04 grudnia 2013

Projekt Chillout - Sposób na pokonanie strachu przed wystąpieniami publicznymi

Projekt Chillout to nie tylko moje wyzwania i eksperymenty związane z mniej stresującym życiem. Chcę opisywać w nim zarówno moje własne przemyślenia, wypróbowane metody jak i zupełne nowości oraz sposoby jakie z powodzeniem stosują w swoim życiu inne inspirujące osoby.

Dzisiaj chciałabym przedstawić wam wpis autorki bloga Dagonfly, która oprócz tworzenia magicznych ilustracji oraz inspirujących tekstów, stosuje w swoim życiu pewien niezwykły sposób na radzenie sobie ze stresem związanym przede wszystkim z wystąpieniami publicznymi.

Mam nadzieję przetestować go przy najbliższej możliwej okazji, chociaż z wystąpieniami publicznymi nie mam ostatnio zbyt wiele wspólnego. Mam za to kilka pomysłów jak wdrożyć ten pomysł w zupełnie innych sytuacjach!

Koniec moich wynurzeń - zapraszam do poznania metody, która tak zainspirowała Dagmarę !
 




Wyobraź sobie, że grasz czy śpiewasz i któregoś dnia dostajesz szansę zagrania koncertu. Jak się czujesz przed wyjściem na scenę? Zżera Cię stres czy nie masz żadnego problemu z wystąpieniem? Albo może masz okazję przeprowadzić jakieś szkolenie czy prezentację w pracy. Rezygnujesz, bo trema nie pozwala Ci się przełamać czy bez problemu podejmujesz wyzwanie?

Jeśli w takich i podobnych sytuacjach blokuje Cię stres, poczuj teraz powiew optymizmu! Mnóstwo ludzi zmaga się ze strachem przed wystąpieniami publicznymi, a z tego rodzaju stresem naprawdę można sobie poradzić.

Jeśli myślisz, że wystarczy nigdzie nie występować, by nie musieć się z tym mierzyć, mylisz się. Od czasu do czasu przychodzi taki dzień, że po prostu musisz stanąć przed grupą ludzi i coś powiedzieć. A warto to robić. By pokazać się innym, by osiągnąć więcej, by uwierzyć w siebie.
Ja też nigdy nie czułam się komfortowo, gdy musiałam przemawiać w większym gronie, a co dopiero stać na scenie. Kiedy byłam mała, angażowano mnie w absolutnie wszystkie możliwe przedstawienia szkolne i pozaszkolne i po prostu niewiele miałam do powiedzenia. Wychodziłam, grałam swoją rolę i zwykle wszystko szło dobrze, ale tylko ja wiem, ile stresu mnie to kosztowało. Wydawać by się mogło, że przez te wszystkie lata przyzwyczaiłam się do różnych wystąpień i z czasem powinno być coraz lepiej. Ale ze mną jakoś tak nie było. Gdy byłam starsza i nie musiałam już brać udziału w akademiach i tego rodzaju wydarzeniach, po prostu sama się w to nie angażowałam. Minęło kolejnych kilka lat, aż przyszedł czas studiów. A tam: to trzeba było wyjść i się przedstawiać zupełnie nowym ludziom, to przeprowadzić zajęcia, to szkolenie w grupie i... jak ja się stresowałam!

Paradoksalnie, naprawdę  chciałam prowadzić warsztaty, wyjść na scenę i mówić zupełnie swobodnie, a potem słyszeć pochwały, że było świetnie. Nie potrafiłam się jednak przemóc, stres dosłownie zżerał mnie od środka.

Dziś tak się jakoś poukładało, że mam okazję do występowania na scenie (choć przyznam, że wieki trzeba było mnie namawiać, a i dziś nie przychodzi mi to lekko). Lubię jednak to poczucie, że się przełamałam i zrobiłam krok naprzód. Z każdym kolejnym wyjściem jest coraz lepiej.

Poza tym, poznałam sposób, który naprawdę odmienił moje podejście do tremy, jaka dopada mnie przed wyjściem zza kulis. W jednym z wywiadów zdradził go Josh Pais, aktor (m.in. Wojowniczy żółwie Ninja, Touchy Freely, Telefon, Piękny umysł). Słowa Josha tak mi się spodobały, że obejrzałam wideo kilka razy.

Oto on – genialny sposób na oswojenie strachu przed wystąpieniami publicznymi.

Najpierw jednak musisz uświadomić sobie, że ten strach, czy swego rodzaju nieśmiałość, jakiej doświadczasz w sytuacjach wystąpień publicznych, jest super! Wcale nie musisz próbować go pokonać. Brzmi szalenie, ale na tym właśnie polega innowacyjność tego podejścia. Josh mówi o trzech ważnych rzeczach:

 

Jesteś wibratorem

Skąd taka metafora? Mały Josh bardzo chciał wiedzieć, czym właściwie zajmuje się jego ojciec. Nieraz pojawiał się z nim w pracy, ale zupełnie nie umiał pojąć, na czym ona polega. Któregoś dnia ojciec Josha, gdy ten miał około 6-7 lat, próbował mu wyjaśnić, czym się zajmuje. Zapytał syna:

- Widzisz ten stół?

Mały Josh, nieco zniecierpliwiony, przytaknął. A wtedy ojciec ciągnął dalej:

- Najmniejsze cząsteczki tego stołu są dokładnie takie, jak najmniejsze cząsteczki w Twoim kolanie. To atomy. I właśnie to badam. Badam cząsteczki z jakich składa się wszechświat.

Całkiem zgrabne wytłumaczenie, prawda? Jednak wtedy chłopiec kompletnie nie rozumiał, o co chodzi.

- Jestem taki sam jak stół? - myślał, nie widząc żadnego podobieństwa.


Dopiero wiele lat później, gdy Josh zaczął występować w filmach i zmagał się z wieloma emocjami, tremą, nieśmiałością, przypomniał sobie tą historię. I pomyślał: Dlaczego to drżenie, które wciąż czuję w środku uważam za coś złego? Przecież to tylko atomy, które we mnie wibrują.

Poczuj się wolny. Cały ten stres, drżenie nóg, to dziwne uczucie w środku, kiedy czujesz, że przewraca Ci się w żołądku, to tylko wibracje, zupełnie normalna część życia. Atomy wibrują też w stoliku, na który właśnie spojrzałeś, w mikrofonie, który trzymasz w ręce i w scenicznych deskach, na których zaraz staniesz. Uświadomienie sobie, że te wibracje nie są ani dobre, ani złe jest kluczem. One po prostu są, a my powinniśmy nauczyć się ich doświadczać, a nie traktować je jako coś strasznego.


Nazwij swoje wibracje

To najzabawniejsza część oswajania ich! Możesz nazwać je Łuuuu albo Khaleesi (jeśli oglądasz Grę o tron i to imię kojarzy Ci się z siłą) – jak wolisz! Niech to będzie coś osobistego, coś co pasuje właśnie do Ciebie. Kiedy będziesz miał przeprowadzić jakąś prezentację i poczujesz te dziwne wibracje w żołądku, ale powiesz sobie Jestem Łuuuu!, będzie Ci łatwiej oswoić tą sytuację. Poza tym taki wewnętrzny okrzyk doda Ci energii.


Przyjmij to, nie ukrywaj

Jak mówi Josh Pais, te wewnętrzne wibracje są paliwem do podjęcia działania. Napędzają Cię i dają kreatywnego kopa zanim wyjdziesz do ludzi. Nieśmiałość to też część Ciebie, przyjmij ją i bądź prawdziwy. Im bardziej chcesz ją gdzieś zepchnąć i stłamsić, tym bardziej jesteś zagubiony. I ludzie to czują, czują że jest w Tobie coś, czemu nie mogą ufać.

Zresztą, przypomnij sobie jakieś inspirujące wykłady czy wystąpienia. Nieraz zdarza się, że ktoś jest zdenerwowany, ale i tak wszystkie oczy i uszy skierowane są właśnie na niego, bo to co mówi, przyciąga. Bo jest szczere, bo pochodzi z serca.

Warto szukać swojego sposobu na stres. Może akurat ten jest dla Ciebie. Spróbuj.

Sama miałam ostatnio okazję prowadzić imprezę kulturalną i kiedy stałam cała stremowana jeszcze przed wyjściem na scenę, przypomniałam sobie, że to tylko atomy urządzają sobie dzikie tańce gdzieś w moim brzuchu. Już sama ta myśl pozwoliła mi się uśmiechnąć i rozluźnić.

Najlepiej posłuchaj całego wywiadu z Joshem Paisem tu:


Usłyszeć te rady od samego Josha – to robi największe wrażenie.

Josh uczy tej metody na swoich treningach adresowanych m.in. do artystów. Chwilę po tym, jak umówiłam się z Justyną na ten właśnie tekst, Marie Forleo, która przeprowadziła wywiad z Joshem (prywatnie jego partnerka), napisała na swojej stronie na Facebooku, że wideo z wywiadem zebrało najwięcej komentarzy w całej historii MarieTV. A komentarze są bardzo pozytywne, sam zobacz. I koniecznie wypróbuj ten sposób przy najbliższej okazji.

Na końcu filmiku jest jeszcze maleńki bonus – dowiesz się, co możesz robić, by stres trwał zaledwie 7-12 sekund. Tak, to tak krótko, jak jedna trzecia trwania przeciętnej reklamy. Warto zajrzeć!


Dagmara Kuprian /www.dagonfly.pl
 

Zobacz też mój profil na Facebooku
Obserwuj Happyholic na BlogLovin 

13 komentarzy
  1. Jutro to przetestuję. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie stresnie zżera na scenie, lubię występować, wręcz uwielbiam. Za to "umieram" ze strachu na każdej rozmowie kwalifikacyjnej. Nie boję się tego co powiem, a raczej co za głupoty do testowania wymyśli kolejny potencjalny szef. Ajajaj. Pozdrawiam :-). Dominika :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo skomplikowane... Ja nie mam najmniejszych oporów przed wystąpieniami publicznymi i dam wam złota radę: ćwiczyć, mówić, praktykować! Nie ma na świecie człowieka, który by się nie denerwował gdy ma zacząć wystąpienie przed publiką!

    Ja na dobry początek przedstawiam się (bo tu ciężko o pomyłkę) i ucinam sobie krótką rozmowę z salą np. o tym jakie są ich oczekiwania, co już wiedzą - nawiązuję kontakt i ich oswajam. A potem już mówię, a właściwie to rozmawiamy jak znajomi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozazdrościć :) Ale jak najbardziej zgadzam się, że nie ma to jak wystawianie się na próby i ćwiczenie. Z każdym kolejnym razem jest łatwiej.

      Usuń
  4. Ja niestety też nie jestem mistrzem w wystąpieniach. Zazdroszczę osobom, które mają taką lekkość wypowiedzi... bardzo zazdroszczę. Ja ogólnie mówię normalnie, ale podczas mówienia w szerszym gronie - mówię szybciej (to bym jeszcze zniosła), jąkam się i brakuje mi słów na nazwanie jakiejś rzeczy lub czynności - i wychodzi ' no ten taki, no jak to było..' - nie znoszę tego! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ride it ; ) Don't hide it ; ) Świetne rady! Ja tam lubię wystąpienia publiczne, ale i jak każdemu, towarzyszy mi podczas nich stres. Zamierzam nazwać swoje i wibracje i kolejnym razem, czuć się lepiej! I'm shazaaaam. bardzo inspirując tekst! I dzięki Tobie poznałam MarieTV! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemal poczułam z jaką energią wypowiedziałaś 'shazaaaaam' ;)

      Usuń
  6. Ja zauważyłam, że z nerwów więcej niż zwykle macham rękoma (a normalnie macham i tak bardzo dużo). Stres zawsze był, jest i będzie, ale ja jako swój patent mam patrzenie ponad głowy publiczności, jednak jako nauczyciel nauczyłam się patrzeć na wszystkich oglądających, i wcale nie czuję stresu ;) czasem jak zżera mnie trema to nucę ulubioną i najbardziej pozytywną piosenkę jaką tylko znam ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy stoi się przed większą publicznością podobno pomaga też patrzenie na jedną osobę siedzącą w głębi sali :)

      Usuń
  7. Jejku, mnie na szczęście problem lęku przed wystąpieniami nigdy nie dotyczył. Ale pamiętam raz, nawet się jakoś specjalnie nie stresowałam, ale na środku klasy w czasie praktyk daaaawno temu nagle ciało zaczęło mi sie dziwnie zachowywać - słowa mi się plątały, nie mogłąm mówić "głośno i pewnie" - dziwne uczucie. Od tego czasu rozumiem, że są osoby, które takie wystąpienia stresują i nic na siłę, bo to jednak nie taka bułka z masłem jak mi się wydawało wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny post - mi jako studentce chemii podoba się nawiązanie do atomów ;)
    W świecie wszystko drga :D

    OdpowiedzUsuń
  9. A mi mówili, żeby nago przed lustrem mówić przemówienie i mi pomogło

    OdpowiedzUsuń
  10. Też wykorzystuję ten patent z patrzeniem ponad głowy publiczności i świetnie się sprawdza! Polecam każdemu :) Często występuję publicznie i za każdym razem towarzyszy mi jakiś stres, ale teraz ten stres potrafi być motywujący :)

    OdpowiedzUsuń