08 grudnia 2013

Chillout 3. Zarządzanie problemami

No dobrze...koniec żartów. Tydzień temu wzięłam się na jeden z najważniejszych jak podejrzewam kroków w moim projekcie Chillout. Zarządzanie problemami i stresującymi sytuacjami. Brzmi nudno i przytłaczająco, ale powiem szczerze, że to ćwiczenie wniosło naprawdę sporo świeżości i spokoju do mojego umysłu. Chociaż minęło zaledwie siedem dni od wprowadzenia tego 'systemu organizacji problemów' do mojego życia, już czuję, że mam nad wszystkim znacznie większą kontrolę, a to z kolei obniża poziom codziennie odczuwanego przeze mnie stresu (tak - wciąż jest, ale dużo, dużo mniejszy). Ale po kolei...



 

1. Lista wszystkich problemów i stresujących sytuacji

Spisanie listy - to już w zasadzie tradycyjny punkt większości systemów organizacji - czy to czasu, czy tak jak w tym przypadku problemów. Znalazłam moment spokoju i ciszy, przysiadłam z notatnikiem i zaczęłam spisywać wszystko, co tylko mnie stresuje. Praca magisterska, zaliczenia, zdrowie itd. Udało mi się zapisać ponad 30 tego typu haseł. Myślałam także o wszystkich powtarzalnych źródłach stresu - codziennych (takie jak zbyt późne wyjeżdżanie z domu do pracy), cotygodniowych (projekty związane ze studiami) czy też miesięcznych (zbieranie od klientów pewnych dokumentów na koniec każdego miesiąca). Następnie dałam sobie jeszcze 2 dni, w trakcie których dopisywałam do listy wszelkie sytuacje jakie dodatkowo przyszły mi do głowy. Już samo spisanie problemów odkryło dla mnie swoje terapeutyczne działanie. Nie wiem jak to się dzieje, ale spisane na papierze problemy od razu wydają się mniej przytłaczające. Magia.

2. Prosta segregacja

Gdy poczułam, że wyczerpałam już większość pojawiających się problemów, przystąpiłam do ich segregacji. Nic specjalnie trudnego. Zakreślacz w dłoni i podkreślanie problemów, które można rozwiązać stosunkowo łatwo i w najbliższym czasie. Wbrew moim oczekiwaniom, znalazłam całkiem sporo takich punktów na liście. Był to dla mnie kolejny moment ulgi - zobaczyłam, że to czym się stresuję można naprawdę prosto zniwelować.

Jak łatwo się domyślić, przy każdym takim punkcie w następnej kolejności zapisywałam pierwszy krok, jaki mogę wykonać w celu pozbycia się go z listy. Poszło stosunkowo prosto i bezboleśnie.

Trudności pojawiły się przy drugiej grupie problemów - już nie tak prostych do rozwiązania, cyklicznych czy też po prostu poważniejszych. W tym przypadku trudniej było mi myśleć kreatywnie i obmyślać pierwsze kroki w celu ich zniwelowania czy też chociażby zminimalizowania. Gdy utknęłam przy jednym problemie kompletnie nie mając pomysłu na jego rozwiązanie, postanowiłam skorzystać z najstarszego chyba sposobu działania w takich sytuacjach - przespanie się z problemem. Po obudzeniu miałam już pełno nowych pomysłów i zakończyłam wypisywanie rozwiązań przy wszystkich stresujących sytuacjach. Znowu magia.

3. Realizacja

I wreszcie najważniejszy punkt - działanie. Sama lista rozwiązań to w końcu mało znaczący świstek papieru. Uspokaja - owszem. Wprowadza strukturę w zarządzanie problemami, ale nie zastąpi działania i aktywnego niwelowania stresu.

Żeby nie tworzyć nad sobą kolejnej presji, postanowiłam dość luźno podejść do tych działań. Założyłam sobie tylko jeden cel - codziennie wykreślić chociaż jeden z kroków, które zapisywałam przy pomysłach rozwiązań problemów. Po to by czuć, że realnie posuwam się do przodu. Jednego dnia byłam nastawiona naprawdę entuzjastycznie, udało mi się pozbyć całkowicie trzech problemów. Innego wykonałam tylko jeden krok. Ale codziennie coś dla siebie robiłam. I to naprawdę przyniosło efekty.

4. Dziennik Stresu

Miałam lekkie opory przed tworzeniem takiego notatnika. Nie da się ukryć, że brzmi wyjątkowo pesymistycznie i dobijająco. No ale cóż, na tym polega projekt, by próbować różnych rzeczy. Jednorazowe stworzenie listy nie ma większego sensu - siłą rzeczy, w życiu ciągle pojawiają się nowe stresujące sytuacje. Taki dziennik ma służyć temu, by momentalnie je wychwytywać, strukturyzować, obmyślać rozwiązania i dzięki temu mieć nad nimi większą kontrolę. Brzmi sensownie.

Wyciągnęłam z szuflady notatnik, zapisałam tytuł 'dziennik stresu' i postanowiłam wszędzie go ze sobą nosić. Ale niestety ta metoda szybko okazała się dla mnie nieskuteczna. Ciągle zapominałam zabierać ze sobą notatnika. Musiałam obmyślić coś innego.

I tak powstał mój mobilny 'dziennik stresu' w Evernote. Telefon mam w większości sytuacji przy sobie. Od tej pory mój system zapisywania problemów działa  bez zarzutu!

Efekty

Jak już wcześniej wspominałam, jestem zachwycona rezultatami tego ćwiczenia i systemu w jaki zorganizowałam stresujące sytuacje. Zwykłe zapisanie problemów, obmyślenie sposobów ich rozwiązania daje niesamowite poczucie kontroli oraz zrozumienie, że nie jestem skazana na codzienny stres. Podstawowa zmiana myślenia - przyjęcie pro-aktywnej postawy - działa cuda. Szczególnie dla dość twardo stąpających po ziemi osób jak ja. Relaksacja, medytacja jak najbardziej mogą być skuteczne. Ale realne odczucie, że radzę sobie z kolejnymi problemami jest dla mnie prawdopodobnie jeszcze cenniejszym doświadczeniem.


Zobacz też mój profil na Facebooku
Obserwuj Happyholic na BlogLovin 

52 komentarze
  1. Coś idealnego dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem wielką fanką różnych list ale akurat taka się u mnie nie sprawdzi bo nie bardzo się stresuję. Jakoś nie mam z tym akurat problemu, czasem się denerwuje ale tylko wtedy gdy robię coś nie tak jak powinnam i sama siebie "rozczarowuję".

    OdpowiedzUsuń
  3. oo a ja to mam ostatnio tyyyyle stresów, że chętnie z Twojego pomysłu skorzystam:) Zobaczymy, czy pomoże:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziennik stresu faktycznie brzmi lekko dołująco - może zmień nazwę na Dziennik radzenia sobie ze stresem czy coś? Choć to byłoby za długie może... a Evernote używam sama i bardzo polecam. Nie wiem czy ogarnęłabym całe świąteczno-prezentowe zamieszanie i w życiu i na blogu bez tej aplikacji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam nad czymś innym, ale wszystkie nazwy był zbyt długie - zresztą w tym przypadku do nazwy nie przykładam większej uwagi, liczą się rezultaty :)

      Usuń
  5. wow, jestem zadzwiona rezultatami : ) jeśli naprawdę takie zmiany gwarantują poczucie kontroli i zmniejszony stres, to chyba muszę zacząć działać, a nie tylko podziwiać :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. każda lista działa - dla mnie- zbawiennie, jednak, pisania tej bym się nie podjęła. Dlaczego? Mocno odczuwam stres i choć wiem, że to mało produktywne, staram się myśleć o tym, kiedy jest to konieczne. Nie chcę stresować się na zapas :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba też będę musiała stworzyć taki dziennik skoro widać efekty :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja dodałbym jeszcze słowo archiwizacja :-) Wszystkie rzeczy/projekty/dokumenty które już nie są potrzebne do "archiwum" by nie zajmowały niepotrzebnie miejsca.

    Pozdrawiam Paweł Zieliński

    OdpowiedzUsuń
  9. Brawo :)

    Racjonalizacja i nazwanie problemów to najważniejszy krok w ich pokonaniu - kurczą się do realnych kształtów i zarysu.

    Regularnie dochodzę do dziwnego wniosku, że dopóki mam cegłofon a nie smartfona mój rozwój osobisty wlecze się jak ślimak... Ale mały notesik mieszkający w torebce pomaga, bo można w nim notować na bieżąco a potem w domu przyporządkować zapisek do właściwej listy, listę położyć na odpowiedni stosik i to, czy sięgnę na ten stosik zależy już tylko ode mnie a nie modelu telefonu, który posiadam :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Ogólnie pomysł bardzo mi się podoba i na pewno wypróbuję. Chociaż u mnie może nie do końca się sprawdzić, bo ja się stresuję czasami absurdalnymi rzeczami - np. tym, że wydaję jakąś większą ilość pieniędzy, mimo że tę kasę spokojnie mam i nie będzie tak, że mi zabraknie, ale ja i tak mam stresa. Tu niby mogłaby pomóc analiza konta i wydatków, ale nawet to mi nie pomaga. Pojęcia nie mam jak zmienić u mnie właśnie takie głupie myślenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo podobnie z kwestią pieniędzy - wkrótce będzie post o tym, jak zarządzam swoimi wydatkami :)

      Usuń
  11. Co to za aplikacja na ekranie telefonu? Ja też robię sobie listy ważnych rzeczy do zrobienia tego dnia... zazwyczaj wszystko na liście jest stresujące, ale jakoś daję radę, chociaż zazwyczaj nie udaje mi się zrobić więcej niż kilka punktów z listy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Evernote :) Więcej niż kilka to zawsze więcej niż nic... :)

      Usuń
  12. Ten post spadł mi z nieba, a raczej z internetu. Jestem okropnie zestresowana i najgorsze że nie umiem sobie z tym poradzić..

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo pomocny post.Przyda mi się:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Spisywanie na papierze listy stresorów faktycznie jest pomocne, zdarzyło mi się to zrobić raz. Problem pojawił się przy tych pozycjach, do których nie udało mi się wymyślić rozwiązania, w związku z czym stres nie minął. Ale może powinnam dać sobie więcej czasu. Wystarczająco mnie zachęciłaś, dam tej metodzie jeszcze jedną szansę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam ja swoją listę tworzyłam przez około trzy dni - na początku też nie miałam żadnego pomysłu do pewnych stresujących punktów, po jakimś czasie jednak znalazłam rozwiązanie :)

      Usuń
  15. Spisanie problemów- dobra myśl, na kartce są takie uporządkowane i można spróbować do nich podejść inaczej, rozwiązać je.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nigdy nie myślałam nad takim sposobem rozwiązywania problemów. Może warto spróbować

    OdpowiedzUsuń
  17. chyba tez powinnam zaczać spisywac swoje stresy, bo czasem aż cięzko mi od analizowania wszystkiego w glowie, ale troche się boje tego że jak zobacze to wszystko na papierze, to się zdołuje jeszcze bardziej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy od podejścia do problemów - na mnie działa mobilizująco i uspokajająco :)

      Usuń
  18. Na mnie świetnie działają wszelkiego rodzaju listy. Ilekroć mam mnóstwo spraw do załatwienia, prezentacji, kolokwiów i innych rzeczy i stresuję się tym wszystkim, jestem przekonana, że nie dam rady, siadam z kartką i długopisem, spisuję wszystko, a potem zaczynam po kolei od zadań, które najszybciej mogę zakończyć, realizuję je i wypełniam. Czasem zdarza się, że nie uda mi się wszystkiego wykreślić z listy, ale wiem, że i tak zrobiłam takim sposobem więcej niż gdybym nie miała tego spisanego tylko działa na hura z bałaganem, który mam w głowie. No i oczywiście listy zakupów - inaczej nigdy nie kupiłabym wszystkiego, czego potrzebuję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. U mnie samo spisanie rzeczy stresujących powoduje dużą ulgę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak Tobie zadziałało, to mi pewnie też :)) Tylko mam podskórne wrażenie, że - to nie przechwalanie, ani licytacja!!! - u mnie ta lista stresujących rzeczy nie skończy się przed 50 numerkiem :// ale może tym bardziej warto to zrobić :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im więcej pozycji na liście tym więcej przyjemności z wykreślania :D

      Usuń
  21. mysle ze wybitnie terapeutycznie zadziala na mnie na pewno samo wypisanie problemow, ktore gdzies sie rozbijaja na tyle glowy i sa stresogenne... wspaniala inicjatywa!

    OdpowiedzUsuń
  22. Najlepszy blog ever. A tekst jak zwykle świetny!

    OdpowiedzUsuń
  23. podoba mi się podejście do problemu :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. fajne to!:)) koniecznie wypróbuję!

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja w sytuacjach stresujących panikuję i wyobrażam sobie, że zadań jest tyyyyle, że terminy gonią, że nie ogarnę. Spisanie listy rzeczywiście działanie terapeutyczne. Nagle widzę, że terminy gonią, ale niektóre zadania nie są aż tak pilne; że wystarczy chwila zaplanowania i będzie ok :) Z kolei dziennik stresu chyba podziałałby na mnie dołująco, wolę systematycznie tworzyć listy, odhaczać zadania, przypominać sobie, jak zaplanowałam działanie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - poruszyłaś jeszcze jeden ważny temat. Dzięki spisaniu problemów można też zobaczyć, że nie wszystkie stresujące zadania, zobowiązania są aż tak pilne, jak się wydaje, gdy nie mamy tego wszystkiego spisanego :)

      Usuń
  26. Strasznie ciekawe, co piszesz. Metoda wydaje się nietrudna i jednocześnie efektowna, chętnie ją wypróbuję ;) Twój blog jest bardzo inspirujący i szkoda, że dopiero teraz tutaj trafiłam. Muszę cofnąć się w czasie i przeczytać go od początku ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mi stresów nie brakuje więc miałabym co zapisać na takiej liście. Jednak nie jestem do końca przekonana, czy takie spisanie i ciągłe przypominanie sobie o tym, co mnie stresuje, jest dobre. Ale spróbować można, bo i tak siedzi to człowiekowi mocno w głowie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli to są rzeczy, które zależą od nas, naszego działania to myślę, że to działa bardzo dobrze. Nie chcąc już więcej na to patrzeć, po prostu bierzemy się do działania :)

      Usuń
  28. jakby tak się nad tym zastanowić, to samo pisanie zajęłoby maaasę czasu. a tę masę czasu można poświęcić na realne rozwiązywanie problemów. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie totalnie pokrętna logika. W trakcie czytania tego typu postów i setek innych czynności też możnaby rozwiązać sporo realnych problemów. Z tą różnicą, że zapisanie własnych problemów już do czegoś przybliża i nadaje kierunek działaniom ;)

      Usuń
  29. Plan jest świetny, posegregowanie zadań i zmartwień według trudności (lub terminu) a następnie konsekwentne radzenie sobie z nimi. Brzmi świetnie, zwłaszcza jeśli plan się powiedzie. Ja jeszcze dodała bym listę rzeczy zrobionych aby widzieć efekty co wydaje mi się lepszym i mniej czasochłonnym niż prowadzenie dziennika :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lista rzeczy zrobionych to może być świetne uzupełnienie :)

      Usuń
  30. Dużo osób boi się zapisywać na kartce swoje problemy - boją się, że staną się wtedy realne. A przecież uświadomienie sobie ich, to pierwszy krok w walce z nimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - niezależnie od tego czy je zapiszemy czy nie, one w końcu istnieją. Tylko jasno zdając sobie z nich sprawę łatwiej podjąć jakiekolwiek działanie.

      Usuń
  31. Zapisywanie spraw jest dobre, to chyba najlepsze rozwiązanie dla tych, którzy się boją życia i dla tych, którzy już się nie boją :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Kiedy napisałaś, że Twoim nowym projektem będzie walka ze stresem, byłam trochę zdziwiona - chyba sądziłam że ktoś kto pisze tyle o szczęściu, nie ma problemu ze stresem ;) W pierwszej chwili pomyślałam też, że to chyba nie jest temat dla mnie - owszem, mam stresy różne, ale czy aż tyle żeby brać się razem z tobą za taki projekt...?
    Ale teraz myślę, że z tym stresem to jest u mnie sprawa bardziej skomplikowana. Z natury jestem osobą która nie lubi opowiadać o swoich problemach, często nawet bliskim mi osobom mówię o czymś dopiero gdy stanie się to poważne. Być może niektórzy sądzą że w takim razie nie mam tych problemów, a tymczasem one siedzą w środku. Czasem sama sobie ich nie uświadamiam, bywa że dopiero moje ciało daje mi znać, że z psychiką coś nie tak.
    I dlatego postanowiłam jednak wczytać się w Twoje posty, zwłaszcza ten o zarządzaniu problemami wydaje mi się ciekawy :) trochę się obawiam, że może być mi trudno wymyślić co zrobić z niektórymi problemami, ale postaram się spróbować. Najtrudniejsze chyba jest dla mnie przyjęcie takiej pro-aktywnej postawy, o której piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo zestresowaną osobą - niektórzy mylnie odbierają moją postać. Myślą, że jeżeli pisze bloga o szczęściu to jestem totalnie wyluzowana, zawsze beztroska itd. A to nie jest tak :)

      Mam bardzo podobnie - również ciężko mi dzielić się swoimi problemami z innymi, duszę je w sobie. Ale mam nadzieję, że ten projekt zmieni moje podejście :) Niektóre problemy faktycznie na pierwszy rzut oka wydają się trudne do rozwiązania, ale w końcu na pewno przyjdzie ci do głowy jakiś pomysł. Im mniejszy będzie to krok tym lepiej. Najtrudniej w końcu zacząć!

      Usuń
  33. Ja (dopiero!) niedawno odkryłam, że pisanie pomaga .. różne formy: do przyjaciółki, bloga, dla siebie krótkich notatek.. Sam fakt zapisywania czegoś zmienia w człowieku nastawienie.. nie wiem za sprawą czego, ale tak już w moim przypadku jest ;) Dlatego m.in. dopiero teraz wciągnęło mnie blogowanie (tak sądzę) :)

    Tak jak Ty (tak wnioskuję po tym poście) czasem analizuję siebie, swoje reakcje na pewne rzeczy w celu polepszenia po prostu "jakości" swego żywota :P Wielu zapomina o tym, a to prosta forma do wyciszenia siebie i zrozumienia naszych emocji (co w konsekwencji pozwala się z nimi uporać). Dobra kończę, bo filozofuję :P

    Pozdrawiam i cieszę się, że w przypływie chęci ponownego zorganizowania siebie trafiłam tutaj :D
    Violetta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, będę testować nawet specjalny rodzaj pisania jako osobny punkt projektu Chillout :)

      Usuń
  34. A jak pokonać stres związany z przemówieniami, prezentacjami. Próbuje od dwóch tygodni i ciągle wychodzi kiepsko...zamiast poprawy widzę pogorszenie swojej sytuacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym jest poprzedni wpis, jaki gościnnie napisała na moim blogu Dagonfly :)

      Usuń