20 lipca 2013

23 kroki do szczęścia: 12. Drobne niedogodności

Pewnie setki razy czytaliście na tym blogu i wielu innych stronach, że szczęście to małe radości, codzienne momenty, drobnostki. I to prawda.

Ale to samo działa także w drugim kierunku - małe, przyziemne niedogodności, skutecznie psują nasz nastrój. Czasem rozwiązanie takiego "problemu" to kwestia 5 minut, a ilość energii i irytacja jaką codziennie kosztuje nas  pozostawianie tej sytuacji bez żadnych działań - niewspółmiernie wysoka.

Po raz kolejny przekonałam się o tym na własnej skórze (dosłownie!) w trakcie ostatnich tygodni. 





 

Cała historia tyczy się komarów! Wszędzie ponoć jest ich pełno, a dom w okolicy stawów nie ułatwia życia pod tym względem. Możecie mi wierzyć na słowo, że przez ostatnie tygodnie codziennie budziłam się totalnie niewyspana. 

Każdej nocy co kilkadziesiąt minut budziło mnie charakterystyczne bzyczenie i rozpoczynałam swoją standardową "morderczą akcję". Latarka w komórce, przyrząd do zabijania, namierzenie ofiary i cios. Nawet przestałam się tym denerwować - po prostu robiłam to kilkanaście razy w ciągu jednej nocy i próbowałam spać dalej. Ale rano byłam zupełnie nie do życia.

W końcu koleżanka zapytała mnie, czemu właściwie nie kupię sobie moskitiery.
No właśnie - dlaczego? Przecież myślałam o tym już wiele razy, ale jakoś:
a) za daleko do sklepu,
b) nie ma czasu,
c) jak w ogóle mam zamontować takie cudo?

Ale tym razem pomyślałam - "O nie. To idiotyczne. Zrobię to jeszcze dzisiaj". 

Rozwiązanie kosztowało mnie całe:
- 15 minut czasu poświęconego na zakupy
- 29 zł
- uśmiech do chłopaka, w celu zamontowania mojego nowego wynalazku.

A efekty - cudowne! Od dwóch nocy nie obudziłam się w trakcie snu ani razu! Pierwszy raz od jakichś 20 lat (!) mogę czytać wieczorem przy włączonym świetle i otwartym oknie (zawsze musiałam wybierać). Taki śmiesznie mały problem, a tyle lat niepotrzebnie zmarnowanej energii.
To daje do myślenia.

Za chwilę siadam przy biurku, wyciągam notes i będę robić listę wszelkich tego typu śmiesznie przyziemnych problemów, które od wielu dni, miesięcy a może i lat mnie irytują. Dwie kolumny: problem i rozwiązanie. A potem krok po kroczku postaram się popracować nad tymi sprawami. 

Wam również polecam w wolnej chwili stworzenie takiej listy, a potem jak najszybsze podjęcie konkretnych działań w celu zniwelowania tych drobnych problemów.
To kolejna dziedzina, w której sprawdza się zdanie "mała zmiana, wielki efekt". 


Zobacz też mój profil na Facebooku

Obserwuj Happyholic na BlogLovin 

21 komentarzy
  1. Ojj tak, ja ostatnio przyjelam metode usmiechu do problemu. lepiej na tym wychodze, mniej zszarpanych nerwow. Nie dramatyzuje, szkam rozwiazania i staram sie wszystko ze spokojem przyjac. Jest lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazwyczaj szukamy rozwiązań dla ogromnych problemów, kiedy to właśnie rozwiązania tych małych mogą wnieść dużo radości...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, że czasem po prostu przyzwyczajamy się do naszych małych "nieszczęść" bojąc się jakiejkolwiek zmiany, czego nie potrafię pojąć - a robię dokładnie tak samo. Od jakiegoś czasu zastanawiam się dlaczego tak właśnie działam i jednym rozwiązaniem jest myśl, że jak jest za dobrze, nie ma problemów, to jest coś podejrzanego...

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie jak na razie genialnie sprawdzają się wkłady do kontaktu przeciw komarom, jednak nie miałbym z nimi problemy, gdyby moja gmina nie wybudowała niedaleko mnie ogromnego zbiornika retencyjnego gdzie to robactwo się wykluwa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę to zabawne przeczytać, że dopiero teraz zaopatrzyłaś się w moskitierę. Ale lepiej późno niż wcale ;) Pierwsze co jak przeniosłam się na studiach do mieszkania w którym mieszkam ponad 2 lata to zakupiłam moskitierę :) w domu też w każdym małym oknie jest zamontowana. Już nawet nie ze względu na same komary ale również na inne fruwające i bzykajce stworzenia. I nie ściągamy ich w ogóle, zimą też się dobrze trzymają :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie działa Raid! Niezawodny jest:) Otwarte okno, lampka, książka i insekta ani jednego.

    OdpowiedzUsuń
  7. haha to nieźle, że dopiero po 20 latach o tym pomyślałaś :D ale to prawda, na takie najbardziej błahe pomysły wpada się najpóźniej. jak zawsze inspirujesz :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo lubię takie proste rozwiązania, które faktycznie często dają diametralne efekty. Jest przynajmniej kilka takich drobnych rzeczy, które mogę obecnie naprawić, zmienić czy udoskonalić, żeby żyło mi się fajniej. Faktycznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. no i o to chodzi, trzeba działać od razu :) ja się staram, wiele już zmieniłam, przede mną długa droga, ale jestem świadoma :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Komfort na wyciągnięcie ręki :))))

    OdpowiedzUsuń
  11. Robię dokładnie tak samo z przyziemnymi problemami, a nauczyłam się tego stosunkowo niedawno, bo jakiś rok temu ;) Ja mam moskitierę z różowego tiulu nad łóżkiem, oknem wchodzi i wychodzi kot, więc okienna by się nie sprawdziła ;) Podoba mi się Twoja postawa!

    OdpowiedzUsuń
  12. Z tymi małymi problemikami jest tak samo jak z zasadą pięciu minut - często zapominamy, że tak szybko i łatwo możemy coś zmienić i wyrzucić to w końcu ze swojej głowy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Faktycznie tak jest, cos nam przeszkadza rozwiazanie jest proste, ale zawsze jest jakas wymowka zeby tego nie zrobic. Totalny absurd, ale ludzie tak robia.
    Chyba też sobie zrobie taka liste ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak to bywa z tymi błahymi z pozoru rzeczami :) najpierw człowiek się zdenerwuje, potem chce coś zrobić a na końcu porzuca nadzieję, że to się uda a wystrczy "mały" krok
    Pozdrawiam Paweł
    http://twojwybortwojaprzyszlosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wyobrażałabym sobie życia bez siatki w oknie, chroniącej przed owadami, po co się męczyć z plagą komarów:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Trudno się z Tobą nie zgodzić. Niby takie pierdoły, ale często zatruwają życie :) ściskam!

    Ps. Ta siatka towarzyszy mi przez całe lato, więc moje okno dachowe jest cały czas otwarte, a ja mam święty spokój :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj, chyba też muszę zainwestować, bo ugryzień komarów na mych nogach nie jestem w stanie zliczyć!

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny pomysł na pozbycie się małych, ale jakże upierdliwych sytuacji życiowych, które psują nam humor. Na pewno zastosuję :)
    A co do komarów to też mnie irytują, pomagam sobie włączając raid, ale zastanawiam się czy to bezpieczne w pokoju, w którym śpi dziecko. Kupię moskitierę i nie odłożę tego na 'nigdy nie nadchodzące jutro', ale zrobię jeszcze dziś :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak to niewiele czasami do szczęścia potrzeba :) Zuch Dziewczyna! Śpij teraz spokojnie bez wątpliwie przyjemnych Współśpiących :D
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  20. Szkoda, że tak rzadko dostrzegamy proste rozwiązania naszych codziennych pożeraczy energii i dobrego nastroju.
    Tak jak mówisz, wystarczy kilka minut, parę złotych i jakość życia zmienia się nie do poznania.
    Ja miałem tak z hamakiem. Dziś nie wyobrażam sobie czytania na świeżym powietrzu siedząc na krześle. O wiele lepiej jest wisieć z książką w cieniu drzew ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. moskitiera fajna sprawa, ale czy zwykly bross/raid nie daje dobrego efektu? ;] u nas spimy z otwartymi oknami, swiatlo zapalone, a w kontakcie bross. bzyczenia i bąbli brak ;)

    OdpowiedzUsuń