zakładkami cytaty, które jakoś na mnie wpłynęły, wywarły na mnie wrażenie - przepisuję takie rzeczy. Piórem, żeby wyglądały wyjątkowo. I żebym się mogła doczytać. ;) Niedawno po raz pierwszy przepisałam tekst z ,,Jesteś cudem..." o modlitwie, tyle że odnosił się bardziej do sposobu, w jaki można się modlić... Wybaczać ciągle się uczę - staram się nie żywić urazy do nikogo, ale czasami różnie z tym bywa, więc coś czuję, że w z lekcji nr 3 też wiele wyniosę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeju jakie to piękne, to co napisałaś. Ja niestety mam kogoś komu wybaczyć nie potrafię, bo zrobił coś co, na razie przynajmniej, ciąży mi we wszystkich dziedzinach życia. Może kiedyś to zrobię, ale nie teraz. Po prostu nie chcę wybaczyć- może jestem zołzą, ale uważam, że to ludzkie mieć do kogoś urazę po czymś poważnym. I nie będe się zmuszać do tego, żeby komuś wybaczać, skoro na to nie zasłużył. Jednak pomysł, by wybaczać podczas codziennych zwykłych zgrzytów bardzo mi się podoba- jest taki prosty a naprawdę może pomoc w relacjach międzyludzkich. Jak się teraz zastanowię- wchodzę w to i wybaczę osobom, które w jakiś sposób, być może nieumyślnie wywołały u mnie negatywne emocje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeżyłam coś podobnego, nie mogłam wybaczyć pewnemu mężczyźnie wiele lat...parę lat temu dojrzałam do tego, żeby wybaczyć, dlaczego?? Nie dlatego, że prosił o wybaczenie, tylko zrobiłam to dla samej siebie..wybaczyłam sobie te wszystkie sytuacje, które z nim przeżyłam i które były raniące, wybaczyłam jemu że mnie ranił..dodatkowo wyklarowało mi się to, że bycie tego człowieka w moim życiu miało sens, bo pokazało mi czego ja nie chcę, czego chcę unikać, paradoksalnie pozwoliło się rozwinąć mimo, że było to bolesne. Konkludując: przyjdzie czas, ze sama zachcesz zostawić to za sobą, a trzeba skończyć tego typu rzeczy przebaczeniem, bo inaczej się ciągną i nie dają iść dalej...życzę Ci takiego spojrzenia na to wszystko. Pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. "Wybaczaj innym, nie dlatego że zasługują na przebaczenie, a dlatego że Ty zasługujesz na spokój."

      Usuń
  8. Genialne, muszę wypróbować! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Modlitwa naprawde pomaga.
    Kiedy 12 lat temu zmarla mi mama nie potrafilam tego wybaczyc Bogu!
    Dzis dzieki modlitwie wybaczylam mu i jestem bardziej pogodniejsza i cierpliwsza...
    Pomysl,by wybaczac w relacjach miedzyludzkich bardzo mi sie podoba!Juz od dzisiaj bede ,bynajmniej sprobuje wybaczac te male blachostki.
    Ksiazke naprawde polecam!
    😉

    OdpowiedzUsuń
  10. Nawet nie wiesz jak bardzo mi dziś pomogłaś tym postem. Bardzo!
    Z wybaczaniem zawsze miałam problem (ostatnio z religijnością jeszcze większy;).
    Przeczytam tę książkę, choć z Bogiem mi nie po drodze. W przeciwieństwie do autorki tej książki, uważam, że, jeśli Bóg jest tam gdzieś hen hen daleko, to zdarza mu się mrugać, powiedziałabym nawet, że przysypiać;).

    Pozdrawiam,
    Ewelina

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj, nawet przed oczami stanęła mi twarz koleżanki, która nigdy nie ma czasu na spotkanie i notorycznie je przekłada. Często na nią za to psioczę, ale jak tylko uda nam się umówić to nigdy jej nie odmawiam, szkoda na to przyjaźni.
    Twój wpis wpasował się w usłyszane dzisiaj przeze mnie kazanie na temat modlitwy właśnie i tego, żeby nie modlić się podczas np. jakichś domowych obowiązków, tylko włożyć w to 100% uwagi. Muszę nauczyć się znowu tak modlić, zazdroszczę jak wokół mnie ludzie potrafią rozmawiać z Bogiem i otrzymywać konkretne odpowiedzi co do swojego życia. Tego mi brakuje, żeby poukładać swoje. A dzisiaj pomodlę się za koleżankę i też za to żeby nie przełożyła jutrzejszego spotkania :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Też czytam tą samą książkę i również mnie mocno uderzył ten rozdział, bo wybaczyć to nie zacząć być przyjacielem swego worga, ale mu dobrze życzyć, to mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pięknie o tym napisałaś. I przez to pisanie właśnie czuję taki spokój. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam Cię czytać. Tak refleksyjnie i trafia. Ostatnio i ja właśnie zauważyłam, jak wielką moc ma modlitwa za kogoś, z kim nam nie po drodze. Jak kamień spada z serca, przychodzi po prostu spokój. Życzę Ci, żebyś z tego rozdroża skręciła w odpowiednią drogę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny głęboki post :) Przyjemnie czyta się takie słowa zwłaszcza w czasach, gdy trudno o refleksję nad bardziej złożonymi tematami. Mam nadzieję, że te słowa przyniosą ulgę niejednej osobie.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  16. Też od niedawna modlę się za tych, którzy coś mi zrobili, na kogo jestem zła, czy z kim nie mam ochoty mieć doczynienia i to na prawdę działa, pomaga w szczęściu ;) chciałabym nigdy nie zapomnieć o tej praktyce

    OdpowiedzUsuń
  17. Pięknie napisane!

    Natchnęłaś mnie swoim przebłyskiem, muszę wreszcie skończyć "Bóg nigdy nie mruga", bo jakoś zawiesiłam i ciężko mi zmobilizować się do powrotu. Cóż więcej dodać...? Dla wszystkich "wybaczających" - polecam zacząć od wybaczenia najpierw samemu sobie niepowodzeń czy słabości... Wtedy przebaczanie innym przyjdzie łatwiej :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mnie bardzo relaksuje czytanie Twojego bloga. Naprawdę. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo wierzę w potęgę umysłu, nie nazwę tego wiarą w boga, a raczej w jakąś moc nad nami której nie możemy pojąć. Uważam że tak jak myślimy i nastawiamy się na świat taki odzew mamy, dlatego optymistyczni ludzie rzadko mają pesymistcznych przyjaciół.

    OdpowiedzUsuń
  20. czytałam tę książkę i otworzyła mi oczy na wiele spraw. popatrzyłam trochę z innej perspektywy. czytałaś może drugą książkę tej autorki 'jesteś cudem' ? bo zastanawiam się czy warto kupić.

    OdpowiedzUsuń
  21. Miałam kryzys, trochę dłuższy niż krótszy, ale od pewnego czasu, nie ma dla mnie lepszego lekarstwa na ciężkie dni niż modlitwa. Wybaczanie to trudna sprawa, bardzo staram się wybaczać, chociaż czasem do pełnego wybaczenia czegoś mi brakuje. Wybaczanie przez modlitwę muszę wypróbować, myślę, że zda egzamin :)

    OdpowiedzUsuń
  22. fajnie :) często życzę w myślach komuś kto mnie skrzywdził wszystkiego dobrego. Staram się to robić też, gdy czuję zazdrość i zawiść. Czasem dotykają mnie te emocje i staram sie je obrócić w pozytywne emocje. Czasem ciężko jest mi wybaczyć komuś, kto mnie bardzo skrzywdzil i muszę powtarzać modlitwę wiele, wiele razy. Niby ierzę w Boga, ale nie jestem praktykujacym katolikiem i nie ślę tej modlitwy do Boga. Tylko tak po prostu ją wysyłam :p

    OdpowiedzUsuń
  23. Ta książka jest świetna, druga część również pozwala się zatrzymać i wyciszyć. Z "Jesteś cudem" zapamiętałam, że kiedy umrzemy, Bóg zapyta, gdzie nasze rany. Jeśli powiemy, że nie mamy, spyta: "Więc nie znalazłeś niczego, o co warto było walczyć?"

    OdpowiedzUsuń
  24. Pięknie powiedziane, wybaczyć jest trudno, ale myślę, że jestem osobą, która myśli, że wybaczyła, a dalej mocno męczą mnie emocje w środku. Człowiek sam ze sobą w takiej sytuacji nie wie co począć, bo wybaczać jest pięknie, ale trzeba chyba dojrzeć do tego i czuć, że wybaczenie będzie prawdziwe.
    Napisałaś o rozdrożu wiary. Kiedyś ganiałam co tydzień do kościoła, ale w pewnym momencie przestało mieć to dla mnie sens. Historie o księdzach, bogactwie biskupów, gdy wierni tacy biedni, opowieści dzieci księży lub molestowanie w klasztorach - Kościół przestał być dla mnie autentyczną instytucją, stał się maszynką do robienia kasy, a raczej od zawsze nią był. Ale niedawno poczułam potrzebę pójścia na mszę, posłuchania organów, modlitwy i zrozumiałam, że historie z Pisma nigdy nie nauczą nas złych rzeczy, tylko dobrych. Nie patrzę już na Kościół, zostaję z swoją wiarą dla siebie i uważam, że to wielki dar wierzyć. Wybaczać jest wtedy o wiele łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo mily post. Az sie zatrzymalam na chwile :)
    Uwazam, ze jest kilka osob, ktorym powinnam wybaczyc. Ale mam blokade. Troche za bardzo to boli, to jest tak jakbym sie poddala albo stwierdzila ze nie mam racji... coz, do niektorych rzeczy trzeba po prostu dorosnac.
    A tymczasem ide zaobserwowac twojego bloga, bo mysle, ze zostane tu na dluzej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha! Jaka polecasz ksiazke z tych "o szczesciu", tak na poczatek? :)

      Usuń