09 stycznia 2014

Chillout 8. Strażniczka własnego więzienia


Właściwie przez pół godziny myślałam nad tym, jak zacząć ten wpis. Nic szczególnie poetyckiego nie przyszło mi do głowy, więc po prostu przyznam się do swojej słabości.

Jestem strażniczką swojego własnego więzienia.

To dość bolesne uświadomić sobie, że sama jestem osobą odpowiedzialną za swój stres i problemy. I chociaż wiem, że to głupie, niedorzeczne, niedojrzałe to i tak wciąż od nowa zamykam się w klatce swoich ograniczeń.

Nie chciałabym prowadzić tego wpisu w melodramatycznym tonie, dlatego od razu przejdę do sedna sprawy i opowiem wam o co właściwie chodzi z tym więzieniem i w jakich trzech obszarach sama się ograniczam. Być może ktoś z was również odnajdzie siebie w którejś z tych 'więziennych celi'. Będzie dość osobiście, ale czasem chyba tak warto.

 

1. Co inni sobie o mnie pomyślą

To jeden z tych punktów, w których naprawdę sama siebie nie mogę zrozumieć. Śmieję się z tego, jak bardzo ludzie przejmują się zdaniem innych np. w miasteczkach, w których najważniejsze jest to 'żeby ludzie nie gadali', podczas gdy w innych dziedzinach tak samo boję się być sobą, robić to na co naprawdę mam ochotę. 

Wiele razy zastanawiałam się z czego to wynika. Ze strachu przed krytyką, brakiem pewności siebie, przeświadczeniem, że ktoś mnie wyśmieje?

Sama wymyśliłam sobie to więzienie. Tak było na przykład z tym blogiem. Pewnie nie uwierzycie, ale powiedziałam o jego istnieniu tylko jednej osobie. I chociaż sama bardzo lubię to miejsce, wkładam w niego całe swoje serce, to bardzo długo nie chciałam, żeby ktokolwiek o nim wiedział.

Byłam z niego bardzo dumna, a jednocześnie bałam się zdania innych na jego temat. Co najciekawsze nigdy nie spotkałam się z jakąś szczególnie negatywną reakcją - wręcz przeciwnie. Sama sobie to wszystko wymyśliłam.  I tak jest też w wielu innych przykładach.

 

2. Pragnienie, żeby zadowolić wszystkich dookoła

Ten punkt łączy się mocno z poprzednim. Od zawsze robiłam większość rzeczy tak, żeby zadowolić wszystkich dookoła - nauczycieli, rodziców, znajomych. I najdziwniejsze jest to, że w większości przypadków sama wymyślam sobie to, czego tak naprawdę oni ode mnie oczekują. 

W ten sposób od ponad dwudziestu lat tkwię w więzieniu, które polega na następującym schemacie. Chcę zrobić coś po swojemu - dochodzę do wniosku, że moim bliskim lub innym osobom nie spodoba się takie rozwiązanie - zostawiam wszystko po staremu lub dla świętego spokoju robię tak, jakby chcieli tego (według mnie) inni. Przez taką uległość popadłam już nie raz w spore kłopoty.  Wbiłam sobie do głowy taki schemat i gdy tylko mam się komuś przeciwstawić i zrobić coś tak, jak sama tego pragnę, ogarnia mnie tchórzostwo. 

To taki syndrom grzecznej dziewczynki, która nie chce zniszczyć pięknego obrazka swojej osoby, jaki wykreowała w otoczeniu. Bo tak nie wypada, to niegrzeczne, to do mnie nie pasuje.

 

3. Własne wyobrażenia co do poglądów innych

"Oni na pewno się na to nie zgodzą. On na pewno uzna to za głupi pomysł. To nie ma sensu." Nawet nie pytam jak jest naprawdę. Ja to po prostu wiem. I tym sposobem zamykam się w kolejnym więzieniu. I chociaż rozmowa, zwykłe zadanie pytania, przedstawienie własnych argumentów mogłoby diametralnie zmienić sytuację, rzadko się o tym przekonuję. Bo przecież sama wiem najlepiej.


Nie jestem dumna ze swojego zachowania w żadnym z tych trzech obszarów. Gdy o tym wszystkim piszę, naprawdę sama się sobie dziwię. A jednak często zamykam siebie w każdym z tych więzień i nie pozwalam sobie na wyjęcie klucza i trochę luzu oraz życie po swojemu - tak jak sama je sobie wyobrażam. 

Dlaczego o tym piszę i obnażam te wszystkie słabości? Bo postanowiłam się z tym zmierzyć. Tym razem na poważnie. Publiczna deklaracja w końcu znaczy więcej niż tylko wewnętrzna mobilizacja.

Chcę być w końcu sobą w 100%. Pytać, rozmawiać zamiast samej wymyślać sobie własne ograniczenia oraz poglądy innych ludzi. Podejmować decyzje zgodne z moją wewnętrzną intuicją. Czasem na przekór temu, czego inni ode mnie oczekują. Ale w zgodzie z własnymi wartościami i planami. 

Na początku nie będzie łatwo, ale warto zacząć od najprostszych rzeczy. Pozbyć się ze słownika stwierdzeń 'obojętne', 'wszystko jedno'. Bo taka bierność w małych rzeczach ma swoje odzwierciedlenie także w poważnych decyzjach.

Uwolnić się od niekończącego się źródła stresu związanego z presją  zachowywania się dokładnie tak, jak teoretycznie powinnam to robić. Zacząć własne, prawdziwe życie poza murami więzienia.
 


Zobacz też mój profil na Facebooku
Obserwuj Happyholic na BlogLovin 

78 komentarzy
  1. Jakbym czytała o sobie, dokładnie o sobie. Próbuję być perfekcyjna, radzić sobie ze wszystkim, być dobrze ułożona, mieć ambitne plany, zgadzać się ze wszystkim czy pokazać innym, że jestem dobra we we wszystkim, a przecież tak nie jest. Nikt nie jest idealny, popełniamy błędy, mamy swoje życie i nikt nie może nim kierować. Jeśli coś chcemy zrobić, zróbmy bez patrzenia na zdanie innych. Może ktoś nie ma odwagi czegoś zrobić, ale nie może zabraniać tego nam. Moim celem na ten rok jest przestanie być perfekcyjną, taką jaką inni mnie widzą. Chcę być naprawdę sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że ten problem dotyczy naprawdę wielu z nas. To przykre... Z drugiej strony dobrze, że są w blogosferze miejsca, w których możemy się wyżalić i zobaczyć jak wiele innych osób ma ten sam problem co my :) Pozdrawiam :))

      Usuń
    2. Moim również. Zaczynam myśleć poważnie o własnych potrzebach.

      Nie będę bać się mówić tego, co naprawdę myślę.
      Nie będę bać się tworzyć życia w ten sposób, w jaki naprawdę go sobie wyobrażam.
      Chociaż nie do końca... Bać na pewno się będę. Ale będę przezwyciężać ten lęk i żyć po swojemu.

      Będziemy szły tą ścieżką razem :)

      Usuń
    3. Niesamowite jest to, że większość z nas ma takie same ograniczenia, które same sobie nakładamy :(

      Usuń
  2. Czuję się jak bym czytała o sobie. Nadal żyję w więzieniu, które sama sobie stworzyłam. Boję się co pomyślą inni, czy sprostam ich oczekiwaniom, czy będę wystarczająco dobra. I nawet kiedy Rodzice są dumni, znajomi mówią "co my byśmy bez ciebie zrobili" czuję, że mogłam dać z siebie więcej. Mój perfekcjonizm powoli mnie wykańcza, podobnie strach przed popełnieniem błędu. Czasami wręcz mam wyrzuty sumienia, że zrobiłam coś nie tak, jak powinnam (chociaż to wcale nie jest prawda). Drobne sprawy rosną do rangi wielkich problemów, które nie dają mi spać i którymi się zadręczam. Strach przed opinią innych spowodował, że zamknęłam się na nowe znajomości i inicjatywy. Wolę zostać w domu niż narażać się na niepotrzebną krytykę (z którą tak naprawdę się nie spotkałam) czy (co gorsza) niepowodzenie. Przyzwyczaiłam się do tego, że wszystko robię na 100%, daję z siebie wszystko i wolę pracować sama niż dawać możliwość wykazania się innym. Przez to większość obowiązków spada na mnie, a właściwie sama je na siebie zrzucam, żeby potem nie mieć do siebie pretensji w stylu "trzeba to było samemu zrobić". Od pewnego czasu jednak widzę ten problem. Dostrzegam "kraty" i "łańcuchy" mojego własnego więzienia. Zaczęło mi to przeszkadzać, bo poczułam, że nie jestem wolna we własnym życiu.
    Dziękuję Ci za ten wpis, on utwierdza mnie w moich najnowszych rozmyśleniach na temat zmian, które muszę wprowadzić żeby czuć się lepiej z innymi i przede wszystkim - sama ze sobą.
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W nawiązaniu do tego napisałaś, mam też jeszcze jeden cel. Chcę żeby przestało mi zależeć na tym, że inni będą ze mnie dumni. Dotarło do mnie, że w zasadzie całe życie robię wszystko właśnie po to, by inni mnie chwalili. Nieświadomie, ale jednak. I tym sposobem stałam się zestresowaną, zawziętą perfekcjonistką.

      A gdyby tak skupić się tylko na tym, żeby samej być z siebie dumną? To brzmi dużo rozsądniej.

      O perfekcjonizmie tworzę też kolejny wpis z tego projektu - to mój nieodłączny towarzysz, którego także muszę się pozbyć.

      Usuń
    2. Bycie dumną z siebie jest bardzo dobrym pomysłem, tylko problem tkwi w tym, czy będziemy potrafiły patrzeć na siebie swoimi oczami a nie przez pryzmat wyimaginowanych oczekiwań innych ludzi wobec nas. W końcu ten obraz rósł w nas od długiego czasu i może być naprawdę trudno dotrzeć do prawdziwego obrazu siebie, którego będziemy jedynymi autorkami. Jednak mimo wszystko wierzę, że może się to udać :) Życzę powodzenia Tobie, sobie i wszystkim innym więźniom własnych przekonań :)

      Usuń
    3. Masz sporo racji - to będzie w zasadzie czas odkrywania na nowo własnych poglądów, pragnień, marzeń. Swojego prawdziwego ja. Odkopywanie spod tej całej przykrywki swojej prawdziwej osoby, zamiast obrazu wykreowanego przez oczekiwania innych. Nas więźniów (!) czeka sporo pracy :)

      Usuń
    4. Tez jestem perfekcjonistka (zabrzmialo prawie jak "jestem anonimowym alkoholikiem" ;)) wiec przylaczam sie do Was. I swiete slowa z "obojetnie, wszystko mi jedno" - czas aby zniknely z mojego slownika!

      Usuń
    5. Krasnal - Podpisuję się pod twoją wypowiedzią rękami i nogami;) Mam ciągle problem, żeby przełamać się i na przykład odezwać na zajęciach bo nie jestem do końca pewna, czy mój tok myślenia jest właściwy i nie chcę się "zbłaźnić". Mój perfekcjonizm przy zadaniach grupowych też potrafi nieźle dać w kość ;P Odnalazłam jednak wielką motywację dzięki pewnej osobie z mojego otoczenia, która jest tak niesamowicie szalonym i jednocześnie pozytywnym człowiekiem, że widząc jej nastawienie do świata trochę mi się ono udziela ;) Drugim źródłem inspiracji jest Twój blog HappyHolic ;) dzięki temu co piszesz zaczęłam zmieniać moje myślenie z kierunku "co powinnam zrobić?" na "co chcę zrobić? co sprawi że będę szczęśliwa?" ;) I w tym miejscu muszę ci podziękować bo po latach przymierzania się i znajdowania przeróżnych wymówek, zdecydowałam się dołączyć do uczelnianego chóru;) Daje mi to tyle dobrej energii, że mam zamiar częściej słuchać samej siebie ;)

      Pozdrawiam, Kamyk ;)

      Usuń
    6. Zawsze miałam dokładnie tak samo na zajęciach - i w 99% to co chciałam powiedzieć, było dobrą odpowiedzią. Tylko co z tego, skoro się nie odezwałam :) ?

      I gratuluję dołączenia do chóru - też uwielbiam śpiew :)

      Usuń
  3. Chyba pod każdym z tych punktów mogę się podpisać. I przyłączam się do tego wyzwania. Masz rację, czas się zmierzyć z tymi słabościami i wyjść z własnego więzienia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy my nie siedzimy przypadkiem w jednej celi, Happy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielka szkoda, że tutaj nie działa reguła, że w miłym towarzystwie raźniej :)

      Ale to nic. Przy odrobinie asertywności i zmianie dotychczasowych reguł myślenia obie wydostaniemy się z tej klatki.

      Usuń
  5. Jestem osobą, która również każdego dnia jest ograniczana przez te trzy punkty. Największym moim problemem jest to, że właśnie przejmuję się tym co pomyślą inni a w mojej głowie od razu powstają jakieś negatywne wizję. Muszę z tym jakoś wygrać, bo to aż głupie żeby taka drobnostka stawała na mojej drodze do szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
  6. cholernie trudna praca, skupiać się na własnych potrzebach :)) ale można, jak się chce!

    OdpowiedzUsuń
  7. O tak, też tak mam. Sama siebie wpędzam w jakieś durnowate stresy, bo kiedyś coś zrobiłam nie tak (nieważne, że lata temu i chodzi o jakąś totalną pierdołę, o której pewnie nikt już nie pamięta).
    Do bloga przyznałam się tylko jednej przyjaciółce i chłopakowi. I nie wiem, czy kiedyś się przełamię.
    I ciągle mam poczucie winy, że kogoś zawodzę. I bardzo to przeżywam. Nawet jeśli chodzi o takie pierdoły, jak nie zrobienie obiadu, bo się okazało, że mięso zepsute. I mimo że żadna w tym moja wina, to przez głęboko zakorzenioną potrzebę zadowalania innych, ja się czuję fatalnie.
    Staram się zmienić nastawienie, ale idzie mi bardzo opornie. Mam nadzieję, że Tobie pójdzie lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pewnie się kiedyś spotkamy, bo ja również przebywam w tych trzech więzieniach ;) Oby jak najbliżej wyjścia!

    OdpowiedzUsuń
  9. O tak, to mój największy problem, Twierdzenia typu "to na pewno głupie" czy "na pewno uzna że to bez sensu" itp., ale jest już trochę lepiej, uświadomiłam sobie ostatnio że nie mogę się przejmować bo ludzie mają cię w nosie i nie obchodzisz ich ani trochę, są bezczelni, kłótliwi, nieodpowiedzialni, niepunktualni, nie dotrzymują słowa, lista jest długa, nie twierdzę że jestem ideałem ale tak niechlujna nigdy nie będę, i najgorsze że obserwuje takie zachowanie często u ludzi wykształconych, trochę to smutne :( miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ech, jak wymyślisz jakiś skuteczny sposób na to wszystko, to napisz o tym notkę. ja potrafię się z tym mierzyć tylko kiedy jestem wokół zupełnie nowych ludzi - wtedy pozwalam sobie na chwilę szaleństwa czy "luksus" bycia taką, jaka jestem sama dla siebie i naprawdę kilku najbliższych osób.

    OdpowiedzUsuń
  11. co do 1 i 3 mam tak samo :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Oh przeczytałam ten wpis i pomyślałam, że też często tak mam.. chociaż zaczyna mi się to powoli zmieniać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Punkt 1
    Najlepiej spojrzeć na siebie z zewnątrz, jak na kogoś zupełnie obcego. I wyobrazić sobie sytuację, która nas stresuje i w której zastanawiamy się "co inni o mnie myślą".
    Jak się tak przyglądniemy, to najczęściej okaże się, że ludzie w ogóle o nas nie myślą, albo jesteśmy im obojętni, albo patrzą z sympatią.

    Monika :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, bo tak naprawdę ludzie myślą prawie cały czas o sobie. Tak jak zresztą my, gdy przejmujemy się tym, co inni pomyślą. To ci 'inni' robią bardzo często to samo lub po prostu są zajęci własnymi sprawami. Zagmatwane, ale chyba prawdziwe :)

      Usuń
  14. To chyba cecha wrażliwych ludzi, że martwią się (martwimy...) spojrzeniem innych chcieliby(śmy) uniknąć tych negatywnych ze strony społeczeństwa... Perfekcja, dbanie o detal - to nic złego, dopóki nie blokuje życia i nie jest jego wyznacznikiem. A może my tak sobie rekompensujemy tym podejściem jakieś inne dziedziny, w których są niedociągnięcia? Np. emocjonalną czy materialną, czy jeszcze zupełnie inne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może być dobry trop. Skoro w pewnych dziedzinach nie do końca się sprawdzamy, to w innych chcemy pokazać, że jesteśmy perfekcyjne. Zastanawiam się teraz tylko właściwie, po co to wszystko...

      Usuń
    2. Myślę, że Małgorzata ma sporo racji. Mam podobnie do Justyno. Niestety przez takie sytuacje często mam potem problemy ze snem...

      Usuń
  15. to również kiedyś były moje słabości, dlatego rozliczyłam sie z nich w książce. Cieszę się, że o tym napisałaś, na BAM odniosłam wrażenie, że jesteś osobą po prostu spokojną i opanowaną, więc na pocieszenie napiszę, że absolutnie tego nie widać n zewnątrz :))
    Trzyma się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że jedno ma bardzo niewiele wspólnego z drugim. To nie jest tylko wrażenie, ja po prostu jestem osobą spokojną i opanowaną - i to bardzo. Niektórzy się nawet śmieją, że w moim towarzystwie sami się uspokajają i wyciszają ;)

      Ale to nie ma nic wspólnego z tym, że w poważnych życiowych decyzjach zamiast słuchać głosu własnego serca, myślę tylko o tym, żeby nie zawieść innych - najczęściej bliskich. Za bardzo przejmuję się ich opinią, tym co o mnie pomyślą i nie potrafię zacząć myśleć po prostu o sobie.

      Nie wiem za to, jak te moje wewnętrzne zgrzyty miałyby się uwidaczniać na zewnątrz :)

      Usuń
    2. To ciekawe co piszesz, bo znane mi osoby z takim silnym "wewnętrznym cenzorem" bardzo objawiaą to na zewnątrz, taki wycofaniem, brakiem odwagi, spontaniczności, to bardzo widać ;-)) Fajnie, że u Ciebie tak nie jest :)

      Usuń
    3. Myślę, że to raczej taki stereotypowy wizerunek :) Jak widać po komentarzach bardzo dużo osób ma w sobie takiego wewnętrznego cenzora a podejrzewam, że każda z nich ma zupełnie inny charakter - w tym na pewno są tutaj osoby uznawane za przebojowe i spontaniczne. Nie łączyłabym tego :)

      Usuń
    4. już sobie to poukładałam, bo ten wewnętrzny cenzor u nich wynika z innych cech, nie t cechy z cenzora, wszystko już łapię, dałas mi fajny bodziec do przemyśleń, dziękuję! :)

      Usuń
  16. Siedzimy w tym samym pierdlu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wypuszczą nas za dobre sprawowanie (albo w tym przypadku dla odróżnienia może nawet nie do końca za dobre, ale wreszcie prawdziwe, własne zachowanie) ;)

      Usuń
  17. Czuję się tak, jakbym czytała o sobie. Chyba siedzimy w tej samej celi:D Ja strasznie przejmuję się zdaniem innych, boję się tego, co ludzie pomyślą. Dużo robi miejsce, w którym mieszam (wszyscy się znają, plotki są tutaj normą), ale postanowiłam mieć w dupie tych wszystkich ludzi i robić swoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nie ma czegoś takiego, że wszyscy się znają, a i tak mam takie problemy. Także chyba miejsce zamieszkania nie ma tutaj aż tak dużego wpływu. Wszędzie znajdą się osoby, na których zdaniu może nam zależeć - czasem aż za bardzo.

      Usuń
  18. też tak mam. Moim problemem jest też to, że bojąc się porażki nie podejmuję działania. Wolę czegś nie zrobić, niż zrobić to źle, odnieść porażkę, popełnić błąd..

    OdpowiedzUsuń
  19. Droga Autorko i reszta komentujących, nie obwiniajcie się. Podświadomie takie obawy wpoiła Nam kultura w jakiej się obracamy. Zauważyłyście, że ma tak większość? Ja z resztą też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to prawda. Gdy tylko chcę zrobić coś po swojemu, słyszę o tradycji, o tym że wszyscy robią to "tak i tak" itd. Albo robisz wszystko tak jak 'normalne' społeczeństwo albo musisz zostać wojownikiem własnych poglądów ;)

      Usuń
    2. niestety prawda!
      trzeba walczyć o swoje, walczyć o siebie i o swoją prawdziwą naturę. przeciez nie można wiecznie żyć "bo tak wypada". Gdzie w tym zabawa, szczęście, radość, wolność?

      Usuń
  20. Cudowny wpis. Taki szczery.
    dobrze wiedzieć że nie jest się osamotnionym w takich odczuciach, bo powtórzę już za paroma komentarzami - jakbym czytała o sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem musiało być bardzo szczerze i osobiście. Żeby wreszcie sobą potrząsnąć i ruszyć naprzód :)

      Usuń
  21. Skąd ja to wszystko znam, niestety siedzę w takim więzieniu. Z czasem jest lepiej i robię postępy. Kiedy wspominam jaką osobą byłam jeszcze 10 lat temu to widzę, że coś się zmienia. Chciałabym jednak, żeby te zmiany działy się trochę szybciej. Niestety punkt 1 i 2 nadal w wielu dziedzinach mojego życia mnie blokuje.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wczoraj próbowałam skupić się na zadaniu gdy zaczął dudnić deszcz Przeszłam przez falę oburzenia, irytacji, zdenerwowania dopóki nie przyszła do mnie myśl "przecież ty lubisz dudniący deszcz" - uspokoiłam się Myślę że dobrym rozwiązaniem jest zadanie sobie pytania w każdej sytuacji "co chcę", "co lubię"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetna refleksja - też mam zamiar zacząć dostrzegać swoje własne, prawdziwe potrzeby nawet w najmniejszych sytuacjach i w ten sposób przechodzić do coraz ważniejszych spraw.

      Usuń
  23. wszystko to prawda co piszesz....każdy z nas nakłada sobie jakieś kajdany na własne życzenie. I pewnie ta walka będzie trwać na różnych płaszczyznach do końca życia:) najważniejsze to wiedzieć, w którym momencie straciliśmy siebie lub co zatraciliśmy-co nas określa...ja też jestem w tej grupie:) czasami jednak warto się zatrzymać i pójść z falą. samodoskonalenie również może stać się naszym więzieniem. ja jestem w takim momencie właśnie-gdy jestem świadoma pewnych totalnych zmian nadchodzących w moim życiu. a że nie wiem dokładnie co z tego wyjdzie-nie walczę, tylko staram się po prostu żyć bez większego analizowania tej sytuacji:) i jest mi teraz nadzwyczaj dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  24. To smutne, że jest nas tyle. I zdaje się , same kobiety. Jak ktoś zauważył, żyjemy w takiej kulturze. Dziewczynki wychowuje się by były grzeczne i miłe dla wszystkich. Chłopcy już są inaczej traktowani, im wolno zbić szybę czy ogólnie dokuczać - to norma. Wkurza mnie to, bo nie mogę się wyrwać z tej "tresury". A jeśli dodamy do tego osobiste doświadczenia, to już mamy nie zwykłe więzienie, ale Alcatraz i to z elektronicznym monitoringiem :)
    U mnie to wszystko się złożyło na blokadę w pisaniu magisterki... Jestem już dawno po studiach, czas mi się kończy, ale lęk przed (potencjalną) krytyką skutecznie odciąga mnie wciąż w sprawy bieżące... Ale może, skoro zdałam już sobie sprawę z mechanizmów, które mną powodują (tu mam na myśli te dodatkowe, osobiste), w końcu się przemogę? :)

    OdpowiedzUsuń
  25. no niestety podpisuję się pod punktem pierwszym.....ale dzięki Tobie poczułam siłę żeby zacząć to w sobie zmieniać :) dzięki Happyholic :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Wpis mnie zachwycił, bo czułam(co pewnie zostało powiedziane w komentarzach), jakbym czytała o sobie.. I również spróbuję słowa: obojętne, wszystko jedno wyrzucić ze swojego słownika. Dodałabym jeszcze stanowczość.Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  27. Spadłaś mi z nieba tym wpisem! Ostatnio nie radzę sobie z własnym życiem i ambicjami. Po wyjściu z kolejnego dołka psychicznego, w czasie którego wspomagałam się cukrem i tytoniem, nie wytrzymałam i powiedziałam: " dość! ". Poszłam do psychologa. Uświadomiła mi jedną rzecz - jestem człowiekiem, mam prawo do błędów i do tego, żeby żyć po swojemu. Kazała mi nie szukać potwierdzenia własnej wartości w oczach innych. Bądź silna i zacznij swój "prison break" :) Powodzenia! Będę trzymać za Ciebie kciuki! Internetowo i w realu.

    OdpowiedzUsuń
  28. Nawet nie wiesz jak dobrze wstrzeliłaś się z tematem tego wpisu :-)
    Ostatnio sam mam wrażenie, że nie panuję nad strażnikiem a on robi to co chcą inni.
    Dzięki :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. mam podobnie. ale u mnie występuje jeszcze jedna cela związania z jedzeniem i sama świadomie się w nią wpędziłam.
    staram się wyjść z tych wszystkich cel, które dzisiaj przedstawiłaś. punkt I i II najbardziej do mnie pasuje. Każdego dnia staram się zmierzyć z tym strachem i np. dzisiaj specjalnie ubrałam swoją różową bluzę gdzie zazwyczaj nie noszę takich kolorów i zmierzyłam się ze swoim strachem przed "co oni na to powiedzą?" Nic, nie powiedzieli nic, a ja mogłam się cieszyć że pokonałam strach a bluza ogrzała mnie w ten wietrzny dzień.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja także miałam wrażenie, że czytam osobie, bo wszystkie te trzy rzeczy także mnie dotyczą.

    OdpowiedzUsuń
  31. Dokładnie, w takim więzieniu zamykamy się sami. Czasem ciężko się uwolnić. Ja także czasem sama sobie buduję takie osobiste więzienie, dopiero tym postem mi to naprawdę uświadomiłaś. Podpisuję się pod każdym punktem, choć najbardziej jednak pasuję do mnie dwójka. :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Happyholic, powiem Ci, że wyjście z tego więzienia też ma swoje minusy. Odkąd pamiętam, zawsze robiłam i myślałam w zgodzie ze sobą, z tym czego potrzebuję i co wydaje mi się słuszne, raczej nie szczególnie patrząc na reakcje innych (mówię raczej o kwestiach światopoglądowych czy o planach na życie). Ostatnio rozmawiałam z bliską mi osobą o życiu ogólnie i co usłyszałam? "Czy nie robisz tego wszystkiego żeby szokować innych?"... Więc wychodzi na to, że nawet, gdy staramy się być w 100% sobą, można zostać posądzonym o robienie czegoś pod innych, choć w dość pokrętny sposób.

    OdpowiedzUsuń
  33. Świetny wpis. Mam nadzieję, że się nie obrazisz, jeśli dodam Cię do mojej listy najlepszych blogów o pięknych wnętrzach - Blogiopieknychwnetrzach.blogspot.com. Będzie łatwiej znaleźć Twój blog. Pozdrawiam, Ania.

    OdpowiedzUsuń
  34. oj, tak, każdy jest z nas strażnikiem własnego więzienia, co czasami faktycznie wydaje się kiepskie. często po prostu siebie się wstydzimy. pisałam o tym w moim poprzednim poście akurat. gratuluję Ci podjęcia walki poniekad z samą sobą : ) masz być nią przecież w 100 procentach! powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  35. Mój komentarz będzie kolejnym, który zacznie się od słów "jakbym czytała o sobie". Mam to samo z blogiem, mam to samo z oczekiwaniami i zadowoleniem wszystkich dookoła. Cieszę się, że o tym napisałaś - po pierwsze, to trochę otuchy dla mnie, a po drugie, przyjemnie będzie Ci kibicować w walce z tym. To zabawne, że w niektórych dziedzinach jestem poza tymi ograniczeniami, a w innych mam takie głupie lęki. Powoli wychodzę na prostą, ale samoświadomości nigdy za wiele.

    OdpowiedzUsuń
  36. oj Przykre ale wiele nas tak ma:(

    OdpowiedzUsuń

  37. /Pisałam komentarz wczoraj (nie wiem co się stało - znikł?, usunęłaś?).

    Chciałam po prostu powiedzieć, że czasem tak to jest, że chcemy być fair wobec wszystkich, a jednak to nie pozwala nam się uwolnić. Może potem wpadamy jakoś w rutynę ciągłego zadowalania innych i strachu przed oceną. Tak, jakby bycie fair oznaczało rezygnowanie z siebie.
    Trzymam kciuki. I też wciąż pracuję nad tym, by być bardziej dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie usuwam żadnych komentarzy, oprócz tych które automatycznie trafiają do spamu.

      Usuń
    2. Teraz się zastanawiam, co tam mogłam napisać ;)

      Usuń
  38. czuję się podobnie, ale wiem, że można na to spojrzeć od drugiej strony. tego rodzaju emocje są częścią nas. kultury, w której się wychowaliśmy, przekonań, które w nas wpojono i odruchów, których nas nauczono. nasze otoczenie nas kształtuje... jeśli odejmiemy te wszystkie elementy, to co z nas zostanie? nie jestem pewna, czy wiem, jaka jestem "naprawdę", pod tym wszystkim. chyba nie da się żyć tylko dla siebie, w oderwaniu, bez zważania na ludzi dookoła. już gombrowicz pisał, że z jednej gęby można uciec tylko w inną gębę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie patrzyłam na to z tej strony, ale możesz mieć sporo racji. Chyba jak we wszystkim trzeba znaleźć złoty środek. Dałaś mi do myślenia... :)

      Usuń
  39. lepiej bym tego nie ujęła, samo zycie ...

    OdpowiedzUsuń
  40. O ile pierwszy i trzeci punkt tak naprawdę średnio mnie dotykają, to drugi jest moją zmorą. Przez coś takiego studiuję coś, czego nie lubię, ale już mi mało zostało i "głupio nie dokończyć". Potem zamierzam się realizować bez względu na to, czy ucieszy to kogokolwiek innego poza mną.
    Trzymam kciuki za Twoją ucieczkę z wszystkich trzech więzień, jak chcesz, to wytatuuję komuś drogę ucieczki na plecach :D

    OdpowiedzUsuń
  41. Ciekawy wpis. Zgadzam sie szczególnie z punktem 1, ze oglądamy się na innych, co powiedzą, co pomyślą. A z blogiem nad mam tak samo:) Kilka osób o nim wie i tyle:P!

    OdpowiedzUsuń
  42. Też tak mam :) Ale staram się nad tym pracować i walczyć ze swoim wewnętrznym głosikiem.

    P.S. Jeśli dodał się jakiś inny mój komentarz wcześniej, zignoruj go. Mam jakieś problemy z komputerem ....

    OdpowiedzUsuń
  43. Świetny wpis. Jak łatwo być więźniem własnych myśli...

    OdpowiedzUsuń
  44. Również tak mam i nie było to nic co szczególnie uprzykrzało mi życie. Ostatnio jednak weszłam do tej klatki jakby głębiej, a może po prostu moje potrzeby się zmieniły. I nie mogę wyjść. Każdego wieczora mówię- jutro będzie lepiej i będziesz bardziej sobą.. guzik. To wcale nie działa. Może jak podzielę się tym z Tobą, zadziała jakaś magiczna różdżka i poczuje, że wszystko jest na swoim miejscu :). Uwielbiam Twojego bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie sama podobnie to odbieram. Zawsze miałam te ograniczenia, ale do tej pory były one dla mnie nawet wygodne. Nikt się mnie o nic nie czepiał, wszystko tak jak ma być. Ale ostatnio nawarstwiło się tyle sytuacji, że po prostu musiałam się z tego uwolnić. I wszystko zaczyna się jakoś klarować... :)

      A samo podzielenie się naprawdę działa w pewnym sensie jak magiczna różdżka - widzę to na przykładzie chociażby swoim i tego wpisu. Odkąd o tym wszystkim napisałam, naprawdę zmieniłam swój styl myślenia. Także kto wie... :)

      Usuń
  45. Myślę, że sposobem na zbędne zadowalanie wszystkich dookoła jest przypomnienie sobie wszystkich niemiłych sytuacji, które były jego skutkiem. Często niepotrzebnie dostosowując się do innych robiłam coś co nie było dla mnie korzystne. Najgorsze jednak było to, że kiedy to ja chciałam aby ktoś dostosował się do mnie, niektóre osoby albo stawiały opór albo z wielką niechęcią godziły się na to zaznaczając, że następnym razem będzie inaczej. Tego typu sytuacje nauczyły mnie, że nie warto zadowalać wszystkich dookoła. Dlatego zanim zgodzę się dostosować do znajomych, zastanawiam się czy czegoś przypadkiem przy tym nie tracę i co by zrobiła dana osoba na moim miejscu. Oczywiście nie stosuje tego rozwiązania w przypadku osób, które z racjonalnych przyczyn nie mogą czegoś dla mnie zrobić i nie wynika to z ich woli lecz z innych ograniczeń. W końcu nie chodzi tutaj o zasadę "oko za oko, ząb za ząb" ale o szanowanie własnych preferencji, z których nie zawsze należy rezygnować kosztem niepotrzebnego zadowalania innych.
    Z problemem "Co inni sobie o mnie pomyślą?" niestety jeszcze się nie uporałam, podejmę próbę ale wiem, że nie będzie łatwo :)

    PS: Justyna, niedawno przeczytałam wszystkie posty na Twoim blogu. Dzięki czemu zmieniłam swoje poglądy na niektóre tematy. Ale najważniejsze jest chyba to, że motywujesz mnie do działania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za naprawdę trafny komentarz. Czasami może faktycznie warto przekalkulować pewne w sprawy w taki dość racjonalny sposób. Nie możemy zadowolić w końcu wszystkich i co więcej takie zachowanie nie ma większego sensu, jeżeli sami na tym cierpimy. Muszę nad tym pomyśleć :)

      Usuń
  46. Co do 1 ... od dawna chcę załozyc bloga, ale wciaz rozmyslam o tym jak go nazwac, zeby innym podpasowało, by nie wysmiali... Jesli juz bedzie nie wiem czy odwaze sie o tym komus wspomniec;-)

    OdpowiedzUsuń
  47. Takie publiczne obnażenie swych słabości, zwłaszcza, jak nie jest się anonimowym wymagało odwagi. Gratuluję. Poczytałam komentarze i będę kolejną osobą, która powie "jakbym czytała o sobie". Ciekawe, bo z obserwacji swego otoczenia odnoszę wrażenie, że na tym polu funkcjonują lepiej, oczywiście każdy ma swoją celę, ale na pewno nie siedzimy w tym samym więzieniu. Ja do tej listy dołożyłabym jeszcze brak asertywności w relacjach, bo oczywiście "jak będę odmawiać i stawiać siebie na pierwszym miejscu to ludzie się ode mnie odwrócą". Czysta logika :]

    OdpowiedzUsuń
  48. Dziękuję Ci za ten post. Napisałaś czarno na białym wszystko z czym zmagałam się o dawna i o czym wiedziałam, ale nie potrafiłam tego sprecyzować, dosłownie powiedzieć sobie jak jest. Sama jestem obecnie na "życiowym zakręcie" głównie dlatego, że kierowałam się "zasadami" opisanymi przez Ciebie. Wybrałam studia, które okazały się kompletnym niewypałem, ale przez kilka miesięcy nie potrafiłam sie przyznać sama przed sobą, że wybrałam źle. Prawie doprowadziło mnie to na skraj załamania nerwowego. Na szczęście w porę oprzytomniałam i zdecydowałam się rzucić kierunek i spróbować od października na innym. Wiem, że ten problem może wydawać się błahy, ale dla osoby, która całe życie stawiała oczekiwania innych ponad swoje, to jest olbrzymia tragedia, gdy coś nie idzie tak jak powinno. Podziwiam Twoją odwagę i dziękuję Ci za nią, bo ten wpis i mi zdołał w pełni uświadomić, że to moje życie i nie mogę patrzeć na to jak widzą je inni, bo nie oni je przeżyją, tylko ja. Życzę Ci przede wszystkim żebyś się nie poddawała i podążała za intuicją, nawet gdy inni będą krzywo patrzeć ;*

    OdpowiedzUsuń
  49. jakby się zastanowić, to takie "obojętne" czy "wszystko mi jedno" i grzeczne dopasowywanie się do wymagań innych osób wynika chyba z lęku, że w jakiś sposób te osoby stracimy. Niekoniecznie pójdą sobie w siną dal, ale będą rozczarowane, a przez chłodniejsze, bardziej odległe... Przynajmniej u mnie to często tak wygląda. Od miesięcy próbuję nauczyć się mówić wprost, co myślę, czego potrzebuję i co mogę światu zaoferować i nie ukrywam, że czasem dochodzi do paskudnych spięć z otoczeniem, które przyzwyczaiłam do Tej Słodkiej i Miłej Natalii, ale... warto. Wierzę, że te moje "więzienne" relacje będą się robić coraz bardziej wolne - i uczciwe! A świat się na pewno nie zawali, co najwyżej potrzęsie i pozgrzyta. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  50. Tak trudno jest się wyzbyć narzuconych nam schematów myślenia pielęgnowanych przez lata, wbijanych nam przez otoczenie, mi też nie jest łatwo i długo analizuje krytykę. Powtarzam sobie ciągle, że grzeczne dziewczynki idą do nieba a niegrzeczne tam gdzie chcą:) ale nie raz padam na twarz i trudno mi wstać by wykrzyczeć innym w twarz tego co ja pragnę a nie oni i że to moje życie, wyłącznie moje!

    OdpowiedzUsuń