15 września 2013

23 kroki do szczęścia: 17. Walka z bylejakością

Muszę się do czegoś przyznać - tkwią we mnie dwie skrajności... I mimo całego mojego uwielbienia do celebracji życia, jednocześnie jestem niechlubnym "mistrzem bylejakości".



Podejrzewam, że wynika to z mojego perfekcjonizmu. Czasem gdy coś chociaż w małym stopniu nie jest tak idealne, jak bym tego oczekiwała, popadam w stan "wszystko mi jedno".

I z przerażeniem zauważyłam, że ostatnio przeważająca większość mojego życia wypełnia bylejakość. Wstrząsnęła mną dopiero lektura "Lekcji madame Chic". Stało się dla mnie jasne, że ta cała niedbałość w pojedynczych elementach mojego życia takich jak posiłki, wnętrza czy spędzanie czasu wolnego, składa się w zasadzie na moje życie.

Z brzydkich, odrapanych puzzli, nie da się ułożyć pięknej układanki. Dotarło do mnie dobitnie, że zasługuję na piękne życie, najwyższej możliwej jakości.

Zaczęłam od zaraz! W końcu większość codziennych czynności można udoskonalić tak, by nie emanowały rutyną, szarością.

Akurat czytałam książkę (rozwalona na łóżku, w zabałaganionym pokoju), gdy pomyślałam, że ta sama czynność może wyglądać zupełnie inaczej!

Mogę czytać siedząc na fotelu, w wysprzątanym pokoju, popijając wodę z cytryną z ulubionej szklanki z grubego, niebieskiego szkła, ubrana w któreś z ulubionych ubrań, a nie stare, wysłużone ubrania "po domu".

To było dla mnie jak olśnienie - mogę w ten sposób modyfikować większość codziennych momentów!

Powyższe zmiany nie wymagały ode mnie dużo wysiłku. Kilka drobnych modyfikacji wystarczyło, by wynieść prozaiczną czynność na "wyższy level".

Obecnie jestem zafascynowana tym tematem i do głowy przychodzą mi wciąż nowe pomysły na doskonalenie różnych drobnych aspektów mojego życia. Praktycznie w każdej sytuacji zastawiam się, jak nadać tej chwili wyższą jakość.

Dopiero teraz zauważyłam jak wiele czynności wykonuję automatycznie - po linii najmniejszego oporu. Bo powiedzmy sobie szczerze - taka postawa jest wygodna. Ale czy w ten sposób można prowadzić na dłuższą metę satysfakcjonujące, barwne życie? Szczerze wątpię.

Mam nadzieję ostatecznie rozprawić się z bylejakością w swoim życiu i uwierzcie mi - niezwykle cieszę się na tą walkę!

 

Zobacz też mój profil na Facebooku
Obserwuj Happyholic na BlogLovin 

57 komentarzy
  1. Potrzeba mi było takiego posta :) Dziękuję za motywację. Tak jak lepiej czujemy się umalowane i dobrze ubrane, tak lepiej poczujemy się w pięknej oprawie wysprzątanego, ładnego wnętrza.

    OdpowiedzUsuń
  2. powiem szczerze,że odrobinę mną potrząsnęłaś:)podejmuję walkę razem z Tobą!niech drobne chwile układające Nasze codzienne życie staną się wyjątkowe i pełne pasji.na zawsze.
    a książka zdecydowanie do nabycia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest to jakas prawda, ale tak sobie pomyślałam,że ten aspekt ma drugie dno. Przykładowo: często się zastanawiam,czy np lpięknie ubrani ludzie zamieszkujący piękne designerskie mieszkania nie stają się niewolnikami takiego pięknego stylu bycia:) tych drogich mebli, których lepiej nie użytkować by się nie niszczyły, tych pięknych ubrań, które są niewygodne i szybko się gniotą....ot taka dygresja:)
    Walkę z bylejakością muszę przemyśleć...przyda mi się z pewnością. Ale może warto połączyć 2 światy i przeczytać książkę w łóżku zasłanym narzutką, w wygodnym ale gustownym domowym dresiku a na stoliku nocnym niech sobie stoi ta szklanka z wodą ładna:)
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówi się, że jeśli musisz uważać na każdy krok w bajecznie drogich butach, bo tak się boisz je zniszczyć, że najchętniej postawiłabyś je pod szklanym kloszem to nigdy nie powinnaś ich kupować, bo po prostu cię na nie nie stać. I proszę tego nie mylić z dbaniem o rzeczy. Ja nie kupuję np. mebli żeby stały przykryte folią (chociaż nie jedni dziadkowie tak robili) ;)
      Trzeba również pamiętać, że być dobrze i ładnie ubranym wcale nie jest równe wydawaniu milionów. A ulubione, modne ubranie nie musi być wydekoltowaną, cekinową sukienką, ale jeansami i ładną bluzką. :)

      Usuń
    2. hmmm-szczerze mówiąc ja w ogóle o pieniądzach nie pomyślałam i nie napisałam:)
      myślę,że połączenie światów-z gustownym dresem jest podobną odpowiedzią do Twoich jeansów i ładnej bluzki:)
      i jak wspomniałam-dygresja-czyli luźna myśl-zainspirowana wpisem...nic więcej:)

      Usuń
    3. Ale czasami domowe ubranie to jest własnie to, może czasami niewarto wszystko ulepszać :)

      Usuń
  4. Faktycznie ciekawy pomysł. Cho wzmagający sporo samodyscypliny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz zdecydowanie rację. Myślę, że na dłuższą metę potrafi to zdecydowanie poprawić ogólne samopoczucie. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Słusznie! Dbajmy o nasze wnętrze, zewnętrze i otoczenie! To nasze życie i ono nie może kipieć nijakością.

    OdpowiedzUsuń
  7. też o tym myślałam :) dbać o każdy moment, sprawiać by był idealny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Skłania do refleksji... Faktycznie jest coś w tym, że idziemy przez codzienność "po najmniejszej linii oporu". Może czas to zmienić.
    ps. Uwielbiam Twojego bloga. Zaglądam tu każdego dnia z zadzieją na nową inspirację. Bardzo bym się cieszyła gdyby posty pojawiały się nieco częściej. Lecz jeśli ma to wpłynąć na ich jakość niech pozostanie tak jak jest, a jest genialnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny pomysł, "wywalenie" bylejakości może przynieść sporo radości :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja ostatnio staram się tak robić z posiłkami :) Staram się nie jadać byle gdzie, byle jak i do tego wpatrując się cały czas w ekran komputera... Ładna zastawa, ładne podanie i czysta przestrzeń (w końcu nauczyłam się sprzątać kuchnię i zmywać PRZED jedzeniem a nie po :))sprawia, że nawet zwykły obiad smakuje jakoś inaczej i lepiej :)
    Co do czytania książki - z wszystkim się zgadzam, ale jednak wolę czytać w dresie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam tę książkę i w moje życie też wprowadziła ogromne zmiany. Jem posiłki na najlepszych talerzach i rozkoszuję się ich smakiem, nie podjadam, dużo spaceruję po okolicy, przejrzałam zawartość mojej szafy, nie chodzę w domu w piżamie, zaczęłam słuchać muzyki klasycznej i kupiłam sobie przepiękne i eleganckie botki na obcasie na jesień. Tak naprawdę to czuję, że żyję, żyję pełniej.
    Podejrzewam, że sama odczujesz jeszcze więcej zmian w podczas czytania. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ostatnio też ciągle myślałam o tym, jak przeżyć życie. Nie tylko być i istnieć, ale prawdziwie żyć i być żywym.
    Doszło do mnie, że za dużo odkładałam i dużo rzeczy robiłam, bo "tak się powinno" albo "tak dla zasady" i nie myślałam o tym, jak wzbogacić nieco mój...świat.
    Ale niedawno właśnie zrobiłam taki "rachunek sumienia" i nadszedł czas na spany :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny post! :) Życie codzienne składa się z małych pozornie niezauważalnych szczególików. Mówimy sobie: ten kurz mogę wytrzeć jutro, dziś w sumie nie wychodzę nigdzie to nie będę się malować... Ale co jeśli zaczynamy sobie tak mówić prawie codziennie? Każda z nas potrzebuje czasem dnia bez makijażu, w dresach, w łóżku z książką :) Jak miło byłoby go spędzać w czystym pokoju, będąc sama zabdaną! :) Zdecydowanie dołączam się do walki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja również popadłam w bylejakość, ale myślami wciąż byłam w tym świecie, który sobie wymarzyłam. Masz rację - z brzydkich, odrapanych puzzli, nie da się ułożyć pięknej układanki. Zamiast jedynie marzyć o tym jak powinno być, trzeba zacząć działać, aby to zdobyć :) Niby proste, a jakie trudne ...

    OdpowiedzUsuń
  15. Też wpadłam na pomysł, by w taki sposób zmieniać swoje życie :) to tak jakby zwrócić uwagę na podstawy, fundamenty... i uważność się zwiększa, i potrzeba delektowania się chwilą. Ładne to takie, w ten sposób.

    OdpowiedzUsuń
  16. Pod zdaniem o perfekcjonizmie podpisuje się obiema rękami :) Aaa i popełniłaś częsty błąd, nie żebym stała na straży języka polskiego, ale ostatnio o tym czytałam: napisałaś po najmniejszej linii oporu - powinno być: po linii najmniejszego oporu :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Uśmiechnęłam się przy fragmencie o ciuchach ;D do niedawna też chadzałam po domu w byle czym... a potem przeczytałam wywiad z Justyną Steczkowską, która opowiadała, że nawet na codzień stara się być piękna i zadbana. Wtedy powiedziałam sobie, że "strojenie" się dla obcych, kiedy wychodzimy jest ok, ale dlaczego w domu nasi bliscy nie mają również oglądać naszego zadbanego oblicza? :) I od tamtego czasu zupełnie inaczej dobieram ubrania po domu :) i dobrze mi z tym!

    Udanej niedzieli! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że warto "stroić się" dla siebie, nie tylko dla obcych. W końcu my też na to zasługujemy :)

      Usuń
  18. Poprawnie powinno być 'po linii najmniejszego oporu' ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. ja trzymam się zasady,którą wpoił mi mój tato: Jak coś robisz, to rób to porządnie. I tak staram się pracować, odkurzać, smarować kremem :)

    OdpowiedzUsuń
  20. cos w tym jest, z drugiej strony w pięknej bluzce nie przytulilabym kota :P

    OdpowiedzUsuń
  21. Akurat ostatnio sam staram się coś z robić z tym problemem ale jakoś poruszam go tylko w mojej głowie a nie moim życiu

    OdpowiedzUsuń
  22. Walczę razem z Tobą!
    Kurcze, a ten fragment o książce... Jakoś nigdy nie zwracałam uwagi gdzie czytam i w czym. Liczyła się książka. Ale skoro chcę wieść kolorowe, piękne życie, to chyba powinnam zadbać również o to gdzie ją czytam i w czym!
    Przecież na całość składają się właśnie takie szczegóły! Nie tylko ta książka, ale i otoczenie.
    Genialne! Otworzyłaś mi właśnie oczy, dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Jestem z Tobą ! Nade mną też czasem przewyższa to uczucie i zasiadam zamknięta na bałagan i wszystko co dzieje się wokół wymyślając beznadziejne wymówki. KONIEC Z TYM.

    OdpowiedzUsuń
  24. Sama też przyłapuję się na bylejakości- muszę się zastanowić i faktycznie coś zmienić. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Też podjęłam walkę z bylejakością. Wcześniej zawsze po domu chodziłam w najgorszych ubraniach, jakie miałam w szafie, teraz najgorsze ubrania wyrzuciłam bo dotarło do mnie, że mój mąż mnie w tym ogląda i poczułam się głupio... Oczywiście dla siebie samej też warto to zrobić!

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja zaczęłam chyba od śniadań. Szykowanie ich codziennie tak, żebym jadła z mega przyjemnością, dopracowanie każdego szczegółu, urozmaicenie, celebracja... :)

    OdpowiedzUsuń
  27. god, dobrze mówisz! :D przecież niektóre rzeczy możemy wiecznie odkładać "na specjalne okazje", a takie mogą nigdy nie nadejść (albo wg nas nie będą zasługiwały na takie miano). Życie mamy jedno, życie to czas, nikt nam go nie zwróci. Rzecz się zniszczy - można kupić nową, czasu nam nikt nie odda, więc trzeba go dobrze wykorzystać i celebrować swój czas, czyli swoje życie.

    Dałaś mi motywacyjnego kopa, żeby w końcu zrobić porządek wokół siebie, wyrzucić/oddać część ubrań i bibelotów, które tylko zatłaczają moje otoczenie, a tym samym "siedzą mi na głowie".

    Dzięki za ten post! Czasami oczywiste rzeczy najtrudniej dostrzec:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Sama prawda - gorzej uczyć się z fiszek zrobionych "na szybko", niż starannie pozaznaczanych kolorami; przyjemniej siedzi się w porządku niż bałaganie. Mała zmiana, duży efekt - w nastawieniu. I nagle codzienność to wielka okazja :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Dokładnie tego szukałam :) zwykła czynność na kilka sposobów. Od razu czuć jakąś różnicę, człowiek nie czuje się byle-jak. Byle-jakość jest straszna, trzeba jednak dążyc do jakis ideałów. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. jaki inspirujący blog :) szkoda, że muszę się teraz uczyć, ale dodaję sobie do ulubionych i zagłębię się w jego treść za 2 dni :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Podoba mi się to podejście:) Bylejakość nie jest niczym dobrym...

    OdpowiedzUsuń
  32. Oj, ja bardzo lubię tak sobie umilać standard życia :) Jeśli śniadanie to w ładnej, rzeźbionej miseczce, a jeśli bieganie to w stroju i butach dodających mi charakteru i motywujących do działania. Diabeł tkwi w szczegółach. A te szczegóły są całkiem fajne!

    OdpowiedzUsuń
  33. Walkę z bylejakością będę toczyć również i ja. Zamierzam być obecna w każdej czynności jaką wykonuję. Będę myśleć o tym, co robię, co kupuję, co jem, co piszę... Piękny, inspirujący post.

    OdpowiedzUsuń
  34. u mnie też jest sporo bylejakości. najtrudniejszy pierwszy krok...ale muszę się przemóc, bo tak dłużej być nie będzie! ;P

    OdpowiedzUsuń
  35. Masz rację, doszłam do tych samych wniosków już jakiś czas temu i staram się stosować. Poza małymi wyjątkami mi się udaje i to rzeczywiście czyni życie bardziej wyjątkowym. Piękne porównanie z tą układanką. A więc do dzieła:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Uwielbiam czytać takie posty "celebracyjne"- nieważne, czy dotyczą szczegółów czy życia ogólnie.
    Mają w sobie piękno, moc i wielką siłę przyciągania.
    Wciągnęłaś mnie w temat! :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja wojnę niedbalstwu wydałam też stosunkowo nie dawno, ale już widzę owoce :D

    OdpowiedzUsuń
  38. Bo każdą chwilę, nawet takie z pozoru zwykłe czytanie książki można po prostu celebrować :)

    OdpowiedzUsuń
  39. no i znowu sprawdza się reguła, że najmniejsze rzeczy są najważniejsze ;-)

    OdpowiedzUsuń
  40. Ja już dawno odkryłam że to w jakim wnętrzu przebywamy, jakich przedmiotów używamy i jak wyglądamy ma ogromny wpływ na nasze życie. I to nie jest puste powierzchowny czy konsumpcyjny styl życia ale raczej wpływ ładnych barw, wzorów na naszą psychikę. Już od pradawnych czasów człowiek dbał o swoją jaskinie ozdabiając ją malowidłami, to samo z pięknymi szatami czy malowidłami. Tacy już jesteśmy. I otaczanie się bylejakością sprawia że nie zależy nam, nie chcę się podejmować działań bo nie ma impulsu...

    OdpowiedzUsuń
  41. no i tak trzymać ! :) mnie też wzięło na jakieś zmiany :) pozdrawiam i zapraszam do siebie sissi1910.blogspot.com :) ja tu mam zamiar zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  42. pewnie warto walczyc z bylekajoscia - w koncu to nasze zycie i warto aby w kazdym aspekcie zycia nie bylo bylejakie:))))pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  43. Spadłaś mi z nieba z tą notką! Mam wrażenie, że ostatnio zapadłam się w absolutne bagno bylejakości - od świata materialnego wokół siebie po świat emocjonalny. A może na odwrót...? To chyba wszystko się zaczyna od myśli. Kształtują nasz byt. Rzeczywistość to zmaterializowanie naszych pierwotnych myśli. Innymi słowy, "uważaj, co mówisz w myślach, bo może się okazać, że słuchasz".

    Ściskam i dziękuję!

    PS Polecam życiowe rozmyślania nocne, efekty widoczne powyżej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak - bardzo łatwo się zapaść w bylejakość. Ja tak mam, że jak sobie odpuszczę w jednej kwestii to zaraz potem nie chce mi się w kolejnej. Trzeba trzymać fason :)

      Usuń
  44. Walczę z bylejakością już długo. Do jej cech należy to, że jest jak bumerang i mam dokładnie tak jak ty. Oprócz tego, że czasami bałagan robi się po to, żeby zmienić stan ducha - jak już sprzątam, to wszędzie. Albo sprzątam, by posprzątać w głowie - jeśli wiesz, o co mi chodzi.
    PS Mówiłam, że Lekcje to świetna książka?
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię u ciebie czytać komentarze.

      Usuń
    2. Mówiłaś, mówiłaś i dobrze, że mnie zachęciłaś :)

      Usuń
  45. Myślałam cały czas, że ta książka nie jest dla mnie, ale teraz w sumie mnie do niej przekonałaś ;)
    U mnie jest tak, że ta bylejakość jest i zachęciłaś mnie, żeby o tym pomyśleć i to zmienić. Z drugiej jednak strony w wielu aspektach lubię ten luz i nonszalancję i moja osobowość nie pozwoli mi na to, żeby pięknie było zawsze i wszędzie.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sporą część tej książki potraktowałam z przymrużeniem oka - ale akurat ten ogólny wniosek o wniesieniu prawdziwej jakości do swojego życia bardzo przypadł mi do gustu :)

      Usuń
  46. Bardzo mnie zainspirowałaś i nakręciłaś :) Musze tutuaj wszystko przeczytać :)))

    OdpowiedzUsuń