23 stycznia 2014

Chillout 11. 80% czyli perfekcjonizm kontrolowany



Sesja. Nauka do oporu. I chociaż wszystko już umiem i przewałkowałam materiał do egzaminu już kilka razy to nie wyjdę z domu, bo przecież nie mogę stracić tego 'bezcennego czasu'. Muszę być przygotowana na 110%. Sama zakazuję sobie przyjemności, chwili odpoczynku i skazuję się na stres i zmęczenie.
 
Ten sam scenariusz powtarza się we wszystkich innych obszarach życia. Poprawianie, dopracowywanie, udoskonalanie tego, co już jest wystarczająco dobre. Winny jest jeden podstępny wróg - perfekcjonizm.

Nie mogę powiedzieć, że takie podejście nie wniosło niczego pozytywnego do mojego życia. Dzięki moim niesamowicie perfekcjonistycznym zapędom:

  • przez wszystkie lata studiów dostawałam stypendium naukowe,
  • zyskuje wiarygodność we wszelkich dziedzinach - w szkole, pracy, zadaniach grupowych - w końcu wiadomo, że dam z siebie wszystko,
  • do minimum ograniczam pomyłki co jest dość istotne np. przy moim charakterze pracy,
  •  nie znam czegoś takiego, jak problem z prokrastynacją i odkładaniem na później.

I to by było na tyle pozytywów. Mroczna prawda wygląda tak, że perfekcjonizm kosztuje mnie masę nerwów i jeszcze więcej straconego czasu. Na szczęście postanowiłam się opamiętać i zastosowałam w tym celu bardzo prostą metodę.

80% - tyle naprawdę wystarczy. Nie wszystko musi być dopracowane i dopięte na ostatni guzik. Szczególnie jeżeli przez te 'drobne' poprawki tracę kilka kolejnych dni. Zapominamy o masowo powtarzanych frazesach typu "kiedy coś robisz, dawaj z siebie wszystko". Nie wszystko - to nie ma sensu i zwyczajnie się nie opłaca.

Teoria brzmi pięknie i gładko. W praktyce nie jest oczywiście tak łatwo i przyjemnie. Zaczęłam kilka dni temu od mojej największej bolączki, czyli pracy magisterskiej. Jak możecie się domyślić tworzenie tego wiekopomnego dzieła przez perfekcjonistę jest drogą przez mękę. Tym razem postanowiłam się opamiętać.

Na tablicy nad biurkiem przywiesiłam zwykłą karteczkę z napisem "80%". Możecie mi wierzyć na słowo, że ten banalny sposób naprawdę działa. Za każdym razem gdy mam ochotę coś po raz trzeci poprawić, kieruje wzrok na tą liczbę i hamuję się przed niekończącymi udoskonaleniami.

Zamiast poprawiać rozdział przez cały tydzień, rozprawiłam się z tym w dwa dni.
Czy jest idealnie? - Nie.
Czy nie denerwuje mnie to? - Trochę.

Ale dużo bardziej jestem dumna z faktu, że tym razem nie przesadziłam i mam jeszcze czas na inne, równie ważne dla mnie rzeczy i zwykłe przyjemności. Bo przecież praca i tak pójdzie do ostatecznej poprawki - niezależnie jak ją napiszę i tak będę musiała coś w niej poprawić. Jak każdy. Wcześniej chodziłam na seminarium z idealnie dopracowanymi rozdziałami i kończyło się to identycznie - zawsze trzeba coś dopisać, coś wykreślić, zmienić.

To kolejne więzienie, z którego najwyższa pora się uwolnić. I ta ucieczka zaczyna mi się coraz bardziej podobać. Ktoś się przyłącza?
48 komentarzy
  1. Łapka w górę! Zwłaszcza z magisterką! Zwłaszcza, że przeświadczenie o tym, że musi być idealnie zaczęło mnie w pewnym momencie blokować. Spadek wiary w siebie i już zrobiło się "nie dam rady, nie będzie dobrze,a musi idealnie" i nagle stoję w miejscu. A przecież 80 % wystarczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - lepsze staje się wrogiem dobrego i okazuje się, że stoimy w miejscu. Kompletnie bez sensu :)
      A przy okazji łączę się w bólu ;)

      Usuń
    2. Dzięki, otworzyłaś mi oczy na to, że w związku też nie muszę być idealna na 100 % :D

      Usuń
  2. Perfekcjonizm się przydaje, a taki kontrolowany to jest w ogóle na wagę złota :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedni z perfekcjonizmem walczą, a inni do niego dążą. Tak jak ja :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja ci mimo wszystko zazdroszczę perfekcjonizmu, bo zawsze podziwiałam takich ludzi. W moim przypadku problemem jest prokrastynacja i trudno mi jest się z nią uporać...

    OdpowiedzUsuń
  5. jak ja uwielbiam Twoje wpisy :) na każdy temat :)

    OdpowiedzUsuń
  6. no ja mam podobny charakter, wszystko poprawiam milion razy i chodzę spać ostatnia z grupy ;/

    OdpowiedzUsuń
  7. Magisterka magisterką, nawet nie chce sobie wyobrażać jak to będę pisać... ja już teraz ucząc się na zwykłe zaliczenia jak robię notatki to poprawiam je po tysiąc razy zamiast po prostu się tego nauczyć, tracę tylko czas, przez co się denerwuję. Dużo lepszy efekt uzyskuję jak notatki zrobię raz, tylko tego się nauczę i zazwyczaj to wystarcza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to bardzo dobrze z autopsji ;)

      Usuń
  8. P.S. Jak oddać głos na blog roku??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głosowanie rozpoczyna się od 30 stycznia :)

      Usuń
  9. oo, znam to uczucie, serio! wszystko mam ochotę robić sama, bo wydaje mi się,że wtedy będę mogła coś najlepiej skontrolować. rzeczy poprawiam milion razy, może i pomaga, ale właśnie, często mnie ten perfekcjonizm boli ; ) jak widać, wszystko w nadmiarze szkodzi : ) fajnie, że taka zwykła karteczka potrafi pomóc ; ) muszę spróbować tej metody!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można ją rozwiesić w różnych miejscach, albo nosić przy sobie - chociaż dla mnie wystarcza właśnie ta nad biurkiem - to w końcu przy nim najmocniej dopada mnie perfekcjonizm ;)

      Usuń
  10. Ja się przyłączę :) Mam dokładnie tak samo jak Ty i w podobnym czasie zdalam sobie sprawę, że nie ma sensu dawać 200% i tracić przy tym wiele innych pięknych chwil w życiu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja mam przeciwny problem. Strasznie ciężko jest mi się zabrać za pracę, ale zaczęłam z tym walczyć i powoli wygrywam :) Bo odkładanie na później kończy się bardzo źle i boleśnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja rowniez mialam odwrotnie. Przez okres szkolny bylam bardzo ambitna, bralam udzial w wielu przedsięwzięciach. Kiedy dogonilo mnie 'dorosle' zycie podupadlam psychicznie i zaczely sie problemy. Brak motywacji, wiary w siebie spowodowal, ze stanelam w miejscu, a moze i sie coflam. Tak, coflam sie o kilka duzych krokow. Na szczescie w zeszlym roku obudzilam sie z amoku nicosci i zaczelam dzialac. Postawilam sobie cele, ktore, wydaje mi sie, wykonalam w ponad 80%. W tym roku rowniez napisalam liste i mam zamiar ja wykonac.


    Perfekcjonizm kontrolowany jest jak najbardziej wskazany. Dazenie do lepszego wzmacnia nas, kreuje charakter i nasza osobowosc. Trzeba jednak uwazac, by nie stac sie wiezniem w swoim ciele i duszy. W labiryncie naszego umyslu latwo sie pogubic, a znalezienie wyjscia czesto jest nie lada wyzwaniem.

    Trzymam wiec kciuki za ucieczke.

    OdpowiedzUsuń
  13. ja akurat perfekcjonistką nie jestem i trochę Ci "zazdroszczę" tego plusu w postaci unikania pomyłek (prawie) wszystkich - u mnie to jest tak, że jednak do różnych spraw w życiu przystępuję nie do końca przygotowana ;) myślę że ważne jest nie tylko żeby nie być perfekcjonistą, ale żeby nie obwiniać siebie samego za to że się działa na 80 a nie 110 % - co mi się czasem przydarza.
    jak zaczynałam pisać magisterkę, sądziłam że to jest super-ekstra-najważniejsza praca w moim życiu. szybko się z tego wyleczyłam, w czym pomógł m nawet mój promotor :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Moim zdaniem prokrastynacja wiąże się z perfekcjonizmem. Piszę to na podsatwie moich doświadczeń. Jeśli coś robię to zależy mi, żeby było to wykonane na 200%, jak działać to na maksa. Z obawy przed porażką odwlekam sprawę, później już perfekcyjnie nie jest i to mnie załamuje. Tybradziej, że wiem że potrafie tylko ta prokrastynacja. Ona zniszczyła mi studia i poczucie własnej wartości :( A jak czytam wszędzie, że wszyscy sobie świetnie radzą, sa prymusami i w ogóle. To czuję się mała, nic nie warta i niepotrzeba. Bo przez prokrastynację straciłam radość i sesn życia chyba. To jest błedne koło, z którego trudnno wybrnąć. I to jest problem, a nie perfekcjonizm. Przydały by się jakieś konkretne porady jak z tym walczyć, a nie tylko musisz zacząć działać. I przepraszam jeśli ktoś się na mnie pogniewa.

    nn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest sporo racji w tym co piszesz. Zresztą prokrastynacja lub jej brak mogą wynikać z wielu różnych czynników. U mnie perfekcjonizm sprawia, że nie mam zwyczajnie czasu i energii na odkładanie rzeczy na później. Kogoś innego może to jednak spowalniać. Ile ludzi tyle osobowości :)

      Usuń
  15. Najbardziej zazdroszczę Ci jednego - nie odkładania niczego na później, bo ja czuję się w tym mistrzem i szczerze mnie to martwi. Ale masz racje, robiąc różne rzeczy nie można być dobrym we wszystkim, to po prostu oprócz zszarganych nerwów nic proporcjonalnie nie daje.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja bardzo chetnie, ale nie wiem, czy podolam. Na magisterce tez mialam stypendium i same 5, wlacznie z obrona, ale patrzac z perspektywy czasu bylam na siebie zla, ze poswiecilam (zmarnowalam?) tyle czasu na nauke. Z drugiej strony, na licencjacie nie mialam takich ambicji, jechalam na 3 i 4, a pozniej plulam sobie w brode, ze nie chcialo mi sie uczyc ;) chyba trzeba znalezc zloty srodek. Moze to wlasnie te 80%?

    OdpowiedzUsuń
  17. Lepiej zwalczyc perfekcjonizm a wypracowac sobie odruchy prawidlowej oceny priorutetow, bo w wiekszosci wypadkow w prywatnych firmach czy korporacjach sa postrzegani jako "spowalniacze" ekipy. Lepiej skonczyc projekt dla klienta na czas nawet na 80% niz dac mu tylko polowe ale idealnie zrobiona….
    Trudno to wytlumaczyc bez konkretnych przykladow, ale perfekcjonisci z zyciu codziennym maja sie zle w pracy i nie posuwaja sie do przodu wystarczajaco szybko.
    Mnie lata cale zabralo opanowanie mego dzenia do perfekcjonizmu … Powinnam byla pracowac wiecej nad swymi priorytetami zamiast czas tracic na detale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poruszyłaś bardzo ciekawą kwestię - pracę w grupach. To prawda, że w takich przypadkach perfekcjoniści mogą być bardzo trudnym ogniwem (coś o tym wiem). Wszystko jest w miarę ok, ale perfekcjonista nie zostawi tego we względnie dobrym stanie, widzi masę rzeczy do poprawek. A reszcie w kieszeniach pewnie otwiera się nóż ;)

      Usuń
  18. Och, pokaż mi jak uciec z więzienia handmadowca perfekcjonisty a ugotuje Ci co tylko chcesz~!

    OdpowiedzUsuń
  19. muszę przyznać, że nigdy nie mialam z tym problemu, nigdy nie siedzialam calymi dniami, zeby cos dopracować. Nawet wyznaję zasadę - im później tym kretywniej - przynajmniej jeśli chodzi o niektóre projekty np na studia czy jeszcze w szkole. A że późno - to czasu już na detale nie było. Wolałabym to wszystko jednak przenieś nieco w czasie i zamiast 'na końcu' robić 'na początku' a potem czas na przyjemności. U mnie zachwiana jest bardziej ta sfera, acz dzięki Tobie mogłam to zauważyć. Czas popracować nad tym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że takie robienie rzeczy jak 'na ostatnią chwilę' ale dużo przed ostatecznym terminem to może być świetny pomysł na walkę z przesadnym perfekcjonizmem ;)

      Usuń
  20. Mam skrajnie inaczej, zasada "zrob to źle,ale zrób":)

    OdpowiedzUsuń
  21. Doszłam ostatnio do podobnych wniosków, stąd powstał "Projekt Wyluzuj" najpierw u mnie na blogu a później i na fb.
    Z tym, że właściwie w dojściu do takich wniosków ktoś mi pomógł... Dopóki obracałam się w dość specyficznym gronie gdzie było wielu perfekcjonistów, nikt mi nie mówił: przystopuj, 80% wystarczy, nie musi być 150%, naprawdę. Słyszałam co najwyżej, że mogłabym lepiej zaplanować swój czas.
    A później w ręce wpadła mi książka "NIE musisz być najlepsza" i właściwie od tamtej pory coś zaczęłam zmieniać.
    I przyznaję, dobrze mi z tym :)
    Aaaa i coś jeszcze: wbrew pozorom czasem zwlekanie i prokrastynacja są drugą stroną perfekcjonizmu: kiedy ktoś chciałby zrobić coś na 150%, perfekcyjnie i zbyt boi się że takie perfekcyjne to nie będzie i nawet nie zaczyna... Nie może być super, to się do tego nie biorę. Też masakra.

    Uściski,

    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pozostaje mi nic innego, jak przeczytać tą książkę :)

      Usuń
    2. Polecam, myślę że warto :)

      Usuń
  22. Jak ja to znam :( ale ja to jestem dopiero hybryda :P albo za bardzo perfekcyjna, a przez to zmęczona, nadawana, itp, lub dopuszczam sobie (mówiąc w duchu: Koniec z perfekcjonizmem)

    OdpowiedzUsuń
  23. Słownik mi zmienia wypowiedz :P nadąsana

    A potem mam zaległości jak sobie odpuszcze. Nie potrafię tego wypośrodkować...

    OdpowiedzUsuń
  24. Świetny post;)
    Czy jest kolejny nr waszego magazynu ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co się orientuję trwają prace i nowy numer ukaże się w marcu, ale pewności nie mam. Ja już nie należę do ekipy 'Zmiany' nie mniej jednak trzymam kciuki za wielki 'come back' :)

      Usuń
  25. Nic nie musi być idealne :-)
    Dobrze jest być jak najlepszym w tym co robimy, ale bez nerwów.
    Skoro nie mamy wpływu na niektóre sprawy to lepiej zająć się tym co zależy od nas.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. Fajnie jest jak wszystko jest idealnie ale ja sama perfekcjonistka nie jestem. Nawet nią nie chce być, bo jak widzę ile pracy, wysiłku i wszystkiego innego to wymaga to dochodzę do wniosku, że to nie man sensu. Dodatkowo mam wielki problem z odkładaniem rzeczy na później. Zaczęłam z tym walczyć ale nie jest tak łatwo jakby się mogło wydawać ; p

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja się stresowałam napisaniem mgr do tego stopnia, że oddałam pracę 2 miesiące przed terminem....:/ z perspektywy czasu uważam, że głupota, krzywo na mnie patrzyli, ale ja miałam spokój i wszystko zdążyłam poprawić jeszcze przed czasem. Niestety u mnie jest inny problem - NIE UMIEM SIĘ NA NICZYM SKUPIĆ dopóki nie zrobię tego co zaplanowałam - męczące i dla mnie i dla otoczenia, chociaż najbliższych już ochraniam, nie dręczę tym, że jak coś zaplanowane to nic nie może wypaść, ale sama wciąż się z tym męczę :P Popieram Cię, nie poprawiaj po raz setny (nie chodzi tylko o mgr) bo i tak znajdzie się ktoś kto wytknie błąd :P Chyba mój pierwszy komentarz, ale dodam że super blog :) przepraszam, że chaotycznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat jeżeli chodzi o oddane magisterki, to też mam to zamiar zrobić kilka miesięcy przed terminem :) Dla samej siebie. Niech też coś skorzystam z tego mojego perfekcjonizmu ;)

      Nie mam jednak zamiaru ślęczeć nad tym wszystkim tyle czasu co dotychczas i tak jak piszesz po raz setny coś poprawiać - i takiemu podejściu właśnie wytaczam walkę :)



      Usuń
  28. Ja raczej nie mam z tym problemu, są dziedziny w których robię coś na 110%, ale moim problemem jest to, że w niektórych przypadkach powinnam dać z siebie więcej, a daję za mało...
    Trzymam za Ciebie kciuki i za siebie też, aby dawać z siebie troszkę więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Czasami warto sobie odpuścić. Świat się przecież przez to nie zawali. O czym piszesz pracę? :)

    OdpowiedzUsuń
  30. muszę wziąć sobie do serca Twoje słowa :) zachęciąłś mnie, żeby zostać na dlużej :) obserwuję!

    pozdrawiam!

    http://opowiescistypendialnepooja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  31. W filmie dokumentalnym o siostrach Williams jedna z nich mówi "Ci z obsesją są w porządku, perfekcjoniści to świry" :) Nie da się ukryć, że coś w tym jest. Nie można być we wszystkim najlepszym, po prostu się nie da, tak jest ten świat urządzony i... to chyba dobrze. Trzeba się tylko umieć do tego dostosować co wcale nie jest takie łatwe :) Powodzenia dla perfekcjonistów przy udoskonalaniu (w odpuszczaniu) samych siebie. Just let it go! :)

    OdpowiedzUsuń
  32. oj ja też muszę nad sobą popracować, bo albo robię coś na 100% (i potem, jak coś "nie wyjdzie" to jest mi bardzo przykro) albo robię coś "po łebkach" i jestem zła bo efekt wiadomo jaki jest - marny. Dlatego muszę to wypośrodkować i dawać z siebie 80% o których piszesz :)

    Powodzenia w pisaniu pracy! Ja swoją nareszcie skończyłam i wydrukowałam, we wtorek lecę załatwiać formalności zw. z obroną (ale co się namęczyłam, napoprawiałam i nawściekałam to hooo-hoo, więc wiem o co chodzi ;)). Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja mam z kolei odwrotnie, moje perfekcjonistyczne zapędy zostają tylko wmojej głowie i dla mnie ostatnimi czasy rządzi 51% (by zdać) we wszystkich możliwych trybach :P Ale łał! Ja jeszcze nie zaczęłam się porządnie uczyć do sesji a to już w tym tygodniu :P Ale fakt, jak się skupia na wykonaniu zadania i nie daje sobie chwili odpoczynku, ma się wyrzuty sumienia z kazdej zmarnowanej minuty i wtedy jest jeszcze gorzej. Brawo! :*

    OdpowiedzUsuń
  34. No tak perfekcjonizm.... Też to mam :) dotkliwy jest i wredny i męczący... ale i tak sobie z nim daję radę!

    OdpowiedzUsuń
  35. Hej, hej. Ja się w końcu przyłączam!
    I 'kradnę' grafikę do siebie na bloga, mogę? ;)

    OdpowiedzUsuń