27 lutego 2014

Bardzo szczery post o szczęściu - czy działania w tym obszarze w ogóle mają sens?

Nietrudno zauważyć, że od około miesiąca praktycznie nie pojawiałam się na blogu. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Ale w moim życiu przetoczyła się w ostatnich tygodniach prawdziwa rewolucja. I to niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Pod moimi postami czasem zdarzały się komentarze typu: 'Wszystko fajnie, ale do czasu gdy przydarzy ci się jakaś tragedia, zerwie z tobą chłopak, zachorujesz. Ciekawe czy wtedy będziesz myśleć o całym utopijnym poszukiwaniu szczęścia'.


I w sumie jest w tym sporo racji. Nigdy nie zarzekałam się, że gdy w moim życiu zdarzy się coś przykrego będę chodzić uśmiechnięta i dalej pracować wytrwale nad swoim szczęściem i opowiadać wam o tym na blogu. Bo tak nie jest. Gdy wszystko się sypie, myśli się o tym jak w ogóle poskładać swoje życie na nowo w całość. Samorealizacja siłą rzeczy schodzi na dalszy plan.

I tak było w moim przypadku. Uwierzcie mi, że siadałam przed komputerem, ale nie potrafiłam napisać dla Was ani słowa. Czułam, że to byłoby wyjątkowo nieszczere. Ten blog zawsze był bardzo osobisty i prawdziwy. Nigdy nie napisałam wam o niczym, czego naprawdę nie próbowałam stosować w swoim życiu. Nie mogłam udawać, że wszystko jest w porządku.

Kojarzycie zapewne piramidę potrzeb Maslowa. Nieraz przyszło mi w tym czasie na myśl, że tyle razy się o niej uczyłam, a dopiero teraz widzę jej prawdziwy sens. Kiedy twoje życie zmienia się jak w kalejdoskopie i podejmujesz drastyczne decyzje, przestajesz czuć się bezpiecznie. Jak wtedy myśleć o własnym rozwoju czy samorealizacji? Nie wiem, bo sama nie potrafiłam i nawet nie chciałam tego przeskoczyć. Moje ciało i umysł przestawiło się na autopilot, a wszystkie sprawy takie jak pisanie pracy, blog, projekty czy nawet zwyczajne odpisywanie na maile po prostu przestały mieć znaczenie. To taki stan uciekaj albo walcz. Nic ponadto.

Dzięki temu wszystkiemu wiem już jednak na pewno, czy praca nad poczuciem własnego szczęścia ma jakikolwiek sens. 

Ma. I to ogromny.

Może cała ta historia, którą opisuje nie emanuje optymizmem, ale musicie uwierzyć mi na słowo, że to wszystko co wypracowałam sobie dbając o swoje podejście do życia dało tutaj prawdziwe efekty. 

Bo gorsze chwile przychodzą i nie ma sensu z nimi walczyć. Smutek, żal, cierpienie to normalne emocje. Ale jeżeli czujesz i wiesz, że to tylko chwilowe, że podniesiesz się z tego, to zupełnie inaczej znosisz tą sytuację. Jeżeli zdajesz sobie sprawę, że naprawdę możesz się załamać i płakać miesiącami albo powoli zacząć układać swoje życie na nowo, to wybierzesz tą drugą opcję.

Powoli wracam. Zaczynam czuć, że chcę zacząć moją całą przygodę z pozytywnym stylem życia (i życiem w ogóle) od nowa. Teraz wiem, że będzie ona jeszcze prawdziwsza i dojrzalsza.

Wszyscy mówią, że świetnie się trzymam. I to prawda. Jestem pewna, że gdyby coś podobnego przytrafiło mi się trzy lata temu zamknęłabym się w pokoju i załamała. A teraz... nie mam na to ochoty. Będzie dobrze - wiem to. Bo mam na to cholernie duży wpływ. I teraz mam szansę z tego w pełni skorzystać.
83 komentarze
  1. To chyba jeden z lepszych, bo mądrzejszych tekstów jakie czytałam w ostatnim czasie.

    I szczerze dopowiadam - miałam w styczniu tak samo. Błoto wokół. A ja w błocie cała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz całkowitą rację. Jakiś czas temu myślałam, że już nigdy nie będę do końca bezpieczna i szczęśliwa. Moja piramida się posypała. Ale po burzy zawsze wychodzi słońce. Powoli moje życie znów nabrało sensu. No i szczęśliwie wróciłam do blogowania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie takie komentarze chciałam przeczytać pod tym postem! :)

      Usuń
  3. Trzymaj się;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio byłam w podobnym miejscu, zastanawiałam się po co to całe szczęście, starasz się, a potem zdarzy się coś co w chwilę wszystko niszczy. Ale gdzieś w środku wierzyłam, że skoro wcześniej byłam szczęśliwa, to kiedyś znowu mi się to uda. A teraz, kiedy już wszystko sobie ułożyłam doszłam do wniosku, że tym bardziej trzeba być szczęśliwym, nie oglądając się na nic i na nikogo, być szczęśliwym dla siebie, bo wtedy życie jest dużo łatwiejsze i przyjemniejsze. I teraz też wiem, że od teraz w moim życiu będzie jeszcze więcej szczęścia i w ogóle więcej życia ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To brzmi naprawdę pokrzepiająco :)

      Usuń
  5. Moje życie wielokrotnie się sypało, na drobniutkie kawałeczki, ba! w piasek nawet. Nie-do-odbudowania - myślałam. Błąd. Jestem ocalała. Trzeba ratować samą siebie. Chyba mi się udało. :)

    Dużo siły kochana!

    OdpowiedzUsuń
  6. Justyna, nie wiem co dokładnie się u Ciebie wydarzyło, ale cokolwiek to było cieszę się, że nie zabiło w Tobie tego ogólnego podejścia do życia. Każdy z nas (o ile nie jest jakimś cyborgiem) miewa lepsze i gorsze dni i lepsze i gorsze okresy, ale masz rację pisząc, że jeśli ma się niejako wyćwiczone to poszukiwanie szczęścia to ono pomaga podnieść się po tych trudnych momentach.
    A na pocieszenie napiszę Ci zdanie, które dla mnie było synonimem podnoszenia się z małych i dużych porażek na początku tego miesiąca - when one door closes, another door opens. Bardzo w to wierzę i sądzę, że Ty też!

    OdpowiedzUsuń
  7. jednym słowem kryzys rozwojowy :) właśnie takie są nam potrzebne aby iść do przodu, rozwijać się, stawać się dojrzalszym człowiekiem. W mojej pracy często spotykam się z ludźmi, którzy doświadczają/doświadczyli takiego kryzysu, a ich siła polega właśnie na tym, ze go dostrzegli, nie zaprzeczali, nie popadli w milion mechanizmów oszukiwania siebie, rozłożyli sprawę/problem na czynniki pierwsze po to, by szukać rozwiązań :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kilka lat temu ten stan "uciekaj albo walcz" był mi dobrze znany. Dobrze, że to mija. Dobrze, że mamy wpływ na to, jak się czujemy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Też jeszcze niedawno byłam w podobnej sytuacji, nadal zresztą stoję na rozstaju dróg, ale między innymi Twój blog natchnął mnie do działania i pracy nad sobą, zamiast bezczynnego użalania się. Także trzymam za Ciebie kciuki i jestem pewna, że to co robisz ma sens, bo sprawdziłam to na sobie :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Myśle ze wiekszosc z nas ma lub miała takie momenty w zyciu... Ale wiem rowniez ze nie ma sytuacji bez wyjscia. Trzymam mocno kciuki za Ciebie :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Doskonale rozumiem o czym piszesz... Od kilku miesięcy moje życie to jedno wielkie pasmo mniejszych lub większych problemów, z którymi ja zwyczajnie przestałam sobie radzić. Nie pamiętam abym kiedykolwiek była tak słaba w starciu z kłopotami, bądź co bądź nie największymi w życiu, bo (odpukać!) nie są to problemy zdrowotne.
    Ale mimo wszystko staram się trzymać swojej jakiś czas temu wypracowanej filozofii. Nie uzależniam swojego poczucia szczęścia od "całokształtu" mojego życia, bo gdyby tak było - nie zaznałabym go od ponad roku kiedy to załamałam się po niespodziewanej śmierci bliskiej osoby i dalej była to już tylko równia pochyła. Moje szczęście tkwi w drobnych chwilach, budzących mnie promieniach słońca, merdającym ogonie mojego psa ;)... Mogę przepłakać godzinę z powodu jakiegoś problemu, a potem i tak poczuć się niesamowicie szczęśliwa kiedy na wieczornym spacerze poczuję wiosenne powietrze na twarzy. To straszne banały, ale one zapewniają mi życiową równowagę i dają nadzieję, że jeszcze wiele dobrego mnie spotka.

    Trzymam kciuki za Twoje szczęście :) zawsze prędzej czy później po burzy wychodzi słońce! Ale sama dobrze o tym wiesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Z końcem 2013 obiecałam sobie, że ten rok będzie jeszcze lepszy. Póki co jednak to jedna wielka katastrofa, próbuję się wziąć w garść, ale chwilowo tylko jest dobrze, a za chwilę znów wszystko się wali.. najgorsze, że wszystko na raz. Twój post uświadomił mi, że mimo wszystko muszę walczyć, samo się nic nie naprawi, najważniejsze to się nie poddawać, walczyć i właśnie układać życie na nowo. Dziękuję Ci!
    Mam nadzieję, że posty będą się częściej pojawiać, szczerze mówiąc brakowało mi Ciebie ! :) Mam nadzieję, że wszystko Ci się ułoży.. i mnie także :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Każdemu mogą zdażyć się gorsze chwilę - najważniejsze, żeby się nie przedłużały. Ty bierzesz się w garść,więc jak najbardziej dalej ma to wydźwięk pozytywny :)

    OdpowiedzUsuń
  14. To prawda. Nikt chyba nie potrafi być szczęśliwym cały czas. A jeśli ktoś twierdzi, że złe sytuacje i chwile go nie spotykają, albo - co gorsze - nie mają na niego wpływu to oszukuje nie tylko otoczenie, ale przede wszystkim siebie. Każdemu z nas czasem podwija się noga i świat wywraca się do góry nogami. Grunt to wstać po każdym upadku, po porażce uświadomić sobie, że przecież dalej wszystko zależy od nas, a życie należy znów wziąć w swoje ręce. Trzymam za Ciebie kciuki i życzę powodzenia :) Wierzę w Ciebie!

    (Dobrze, że napisałaś, bo już zaczynałam się martwić, gdzie naczelna optymistka blogosfery? ;))

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie można być szczęśliwym "na chama". Nie można przykleić sobie uśmiechu na siłę, bo wszyscy teraz są tacy szczęśliwi.
    Ja na początku zainteresowania się rozwojem osobistym wpadła w takie błędne koło. Walczyłam tak uparcie ze swoim dotychczasowym zachowaniem, że w rezultacie... prawie wpadłam w depresje. Tłumiłam dotychczasowe emocje, z którymi żyłam 25 lat i starałam się je za wszelką cenę zastąpić innym myśleniem. Na siłę pozytywnym, momentami udawanym. Otrzymałam efekt odwrotny. Teraz wiem, żeby zmiany trzeba przeprowadzać powoli, a na niektóre rzeczy po prostu nie mam wpływu. Jak to mówi moja mama "najważniejsze jest zdrowie" :)
    Cokolwiek się stało, trzymaj się! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Będzie dobrze!
    Brakowało mi bloga

    OdpowiedzUsuń
  17. Trzymaj się, Happyholic! Jesteś naszym guru szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń
  18. W takich, ciężkich chwilach tym bardziej trzeba "pracować nad szczęściem", nie dać się i walczyć o lepsze jutro. Również się przekonałam o tym w ostatnich dniach, pozytywne nastawienie i dobre myśli mają ogromną moc. Trzymaj się i do przodu! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo mądry i przyjemny blog - ciesze się że tu trafiłam - leci do obserwowanych! pozdrawiam: )

    OdpowiedzUsuń
  20. Mowi sie rowniez, ze koniec jest jednoczesnie poczatkiem. Cos sie konczy po to, by cos innego moglo sie zaczac. Bardzo lubie Twojego bloga i trzymam za Ciebie kciuki + wysylam mnostwo pozytywnej energii :-) Ostatni rok byl dla mnie bardzo trudny, zmienilo sie cale moje zycie i choc wydawalo mi sie, ze juz doszlam do przyslowiowej ,,sciany,, i nigdy sie nie podniose ( ile razy mozna umierac z rozpaczy i smutku???); to powoli wychodze na prosta, bo jestem pozytywnie nastawiona do swiata i ludzi; i choc moze to naiwne, to wierze w szczescie, ktore do nas wraca. Zawsze staralam sie byc po prostu dobrym, zyczliwym czlowiekiem, nie tylko dla innych ale tez dla siebie. I spotkalam cudownych ludzi, wciaz spotykam i wierze, ze jeszcze zrealizuje sie na tych poziomach, ktore sa obecnie ukryte i schowane gleboko. Pamiętaj, że wszystko można zacząć od nowa. ,,Jutro jest zawsze świeże i wolne od błędów.'', jak powiedziala Ania z Zielonego Wzgorza. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Właśnie w takich trudnych chwilach człowiek zauważa, że siła tkwi w Nim. Nikt nie przynosi na tacy czy w woreczku poczucia własnej wartości i dostrzegania pięknych, małych chwil. Ale, jak mówisz, "Jeżeli zdajesz sobie sprawę, że naprawdę możesz się załamać i płakać miesiącami albo powoli zacząć układać swoje życie na nowo, to wybierzesz tą drugą opcję." Tego właśnie uczysz się, dorastając.
    Trzymaj się, Justynko. Będzie dobrze, choćby nie wiem jak teraz było nieraz trudno.
    I tak, każdy ma prawo pozwolić sobie na gorsze chwile, przeżyć je i zapłakać. Ważne, by potem nabrać siły.
    Gdyby co, wiesz gdzie mnie szukać. Trzymam mocno kciuki, by jutro było jaśniej niż dziś.

    OdpowiedzUsuń
  22. Dobrze, że nieźle się trzymasz pomimo niepowodzeń :)
    Sama przechodzę ostatnio gorszy okres ale mam nadzieje, ze niedługo wyjdę na prostą.

    OdpowiedzUsuń
  23. Lubię czytać takie posty. Dlaczego? Bo są napisane prosto od serca.
    Powiem Ci, że tego posta trzeba pokazywać każdej osobie która uważa, że bycie szczęśliwym jest darem od losu. Owszem może i tak jest, ale w dużej mierze zależy od naszej świadomości, pracy nad sobą i chęć zmian.

    OdpowiedzUsuń
  24. Straaaasznie wciągający wpis! :) Pozdrawiam, Monika

    OdpowiedzUsuń
  25. Piszę tutaj w komentarzach po raz pierwszy, ale śledzę ten blog już jakiś czas, niektóre porady są niezłe a niektóre trochę niepraktyczne, ten post jest o tyle interesujący, że nie jest tak idealny jak reszta z nich. Z każdego z postów aż bombardowało to szczęście. A wiadomo, że życie nie jest jednym wielkim pasmem uroku, ciepła, szczęścia i uśmiechu. Częściej jest tak, że jest na odwrót i te niewielkie przyjemne chwile muszą wystarczyć na resztę trudnego czasu. Podoba mi się w nim ta prawda, bez cukierkowego życia. Tylko, że w tym miejscu nasuwa mi się pytanie (pewnie trochę niegrzeczne i brutalne) jakiego rodzaju są te problemy. Co się stało, co wywarło na Ciebie aż taki wpływ. Bo dla Ciebie może być to rewolucja pokroju tragedii, a na przykład dla kogoś innego codzienność, a przynajmniej wielokrotność, z którą ktoś boryka się co jakiś czas.

    P.S. Bo na pewno nie było to nic związanego ze szkołą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się zupełnie bezcelowe ocenianie rozmiaru mojej 'tragedii'. Napisałam szczerze co czuję, a to co się stało nie ma tutaj raczej większego znaczenia. Jak sam(a) napisałeś/aś dla jednej osoby dramatem będzie coś, co nawet nie wzruszy innej osoby - tylko że to nic nie zmienia. Smutek jest smutkiem i nie wydaje mi się by można było w ogóle to oceniać.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  26. Dziękuję Ci za ten wpis. Jesteś niezwykła!
    Życzę Ci wszystkiego najlepszego!

    OdpowiedzUsuń
  27. to trzymaj się Kochana, a ja trzymam kciuki za Ciebie z całego serca!:)

    OdpowiedzUsuń
  28. na to pytanie co zrobić jak rzuci chłopak itp. świetnie odpowiada rozwojowy czwartek Ani o filarach czy podstawach, coś takiego. Zgadzam się, że praca nad szczęściem ma sens, sama widze to po sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  29. niedawno właśnie straciłam tatę po ciężkiej chorobie, uśmiechu uczę się od nowa

    OdpowiedzUsuń
  30. W chwilach zwątpienia będę sobie czytać Twój tekst:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Wszystko pięknie lecz nadal są to utopijne hasełka "walczyć, nie poddawać się, to się opłaci" Bajki dla grzecznych dzieci. Powiedz mi jak sobie poradzić,z brakiem pieniędzy na podstawowe rzeczy? Chodzę w jednych spodniach od pięciu lat: czuję wstyd stojąc koło tych co co sezon mają kasę na wymianę garderoby ( bo odkąd urodziło mi się pierwsze dziecko jest tylko jedno wielkie zaciskanie pasa ale jak to? przecież dzieci to szczęście. Te z kolei chorują: pal sześć przeziębienie: starsze prawdopodobnie będzie musiało być leczone hormonem wzrostu, wiesz jakie to koszta? marzenie o własnym domu już wyganiam precz bo sprawia mi tylko ból.) Ja się umiem cieszyć. Oczywiście raczej za osobę wesołą mają mnie znajomi tylko mało kto wie, że mam nerwicę: duszności kłucia serca. Nieraz ryczę jak bóbr i najnormalniej w świecie nie daję momentami rady. Tez stan utrzymuje się już kolejny rok. Rok! nie dzień, tydzień czy miesiąc to są lata. Ja jestem młoda a te lata to kupa czasu mojego życia. Radość z chmurki, kwiatka, słonka, udanego ciasta czy mojego portretu spod ręki dziecka mi nie starcza. Pieniądze szczęścia nie dają owszem zgadzam się tylko weź spróbuj bez nich żyć. Lubię Twój blog ale nieraz mnie wkurza: jest nie życiowy...
    JAK ŻYĆ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę nie rozumiem sformułowania, że mój blog jest nieżyciowy. Bo co - życie jest paskudne, pełne cierpienia i bólu? Skoro przez ostatnie kilka lat życia byłam naprawdę szczęśliwa to musiało mieć oddźwięk na moim blogu. I to było moim zdaniem jak najbardziej życiowe.

      Usuń
    2. Drogi Anonimie,
      jak baaardzo rzadko piszę komentarze tak teraz nie mogę teraz zostawić tego bez odzewu.
      Do kogo masz pretensje, że Twoje życie wygląda jak wygląda? Do Happyholic? Że Tobie od lat nie wychodzi to ona ma cierpieć? Trzeba było "wziąć się za siebie", za swoje życie.
      Jeśli nawet dziecko nie sprawia Ci radości - trzeba było o tym pomyśleć wcześniej!
      Nie masz pieniędzy? To zarób! Tak właśnie, zarób! Ale wiem, zaraz będą głosy jaki to rząd zły, Tusk pracy nie daje bla bla bla ...
      Rusz d., dokształć się jeśli masz za słabe wykształcenie.
      Nie masz czasu, bo dziecko? Jest wiele prac, które można wykonywać w domu. Wystarczy poszukać. Jeśli tutaj trafiłaś to chyba umiesz używać google?

      Usuń
    3. Nie rozumiem Twojego żalu do HappyHolic..bo brzmi to jak zarzut do autorki bloga? Że jest szczęśliwa? Że ma być może lepiej (tego nie wiesz)? A może to tylko taka chwila słabości? Po prostu gorszy dzień?

      Kiedy zmarła moja ukochana babcia szukałam właśnie historii ludzi, którzy sobie poradzili..bo one dawały mi nadzieję na to, że kiedyś ból przycichnie.
      Mam nadzieję, że Tobie też się w końcu ułoży...

      Usuń
    4. ...miało być "Że jest za mało nieszczęśliwa?"..

      Usuń
    5. To chyba o moim komentarzu wspominasz:) Jestem od ciebie duuużo starsza, czytałam twój blog z przyjemnością, bo sam pomysł jest sympatyczny, tyle, że... No właśnie. Tego typu blogi (rozwojowe, "szczęsciowe") zakładaja bardzo młodziutkie dziewczyny. Ja mogłabym identyczny kiedyś pisać, gdyby istniał internet:) Byłam zakochana, śliczna, świetnie mi szło na studiach, miałam tabuny koleżanek, dobrze zarabiających rodziców. No nic, tylko usiąść i radzić innym, jak żyć lepiej. Cóz, los dał mi popalić - jak prawie każdemu. Teraz mogę o sobie napisać, że jest dobrze - mam udaną rodzinę, ciekawe pasje i wciąż apetyt na życie. Czy spełniłam swoje młodzieńcze plany? Nie. Czy tak miało wyglądać moje życie? Nie. Czy jestem wciąż z tym samym chłopakiem, który sprawiał, że fruwałam dwa metry nad ziemią? Nie.

      Przetrwasz, jak każda z nas. I może coś zrozumiesz, czegoś się nauczysz. Bo po to są te wszystkie zdarzenia. Jeśli porzucisz ten hurraptymistyczny ton na blogu, to bycie szczęsliwym "na siłę" - tym lepiej. Piszesz, że przez kilka ostatnich lat byłaś szczęsliwa. CHCIAŁAŚ być szczęsliwa, jak ktoś wyżej napisał "na chama". Zdawało ci się, że jeśli będziesz o tym w kółko pisać na blogu, to się to spełni. Mam nadzieję, że teraz podejdziesz do tego inaczej. Nie ma nic złego w myśleniu pozytywnym, w "przyciąganiu dobrych zdarzeń", ale mnóstwo ludzi wpadło przez to w pułapkę, bo nie jest to takie proste jak pisze Murphy i tłumy naśladowców.

      pozdrawiam:) I ciebie, i anonimową powyżej!

      Usuń
    6. Kochana,
      jest mi bardzo przykro, ze tyle nieszczesc cie spotyka. Ale to nie jest powod, zeby wszystkim naokolo dokladac, zwlaszcza za to ze probuja cos ze swoim zyciem zrobic. Zamiast sie na nich wsciekac zajmij sie soba.
      1. zrob cos ze swoja nerwica i frustracja. Wez gleboki oddech, uspokoj sie. Mozesz zaczac medytowac albo biegac - obie opcje za darmo wiec nie zaslaniaj sie brakiem pieniedzy. Moze jest ktos w twoim otoczeniu, mama siostra, przyjaciolka, kto pomogl by ci troche odpoczac, np wzial dzieci na jedno popoludnie, poszedlby z wami na spacer do lasu, zrobilby cokolwiek co pomogloby ci sie odstresowac. Unikaj kontaktu z wampirami energetycznymi, tzn z osobami ktore tylko narzekaja i po spotkaniu z ktorymi nic sie nie chce bo nie warto. Uwaga: to sa tez czesto osoby, ktore niby ci wspolczuja i cie wspieraja mowiac np ' tak mi ciebie szkoda, ze tez ci w zyciu nigdy nic nie wychodzi'. Czy takie zdanie pomaga czy szkodzi?
      2. Jak sie uspokoisz przeanalizuj swoja sytuacje i realnie zastanow sie co mozesz zrobic zeby poprawic jakosc swojego zycia zamiast snuc jakies nierealne pomysly w rodzaju, gdybym wygrala milion, dzieci nagle ozdrowialy, gdyby moj maz to czy tamto, a moi rodzice cos jeszcze innego. Pomysl o swoim zyciu jak o grze w karty. Nawet majac najlepsze, a nic nie robiac - przegrasz. Wiec wez te swoje karty do reki, przyjrzyj im sie i pomysl jak grac zeby ugrac jak najwiecej. To wszystko.

      Powodzenia.

      Usuń
  32. Wszystko co nam się przydarza w życiu to nas kształtuje. Czy to dobre rzeczy czy nie, to dla nas nowe doświadczenia i w przyszłym życiu zaowocują. Gdy byłam załamana tata powtarzał:" za rok dziecko będziesz się z tego śmiała że tak się tym przejmowałaś". I miał rację - od dwóch miesięcy tata nie żyje i bardzo mi go brakuje. Ale muszę się cieszyć że miałam wspaniałego tatę i dużo mnie nauczył, bo nie każdy tak ma.

    OdpowiedzUsuń
  33. Dziękuję Ci za tego posta. Bardzo prawdziwy i szczery. Ja ostatnio mam raczej taki dobry czas, kiedy wiele rzeczy się układa, ale jestem pewna że jak przyjdą gorsze dni i będę miała pokusę zamknięcia się na wszystko, to wrócę tutaj przeczytać Twoje słowa. Czuć w nich siłę i nadzieję. Na pewno nie jest łatwo dzielić się trudnymi emocjami, więc tym bardziej dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie cierpię patosu i frazesowania. Walcz! Nie poddawaj się! Jutro też jest słońce! To śmieszne, ale to wszystko prawda - "teraz jest najgorzej, ale potem będzie już lepiej". I dużo zależy od nas samych. W tym roku czekają mnie OGROMNE zmiany w moim życiu i nie wiem, czy na lepsze, czy na gorsze, ale cieszę się, że coś się zmieni ;) Bo to na jaką stronę to wyjdzie, zależy ode mnie. Nie można tylko zapominać, że niestety nie wszystko jest od nas zależne. I masz prawo sie poryczeć, pokrzyczeć i pobyć sama. Nie chcę nikogo obrazać, ale od samego czytania blogów o życiu/ szczęściu nic się nie zmieni ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Nic nie dzieje się w życiu bez przyczyny...od zawsze tak uważam, ale to tylko od nas tak naprawdę zależy jak z sytuacją sobie poradzimy! są ludzie słabsi i silniejsi, ale nawet tym drugim zdarzają się gorsze dni i wtedy jak najbardziej wskazane jest wypłakanie się, wyrzucenie z siebie złych emocji. Nie można się poddawać!!

    Dlatego trzymam kciuki, abyś wyszła na prostą!!!a takie posty (prawdziwe, szczerze)? wielkie chapeau bas :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ale to po to są nieszczęścia, by nas umacnialy, byśmy wychodzili z nich silniejsi i pewniejsi siebie. Życie mamy tylko jedno.

    OdpowiedzUsuń
  37. Zawsze warto wierzyć, że będzie lepiej nawet w tych trudnych sytuacjach :)
    Wiem po sobie, że czasami trzeba się wyciszyć i zrezygnować z większości spraw dla tej jednej, która jest dla nas najważniejsza.
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  38. Ja bardzo wierze w stare porzekadlo 'co nas nie zabije, to nas wzmocni' - u mnie sprawdza sie doskonale. Tak wiec glowa do gory, mozemy byc juz tylko mocniejsi....

    OdpowiedzUsuń
  39. Jak tak sobie Ciebie czytam, przychodzą mi do głowy myśli na temat pracy nad sobą, osiągania szczęścia.
    Widzę jak wiele osiągnęłam przez ostatnie miesiące, jak wiele wypracowałam i jednocześnie uświadamiam sobie, że to było możliwe, bo był to taki spokojny w moim życiu czas, bez większych katastrof i poważniejszych kłopotów. na pewno nie dałabym rady zastanawiać się nad własnym szczęściem i pracować nad swoją samooceną ktuż po śmierci kogoś bliskiego lub kiedy posypało mi się w życiu duzo rzeczy na raz. A jednocześnie gdzieś tam się w głowie kołacze myśl, że tak przecież nie będzie zawsze i pracując nad tym teraz, buduję sobie bazę "pod to" by było łatwiej się podnieść, kiedy zdarzy się jakiś zły czas...
    Motywujesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak samo to odbieram - budowanie szczęścia w "dobrym czasie" jako baza na te gorsze chwile. I to naprawdę ma sens.

      Usuń
    2. Kiedyś mi się wydawało, że jest możliwe życie stale w szczęściu, ale takie spojrzenie jest o wiele prawdziwsze... i w jakimś sensie pozwala uniknąć rozczarowań, których sama bym sobie dołożyła. I dodaje sił bo jeśli wiem, że raz jest lepiej, a raz gorzej, to nie będę się załamywać, myśleć, że "przecież już miało być OK" tylko tak jak napisałaś- zacznę działać,
      Przypomina mi się taki cytat:
      http://sayid.soup.io/post/67197521/yjemy-robimy-to-co-robimy-potem-k

      Usuń
  40. Bardzo podba mi się ten tekst, przesydzony jest szczerością. Wszystkiego dobrego kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  41. Z każdego trudnego doświadczenia wychodzimy silniejsi i mądrzejsi. Dobrze, że się nie załamujesz, tylko stawiasz czoła przeciwnościom. Trzymam kciuki, żeby wszystko szybko wróciło do normy.
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  42. Ty widzisz ile Tobie dała praca nad szczęściem, ale być może nie widzisz ile dała też twoim czytelnikom. Mi to daje dużego pozytywnego kopa, że są tacy ludzie którzy nie chcą narzekać i starają się zarazić optymizmem innych. Dlatego dziękuję za to, że znajdujesz czas, żeby pokazać jak bardzo świat jest kolorowy:-) Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi się zrobiło ciepło na sercu, że nawet nie wiem co napisać. Dziękuję :)

      Usuń
  43. Gratuluje odwagi w byciu szczerą,nie tylko ze sobą,ale i z Nami-czytelnikami. Życie to cała paleta barw, czasem dominują w niej odcienie tęczy a czasem szarość zalewa każdą upływającą minutę. Najważniejsze w tym wszystkim odnaleźć balans i nie pogubić siebie. Wyciągnąć lekcje i żyć dalej-mądrzejszym i bardziej świadomym.
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  44. Masz całkowitą rację. Widzę to sama po sobie, że odkąd zaczęłam pracować nad swoim życiem (m.in. razem z Twoim blogiem) dużo łatwiej mi się otrząsnąć z sytuacji, przez które wcześniej wylałabym mnóstwo łez i nie tylko. Gratuluję Ci wszystkiego, co już osiągnęłaś i byle do przodu :) "Na końcu jest zaw­sze dob­rze. A jeśli nie jest dob­rze, to znaczy, że to nie jest jeszcze koniec." Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  45. Heh, ja w takim martwym punkcie tkwiłam 1,5 roku, nie potrafiłam się przemóc, wszystko poza 'przeżyciem' robiłam na siłę - wiedziałam, że muszę... Pracowałam nad sobą, zauważyłam nawet, że w tych beznadziejnych momentach, gdy łzy nie chcą przestać lecieć, uśmiech nawet taki sztuczny ale szeroki poprawiał mi samopoczucie. W takich momentach poznajemy siebie, swoje możliwości i ograniczenia. Możemy także zweryfikować znajomych i tych właściwych określić mianem przyjaciół :) Życzę Ci wiele siły i samozaparcia. Ale pamiętaj, że człowiekowi także potrzebny jest okres smutku i swojego rodzaju żałoby, by pożegnać to, co już za nami by w przyszłości nie kładło cienia na każdy aspekt życia. Ściskam i serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  46. najważniejsze jest właśnie to pozytywne nastawienie. jakkolwiek beznadziejnie to zabrzmi w ciężkich sytuacjach. wtedy włączają się te nawyki. swoją drogą, tylko dzięki poczuciu nieszczęścia, potrafimy poczuć prawdziwe szczęście. trzymaj się! będzie dobrze, musi być : )

    OdpowiedzUsuń
  47. Mam koleżankę, która rozpacza nad wszystkim. Nic jej nie cieszy i wszystko ją wkurza, a kiedy ja jestem uśmiechnięta, pogodna mówi mi, że ona tak nie może bo nie jest takim dzieckiem szczęścia jak ja. Że ja to wszystko mam i zawsze mi się wszystko udaje...co więcej ja też tak o sobie myślę :) Tylko, że w czasie kiedy ona mnie zna, niemal zerwałam z moim długoletnim partnerem, zmarły moje dwie babcie (w tym jedna, która mnie wychowywała), ciężko chory był tata, później mama, aż w końcu tatę zwolnili na kilka lat przed emeryturą...ale pomimo tego ludzie widzą mnie jako osobę zawsze zadowoloną :)
    I tak jak Ty, kiedy działo się coś złego cierpiałam, płakałam i nawet nie miałam ochoty wstawać z łóżka, ale zawsze gdzieś w środku tliła się ta iskierka nadziei, którą w końcu rozdmuchiwałam, czego i Tobie życzę z całego serca :) Bo dzięki takim ludziom i takim tekstom jak ten łatwiej jest rozpalić tę iskierkę :))))

    OdpowiedzUsuń
  48. Zgadzam się z Tobą - rozwój i poszukiwanie szczęścia nie idzie na marne. Pomaga celebrować chwile, a w obliczu tragedii pomaga stanąć na nogi. Miesiąc temu zmarła moja babcia, byłam z nią bardzo związana. Dzięki wczesniejszej pracy nad sobą i wiedzy jaką zdobylam bylo mi latwiej się z tym pogodzic. Teraz czuję, że wszystko jest na dobrej drodze. Dziękuję Ci za tego bloga - daje niesamowitego kopa i dostarcza inspiracji!

    OdpowiedzUsuń
  49. Od 2 mcy czytam blogi lifestyl'owe, te z tych mega pozytywnych.. Na początku podchodziłam do tego z dystansem, nie bardzo wierzyłam.. Przyznaję, że trochę zmieniłam swoje myślenie i nadal zmieniam. Blogi potrafią wpływać i zmieniać pozytywnie, od ponad 2 lat moje motto to: będzie dobrze, dasz radę! :) I tego również życzę, jak najwięcej uśmiechu!

    OdpowiedzUsuń
  50. Jeśli człowiek wierzy w ideę szczęścia i optymizmu, to nawet jak mu się przytrafi tragedia, popłacze, pokrzyczy. Może na chwile pomyśli, że wszystko jest bez sensu. Ale potem nadchodzi ta chwila, że stwierdza, że bycie szczęśliwym jest przyjemniejsze i że z każdego dołka można wyjść prędzej czy później.Cieszę się, że Cię tu widzę :)

    OdpowiedzUsuń
  51. Kochana, ściskam mocno! Mi 2 lata temu świat się na głowę zwalił, ale pomyślałam sobie, ze to po prostu znak od życia, który sama mam zinterpretować - zrobiłam to w pozytywny sposób, bo inaczej nie wygrzebałabym się z tamtych okropnych myśli. To jest życie. Zawsze w nim będą piękne, lekki chwile, oraz te, ciężkie i nawet potworne. Trzeba iść dalej i przede wszystkim widzieć te pozytywna cześć życia! A ty, dodatkowo ja w nas siejesz - to wspaniała sprawa!
    Buziaki :*****
    Ula

    OdpowiedzUsuń
  52. Trzymaj się, Kochana! Tak naprawdę to przecież dzięki trudnym momentom, wiemy i doceniamy co to szczęście. Mocno wierzę, że wkrótce powrócisz motywować nas do walki o szczęście ze zdwojoną mocą :* Tymczasem keep calm and carry on. Wiem coś o tym. Moc uścisków!

    OdpowiedzUsuń
  53. Jak przeczytałam komentarze osób, które Cię krytykują to aż nóż się w kieszenie otwiera. Ludzie troszkę empatii!
    Justynko uwielbiam Twojego bloga, mam go przeczytanego od deski do deski. Bardzo Ci współczuje, że jest coś co powoduje, że straciłaś chęci do życia, Oby ten stan jak najszybciej odszedł od Ciebie, abyś powróciła chętna do życia i działania. Mocno trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  54. Hej,ciekawe masz posty:) jestem tu pierwszy raz. Mam pytanie, czy mogłabyś mi doradzić w doborze koloru włosów ? Tylko tak prywatnie, na pocztę. Pozdrawiam:-) Dodaje do zakładek:)

    OdpowiedzUsuń
  55. Hej :) Sama od jakiegoś czasu jak ja to mówię rozkładam szczęście na czynniki pierwsze :) (mam matematyczny umysł - nie da się ukryć:)) I sama też piszę trochę o tym szczęściu i też mam gorsze dni, czasem sobie myślę cholera nic nie napiszę, to wtedy zaczynam posiłkować się książkami i napisać coś co zostało dowiedzione już gdzieś indziej, nie u mnie. I wtedy mimo, że u mnie nie jest różowo to myślę sobie przecież piszę to nie tylko dla siebie, ale też dla innych co będę kogoś obarczać swoimi problemami. W końcu jeśli ktoś to czyta to dla rad dot. szczęścia w życiu a nie anty rad. Prawda?
    Pozdrawiam serdecznie i będę tu zaglądać częściej :)
    Ula

    OdpowiedzUsuń
  56. Kochana - bardzo mądry i dojrzały wpis. Mam nadzieję, że wszystko będzie (jest) dobrze. Cała przygoda z blogiem z pewnością pomogła Ci usystematyzować sobie w głowie pewne rzeczy, a dzięki temu jesteś silniejsza.

    Hate w Internecie być musi. Jeśli nie mówisz o porażkach, to wszyscy rysują na Twoją głową aureolę i zazdroszczą, że Tobie wszystko wychodzi. Ja wiem, że po drugiej stronie jest po prostu człowiek. Ale taki, który nie chce nakręcać się na swoje wady czy słabości, ale taki który przede wszystkim chce być szczęśliwy. Kojarzysz pewnie blog Halo Ziemia... komentarze na Onecie były nieubłagane: "ciekawe czy jakbyś miał chore dziecko, to pisałbyś takie rzeczy". Tak samo u Ciebie. Ciekawe czy jakbyś była chora/niepełnosprawna/biedna/gruba/czarnoskóra... etc. to pisałabyś takiego bloga? To straszliwie głupie zastanawiać się nad takimi rzeczami i wytykać innym pewne rzeczy. Po prostu jest jak jest i nie zawsze jest kolorowo, nawet jeśli wygląda inaczej.

    Ściskam Cię mocno! :)

    OdpowiedzUsuń
  57. Bardzo mądrze napisałaś. Warto wypracować u siebie silną postawę, która jest ważna nie tylko w chwilach radości ale i chwilach zwątpienia, gdy przydarzają nam się nieszczęścia. Trzymam za Ciebie kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  58. I ja powoli staram się wracać. No bałaganik życiowy, czasem się nie da, a i po co na siłę kontynuować. Swoje trzeba przeżyć i właśnie: pozwolić sobie na smutki, nawet na doliny głębsze niż najgłębsze. To wszystko jest ludzkie. Pozdrawiam i trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  59. chyba nie bardzo :( a chce sie ufarbowac w weekend niestety nie wiem na jaki kolor,czy rudy a moze braz. A z tej analizy kolorystycznej tez wiele nie wyniklam, chyba tylko to ze nie czuje sie jakos w bialym kolorze.

    OdpowiedzUsuń
  60. ta odpowiedź jest do tej z 3 marca, ciągle zaglądam czy jest odpowiedź:P

    OdpowiedzUsuń
  61. Tak Cię Czekolada polecała, że aż zajrzałam. I nie żałuję.
    I będę pewnie zaglądać częściej. A co.

    Co do szczęścia: w moim przypadku pomaga odpowiednia osoba. Z natury jestem raczej pesymistką niż optymistką, ale jako empatka przejmuję często emocje bliskich mi ludzi. Odkąd mam przy sobie niepoprawnego optymistę, sama staję się optymistką wciąż bardziej i bardziej, każdego dnia. Nie to, że nie mam problemów. Nie to, że nie potrafią przygnieść mnie do ziemi. Ale uczę się cieszyć się tym, co mam, radzić sobie z przeciwnościami losu i widzieć świat w jasnych barwach.

    Rozumiem Twą potrzebę ucieczki. Bo nie warto być nieszczerym, pisać na siłę i silić się na optymizm, gdy się go nie czuje. Czasami człowiek potrzebuje chwili wyciszenia, żałoby, potrzeby pogodzenia się z tym, co złe w jego życiu. Ważne, by umieć się z tego podnieść.

    Kiedyś czytałam, że najlepiej żyje się ludziom, którzy są jak bańki wstańki - potrafią podnieść się po każdym upadku, dojść do siebie, nie załamać się całkowicie. Staram się być taka - od paru lat nie wpadam już w melancholię nawet w listopadzie, a kiedyś nie umiałam się wówczas nawet uśmiechać...

    Życzę Ci powrotu do duchowej formy i duuużo optymizmu.

    Pozdrawiam,
    Sol

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest - sama przestałam być pesymistką dopiero w związku z optymistą :) I to jest akurat piękne.

      Usuń
  62. Kochana, wiem, że jestem jakimś dzikusem, bo piszę już z setnego konta. Już parę razy pisałam Ci o tym, że dzięki Tobie i Twojemu pozytywnemu podejściu wyszłam z depresji, którą miałam leczyć klinicznie (o tym akurat nie wiem, czy wspomniałam). Bardzo dziękuję Ci za każdą perełkę - nie tylko spośród tych 'Perełek Tygodnia', bo to właśnie każdy spośród Twoich wpisów był PERŁĄ - ba, nadal jest. Dziękuję Ci za każdy ten uśmiech, który pojawiał się z Twoją pomocą.
    Mam nadzieję, że problemy miną jak najszybciej, a Ty dzięki nim tylko poznasz kolejne drogi ku szczęściu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo miło czytać takie słowa. Dziękuję! :)

      Usuń
  63. Też ostatnio przeszłam przez ogromny zakręt życiowy i nie wiedziałam do końca co ze sobą zrobić, nadal do końca nie wiem, ale się dowiem :) Damy radę, bo silne i mądre z nas wszystkich kobiety :)

    OdpowiedzUsuń
  64. Twoje posty są świetne, podtrzymują na duchu. Niedawno trafiłam na Twojego bloga a już bardzo mi pomógł. Pozdrawiam i życzę szczęścia w odnajdywaniu szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń
  65. Witaj,
    Przesadny perfekcjonizm, zamartwianie się. Nie muszę dużo czytać, żeby wiedzieć, jaki masz problem. Myślenie pozytywne jest jak najbardziej ok, ale to uczucie zawsze w Tobie pozostanie. Dzieciństwa się nie zapomina.

    OdpowiedzUsuń
  66. Fajny blog..co do ostatniej dygresji anonimowej osoby zgadzam się a co dopiero dorosłości..wiek 19-26 wszystko się pamięta ,coś robić trzeba próbować.Nie równy start Ci którzy wcale nie zasłużyli by mieć lepiej mieli wieksze szczeście.Każdy ma prawo do szcześcia i nikt jest bardziej wartościowy niż ty .Wspomnienia są tatuażem ,jak człowiek się urodził to musi żyć ..

    OdpowiedzUsuń
  67. Cześć! Trafiłam na tego bloga przypadkiem i muszę przyznać, że rzadko się zdarza żeby autorka tak trafnie opisała moje myśli. Bardzo podoba mi ta wzmianka o piramidzie Maslowa, zupełnie się z Tobą zgadzam, że bardzo trudno się poszerzać horyzonty, kiedy czujesz się źle i masz jakieś ważne niepozałatwiane sprawy. Z drugiej strony współcześnie istnieje duża presja na to żeby rozwijać się cały czas a odpuszczenie sobie traktowane jest jak porażka. Kiedy ktoś zapyta "jak leci" spróbuj odpowiedzieć "wiesz, właściwie wczoraj cały dzień snułam się w piżamie po domu" i już wiesz, co mam na myśli. I tutaj trzeba się wykazać rozsądkiem i znaleźć idealną proporcję między czasem,jaki powinniśmy poświęcić na dojście do siebie a czasem jaki już poświęcimy na pracę.
    W każdym razie bardzo fajny wpis. Tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń