14 czerwca 2013

23 kroki do szczęścia: 6. Dzień szczególnej celebracji

 
Celebracja radosnych, specjalnych chwil to jeden z moich przewodnich życiowych motywów. Dzięki niej  czuję, że prowadzę prawdziwie szczęśliwe życie. Codziennie staram się celebrować małe momenty, znaleźć czas tylko dla siebie, kultywować w sobie pozytywne emocje. Oprócz tego postanowiłam jednak przeznaczyć jeden dzień w tygodniu dla szczególnej afirmacji życia i jego uroków.

Łatwo powiedzieć: "rzuć pracę i zacznij żyć pełnym życiem", "rzuć wszystko i wyjedź w podróż marzeń" itp. Ale prawda jest taka, że większość z nas niekoniecznie ma odwagę na tak drastyczne (i niekoniecznie w ostatecznym rozrachunku przynoszące szczęście) zmiany w swoim życiu.  Jednak na wybór jednego dnia w tygodniu i uczynieniu go specjalnym i maksymalnie skupionym na celebracji życia, może sobie pozwolić znakomita większość z nas.

Dla mnie takim dniem jest niedziela - co prawda studiuje zaocznie, więc na chwilę obecną jeszcze często muszę rezygnować z pewnych planów, jednak gdy tylko nie mam zajęć, staram się wykorzystać ten dzień w 101%.

Wyśmienite  śniadanie, domowe spa, rowerowe wyprawy, spacery na łonie natury, robienie zdjęć, różne wycieczki, poznawanie nowych smaków, czytanie wciągających książek - na takie chwile mogę sobie pozwolić właśnie w ten dzień. Nawet jeśli cały tydzień pędzi w szalonym tempie, to w niedzielę zatrzymuję się. Celebruję chwile, staram się nie spędzać ich przed komputerem, ale na innych ulubionych rozrywkach. Robić wszystkie te rzeczy, na które niekoniecznie jestem w stanie znaleźć czas w ciągu tygodnia. 

Warto znaleźć dla siebie taki dzień, świadomie mianować go czasem celebracji. Nie mieć wyrzutów sumienia, że nie robi się w tym czasie czegoś produktywnego czy też nie wypełnia się zadań, które są tak bardzo pilne i ważne. Bo na Życie przez duże "Ż" też warto znaleźć czas - świat się nie zawali.

     
Zobacz też mój profil na Facebooku

Obserwuj Happyholic na BlogLovin 

25 komentarzy
  1. ja bardzo lubię soboty i wtedy zazwyczaj spędzam cały dzień aktywnie i staram się nie przesiadywać w domu; natomiast niedziela kojarzy mi się z błogim lenistwem, czytaniem książek, oglądaniem filmów i seriali i przygotowaniem się na nadchodzący tydzień:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niedziela: jak pogoda dopisuje to spacer, czytanie książek :) ładowanie akumulatorów na cały następny tydzień.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Cię :) To kolejny wpis, jaki wydrukuję!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle,świetny post:) Jak Ty to robisz że jesteś taka zorganizowana?:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tez jestem zdania zeby celebrowac kazda wazna chwile :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem Ci, że ostatnio tak się zatrzymałam, pocelebrowałam i poszłam pobiegać. Zakochałam się w mojej wiosce o 6 rano, gdzie nie ma żywej duszy, tylko natura i niebo o nieprzyzwoitym kolorze. Do domu wróciłam lepszym człowiekiem ;) Myślę, że każdy ma sposób na swoje własne zatrzymanie się.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam taką pracę, że o wolnym w weekend mogę zapomnieć. Ale zazwyczaj biorę wolne w poniedziałek i wtedy powiedzenie " nie lubię poniedziałków" z uśmiechem na ustach biczuję!

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo fajny pomysł, ale ja jakoś nie potrafię tak rozplanować tygodnia, żeby w niedzielę nie musieć nic zrobić i poświęcić ją tylko na przyjemne rzeczy:/

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie wyznaczam sobie osobnego wyjątkowego dnia, staram się w każdym znaleźć coś pięknego i wspaniałego. Nawet powiem więcej nie lubię kiedy dni są wyjątkowe, np czekamy zawsze na sobotę czy niedzielę a przecież to tylko 1/7 naszego życia. Podobnie jest ze świętami wakacjami, długimi weekendami itp. Staram się cieszyć z codziennych chwil i dostrzegać w nich coś wyjątkowego a nie czekać na dzień wolny. Bo przecież 6/7 naszego zycia to nie niedziele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam w notce, że codziennie staram się celebrować życie, a te niedziele to dodatkowy "prezent" dla samej siebie - celebracja życia w 101%. Kiedy nie muszę pracować, uczyć się - mam czas na to, co najbardziej sprawia mi radość a później jest źródłem pięknych wspomnień. Już samo planowanie tego dnia, w którym mam więcej czasu na różne specjalne wypady czy też czynności jest dla mnie ogromną przyjemnością... :)

      Usuń
  10. U mnie także NIEDZIELA jest dniem celebracji :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej Happy, mam nadzieję, że wybaczysz mi zaśmiecanie komentarzy wpisem, który nijak tyczy się zawartości notki . Od dłuższego czasu czytam Twojego bloga, ba ! Jest on jedną z pierwszych witryn, jakie otwieram po porannym uruchomieniu laptopa.Zawsze nastrajasz mnie pozytywie, dziękuję !
    Postanowiłam zwrócić się do Ciebie z moim problemem, co do którego czuję, że niszczy mnie od środka i jest źródłem wielu problemów. A mianowicie chodzi mi o to - jak poradzić sobie z sukcesem innych? Otóż mam pracę, w której zarobki zależą od wyników. W jeden dzień mogę zarobić sporo, w inny nic. W pracy poznałam koleżankę, z którą się zaprzyjaźniłam. Jest świetną, sympatyczną dziewczyną i bardzo ją lubię. Problem polega na tym, że idzie jej zdecydowanie lepiej, niż mnie. Mimo, iż codziennie z uśmiechem na ustach gratuluję jej wyników, to w środku strasznie się z tym gryzę, czuję się gorsza i bardzo mnie to demotywuje. Doszło do tego, że świadomie ograniczyłam nasz kontakt, aby nie słyszeć o jej kolejnych sukcesach, bo chce mi się płakać, że mnie idzie dużo gorzej. Czasem nawet w głębi duszy chciałabym, aby chociaż odrobinę powinęła się jej noga... wstydzę się tego bardzo i wiem, w jakim świetle mnie to stawia.Czuję, że właśnie przez tą głupią zazdrość, sama nie mogę ruszyć do przodu i poprawić swoich wyników. Tak naprawdę mam wszelkie warunki, aby jej dorównać, ale mimo tego nie udaje mi się. Zanim pomyślisz o mnie jak o wstrętnym człowieku, dodam, że ja naprawdę chcę to zmienić i chcę się zacząć cieszyć sukcesami innych ludzi. Tylko jak to zrobić? Jakieś rady?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może pocieszy Cię fakt, że sama zazdroszczę ludziom różnych rzeczy. To naprawdę nic dziwnego (a tym bardziej wstrętnego!) i już sam fakt, że zdajesz sobie z tego sprawę i chcesz coś w tej kwestii zmienić niezwykle dobrze o Tobie świadczy.

      Być może pomocny będzie dla Ciebie mój post o zazdrości.

      Na Twoim miejscu większość ludzi czułaby ukłucie zazdrości. Skoro zazdrościsz koleżance wyników, być może mogłabyś zaobserwować dzięki czemu tak dobrze sobie radzi, porozmawiać z nią i uzyskać od niej jakieś wskazówki, które i Tobie mogłyby się przydać w pracy.

      Można wnioskować, że skoro budzi to w Tobie tak silne emocje - jest to aspekt, na którym zależy Ci w życiu. Może warto uwierzyć w siebie i starać się przekraczać swoje własne granice. Niektórym pewne rzeczy przychodzą naturalnie, inni potrzebują trochę czasu czy nauki - to normalne. Dlatego jeżeli tylko jest taka możliwość postaraj się traktować to jak wyzwanie, walkę z samą sobą, a nie rywalizację z koleżanką. To może być trudne, ale czasem zmiana perspektywy może wnieść sporo pozytywnych zmian.

      A rozmawiając z koleżanką nie musicie zawsze obracać się wokół tematów zawodowych - jest wiele innych tematów, które świadomie możesz poruszać, żeby niekoniecznie codziennie katować się jej wynikami.

      Nie warto wchodzić w porównania, ale pomyśl, że są też inne obszary, w których z pewnością radzisz sobie lepiej niż inni. Nigdy nie zapominaj o swoich wyjątkowych stronach :)

      Usuń
    2. Ciężko jest nam unikać tematu pracy - nawet, gdy ja mówię o czymś innym, to ona po chwili zaczyna temat pracy. Tak na marginesie to zauważyłam, że jak odrobinę ograniczę kontakt, i nie wiem, jak wspaniale jej poszło w dany dzień, to mi idzie wówczas znacznie lepiej. Gdy w ciągu dnia zda relację, to mnie to demotywuje i trochę jakby odpuszczam, bo i tak wiem, że jej nie dorównam. Muszę sobie jakoś z tym poradzić, bo czuję, że ta dziwaczna zawiść blokuje mnie samą przed osiągnięciem sukcesu. Dziękuję Ci za odpowiedź, postaram się wyluzować i właśnie zmienić perspektywę postrzegania tej sprawy, bo z takim podejściem nigdy nie osiągnę sukcesu. Buziaki ! :)

      Usuń
    3. Może ktoś uznać to za samolubne podejście, ale często dobrym rozwiązaniem w przypadku osób, które notorycznie wpływają, że psuje się nam nastrój jest po prostu... ich unikanie. I ja osobiście myślę, że to nic złego :)

      Usuń
  12. Zgadzam się w pełni, ja na ogół staram się jeden dzień w weekend poświęcić relaksowi i robieniu rzeczy które mnie inspirują i które odkładałam cały tydzień, a bardzo chciałam zrobić. Świetny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  13. taką celebracją jest dla mnie gotowanie. Zaszywam się w kuchni, muzyka na fulla i piekę, gotuję, smażę...eh, uwielbiam to. Następne jest już tylko lenistwo i zajadanie się tym co przygotowałam :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Niezawodna Justynka! :* jak zawsze, do czegoś mnie zmotywujesz :))

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja, podobnie, jak Ty, celebruje w weekend. Staram się przez te dwa dni zapomnieć o internecie, pracy i emailach i skoncentrować się na życiu i jego radościach (odkrywanie nowych miejsc w okolicy, spacery, zabawy z dziećmi, sport, czytanie książek, itp.).
    Uwielbiam tę Twoją serie o szczęściu! :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  16. Dla mnie tez niedziela jest takim luźniejszym dniem - mam czas na celebrowanie małych przyjemności :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj ja nie mam takiego dnia. Wolne mam tylko niedziele ale nie przeżyłabym gdybym zostawiła jakąś niedokończoną pracę w domu czy aptece na poniedziałek. Pracoholizm? :D

    OdpowiedzUsuń
  18. "Nieznajomy" - niesamowita piosenka !
    słucham jej 5 dzień non stop !

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja właśnie zachęcam do zmiany całego życia, jeżeli to faktycznie ma oznaczać znalezienie odpowiedniej drogi ! Ryzyko istnieje, to naturalne, ale jeżeli nie spróbujemy to się nie dowiemy.. Ja spróbowałam ! :)

    Dokładnie rok i miesiąc temu zdecydowałam, że to jest ten czas, w którym zdecydowanie muszę wziąć sprawy i swoje ręce, bo to tylko i wyłącznie ode mnie zależy, jak będzie wyglądało moje życie ! Co zatem zrobiłam? 1) Kupiłam bilet do Australii i Nowej Zelandii z terminem wylotu za 6 miesięcy od tamtego czasu i terminem powrotu 2 miesiące później, 2) rzuciłam ciepłą i dobrze płatną posadę zajmowaną przez kilka ostatnich lat, bo.. nie dawała mi już takiej satysfakcji jak kiedyś i zdecydowanie nie pozwoliłaby mi na dłuższe przerwy w pracy, 3) otworzyłam firmę dokładnie taką, o jakiej marzyłam - od A do Z :) Pomimo wszystkich trudów i naprawdę ciężkich momentów nie żałuję, bo dziś mogę się z Wami dzielić najszczęśliwszymi momentami mojego życia :)

    OdpowiedzUsuń
  20. zazdroszczę możliwości poświęcenia całego dnia dla siebie - z moim dzieckiem z turbodoładowaniem to nie jest możliwe - muszą mi wystarczyć jedynie krótkie chwile, jak już śpi - ale dobre są i te małe chwile

    OdpowiedzUsuń