14 czerwca 2016

Krok czwarty: Odpowiedzialność za swój czas

I jak? Wszystkie błądzące myśli pospisywane? Jeżeli ich przelewanie na papier (czy też zapisywanie w formie elektronicznej) weszło wam już w nawyk, pewnie tak jak ja już odczuwacie sporą ulgę w swoich głowach. 

Dziś chcę zaprosić was do kolejnego etapu naszej podróży z porządkowaniem chaosu. Przez kolejne dni chciałabym zachęcić was do wzięcia świadomej odpowiedzialności za swój czas poprzez trening skupiania się na tylko jednej czynności w danym momencie. Poświęcanie swojej uwagi tej jednej, jedynej rzeczy, mimo rozpraszaczy, które na pewno się pojawią.



Chaos, który zakorzenił się jakiś czas temu w moim życiu w dużym stopniu wynikał z tego, że cały czas wpadają mi do głowy jakieś nowe pomysły. To co kiedyś uznawałam za jedną ze swoich głównych zalet - czyli ogromna ciekawość świata, zaczęło działać trochę na moją niekorzyść. Przez to, że wciąż chciałam próbować nowych rzeczy, dłubać w różnych tematach na raz, nie mogłam skupić się tak naprawdę na niczym konkretnym. Zarówno w szerokim jak i wąskim kontekście.

Zaczynałam jakąś czynność, a w międzyczasie pojawiały się w mojej głowie dziesiątki nowych tematów do sprawdzenia, do zainspirowania się, do przemyślenia itd. Brałam się za jakiś szerszy temat np. naukę języka, ale ciągle czułam niedosyt, chciałam robić więcej rzeczy jednocześnie. I w ten sposób bardzo ciężko było mi się posuwać do przodu.

Nauczenie się skupienia na jednej czynności, kończenie rozpoczętych zadań, dogłębna praca nad interesującym mnie tematem bez rozpraszania się w trakcie - to obecnie mój największy cel w zakresie pracy nad wyższą jakością spędzania czasu.

Jedną z inspiracji był dla mnie ostatnio fragment książki Joasi Glogazy "Slow Life". Dotyczy on odpowiedzialności za swoje marzenia. Tego, by zamiast mówić o tym, że się coś zrobi, po prostu to robić. Zbyt długie planowanie i opowiadanie o tym, co chcielibyśmy zrealizować, zabiera czas, który już można poświęcić na działanie. Czytając tę część książki zrozumiałam, że to tylko kosmetyczna zmiana myślenia, a jednak może naprawdę pomóc w dobrej organizacji czasu. Postanowiłam dla własnych potrzeb połączyć odpowiedzialność za swoje marzenia z odpowiedzialnością za to, jak spędzam swój czas. Myślę, że te dwa obszary są ze sobą nierozerwalnie związane.

Jak trenuję swój mięsień skupiania się na jednej, konkretnej czynności?

1. Nazywam świadomie w głowie to, co mam zamiar w danej chwili robić np. "pisanie artykułu na bloga", "internetowe poszukiwania kremu idealnego". Dla jeszcze lepszego efektu zaczęłam nawet zapisywać te czynności. To jeszcze mocniej pozwala mi przestawić się na konkretne działanie i ustawić na nie swoją uwagę.

2. Gdy w czasie tej czynności cokolwiek innego przyjdzie do głowy (a przychodzi zawsze), zapisuję to, by zwyczajnie nie zapomnieć o danej rzeczy. Gdy jest to coś prostego do sklasyfikowania, od razu zapisuję to na odpowiedniej liście, ale jeśli to coś z nie do końca oczywistej kategorii, zapisuję to po prostu w pustej notatce (żeby nie rozpraszać się, zastanawiając się gdzie ją umieścić!). Szybka notatka i wracam do tego, na czym faktycznie chcę się skupić.

3. Ostatni punkt to mozolna praca z nawykowymi rozpraszaczami, takimi jak klikanie "wyślij/odbierz" w programie do obsługi poczty elektronicznej czy impulsywne zerkanie na ekran telefonu. Tego rodzaju odruchy niestety bardzo głęboko zakorzeniają się w naszych głowach, ale za każdym razem gdy coś takiego oderwie mnie od głównego tematu, po prostu staram się powrócić do swojej czynności. Bez żadnej zbędnej presji.

I w zasadzie to tyle. Brzmi może dosyć prosto, ale szczerze mówiąc jest cholernie trudne! Za to satysfakcja z doprowadzenia jakiejś sprawy do końca, czy też faktyczne zgłębienie jakiegoś tematu, a nie tylko skakanie po dziesięciu różnych obszarach (i w efekcie nieskupienie się odpowiednio na żadnym z nich) jest jednak ogromna. 

10 czerwca 2016

Maltańska przygoda z angielskim!

Jakiś czas temu dostałam wiadomość, w której przedstawiono mi naprawdę fajny pomysł. Jak doskonale wiecie, uwielbiam śródziemnomorskie podróże oraz naukę języków obcych. Z tym drugim jest trochę ciężej, gdyż dopada mnie słomiany zapał, ale tak naprawdę jedno z moich największych marzeń/celów do spełnienia, to właśnie perfekcyjne nauczenie się angielskiego. 


Co jakiś czas umieszczam na blogu moje propozycje i pomysły na przyjemną i skuteczną naukę angielskiego. Zauważam jednak coraz mocniej, że moja wiedza w tym zakresie - po kilku latach przerwy od regularnej nauki w szkole - jest coraz bardziej zakurzona i zapomniana. Słabym punktem mojej edukacji zawsze była konwersacja. W szkole zawsze największe znaczenie przykładano do gramatyki i pisania. A tak naprawdę umiejętność prowadzenia rozmowy jest moim zdaniem najbardziej kluczowym elementem nauki języka. Noszę się zatem od jakiegoś czasu z poważnym zamiarem zapisania się na konwersacje i doszlifowania braków. 

PS. Jeśli znacie w Bielsku-Białej kogoś naprawdę godnego polecenia w tej kwestii, dajcie proszę znać! 



Wracając zaś do kwestii podróży, ostatnio ciągle słyszę od wszystkich o Malcie. Jedni dopiero się tam wybierają, inni już zdają megapozytywne relacje z pobytu na wyspie. Nie ukrywam, że sama zastanawiałam się nad tym kierunkiem – jak pewnie również wielu z was. Dlatego właśnie pomyślałam, że może spodobać się wam pomysł na połączenie podróży na Maltę z kursem języka angielskiego (jest to na Malcie język urzędowy). Sama bardzo chętnie wybrałabym taki sposób spędzenia wakacji! 



Kursy językowe na Malcie oferuje szkoła Maltalingua. Można skorzystać z kursów angielskiego dla dorosłych, obozów językowych dla młodzieży czy nawet rodzin, aczkolwiek serce podpowiada mi, że jest to szczególnie interesująca propozycja dla niezależnych, ambitnych osób podróżujących w pojedynkę. 



Szkoła chwali się tym, że oferuje nie tylko same kursy (6 poziomów zaawansowania, kursanci z całego świata, starannie wyselekcjonowana kadra nauczycielska), ale również bogaty program zajęć pozalekcyjnych oraz opcji zakwaterowania. Namiastkę tego, jak wygląda pobyt na kursie możecie zobaczyć na zdjęciach, które umieściłam we wpisie. Można się rozmarzyć… :)  

No cóż, nie pozostaje nic innego jak wybrać się wreszcie na Maltę! 




Wpis został przygotowany we współpracy z Maltalingua. Zdjęcia pochodzą z albumu szkoły.

05 czerwca 2016

Krok trzeci: Intensywne oczyszczanie myśli

W ostatnim kroku porządkowaliśmy przestrzeń, by osiągnąć miły dla oka efekt. Nie wiem jak na was, ale na mnie porządek zawsze działa niesamowicie oczyszczająco. Gdy widzę wokół siebie czyste, estetyczne otoczenie, również inne moje działania nabierają większej jakości. Teraz, gdy piszę ten artykuł w posprzątanym mieszkaniu, z kieliszkiem różowego wina, dużo prościej zebrać mi myśli. Chaos zaczyna się gdzieś ulatniać gdy nie widzę wokół siebie nieporządku.

Jest jednak jeszcze drugi obszar, do którego kieruję się gdy szukam spokoju i harmonii. Jest to porządek myśli. Kilka dni temu zaczęłam intensywny program oczyszczania swojej głowy z ciągle powracających myśli - zarówno negatywnych jak i pozytywnych, przyjemnych i nieco uciążliwych. I  z ogromną satysfakcją muszę przyznać, że czuję się teraz naprawdę dobrze.



Jak zabrać się za ogarnianie chaosu w głowie? Musisz znaleźć sposób odpowiedni dla siebie. Ja polecę ci ten, który dla mnie jest naprawdę najbardziej skuteczny.

Aby pozbyć się myśli, muszę ją zapisać. Zawsze strasznie zadziwia mnie to, że zwykłe przeniesienie myśli na papier (czy ekran komputera lub smartfona) tak szybko powoduje efekt oczyszczenia w głowie. Po tych kilku dniach, gdy wszystkie swoje myśli przenosiłam do notatek, dzisiaj czuję się wreszcie uwolniona od całego ogromu rozmów, jakie prowadziłam sama ze sobą w głowie.

Ale do rzeczy. Już piszę jak dokładnie przeprowadzałam swoją czystkę w głowie.

Postanowiłam zapisać wszystko, co przychodzi mi ostatnio do głowy - szczególnie myśli powracające od dłuższego czasu. Są pewne obszary, na które szczególnie zwracam uwagę. U ciebie mogą to być zupełnie inne notatki. Ale dla przykładu opiszę jak ja podzieliłam i uporządkowałam swoje myśli.

Po pierwsze potrzebowałam jednego miejsca, gdzie spiszę wszystkie myśli. Postawiłam na Evernote i gorąco polecam właśnie takie rozwiązanie. Pierwszym krokiem było dla mnie stworzenie osobnego notatnika, który nazwałam "Skrzynka odbiorcza myśli". Następnie zaczęłam tworzyć notatki podpięte właśnie pod ten notes.

Nie tworzyłam z góry żadnego zbioru notatek o określonej tematyce. Gdy w mojej głowie pojawiała się myśl, której chciałam się pozbyć, dopiero wtedy zastanawiałam się nad tytułem notatki, do jakiej powinna ona trafić i wtedy ją pisałam. Dzięki temu zorganizowałam swoje myśli tylko w takich obszarach, jakie faktycznie były dla mnie sensowne i użyteczne.

Już po niedługim czasie w "Skrzynce odbiorczej..." wyłonił się naprawdę fajny podział obszarów, do których mogłam przyporządkować większość swoich myśli. Gdy tylko pojawiało się coś nowego, co nie od końca pasowało do już istniejących kategorii, otwierałam nową notatkę.

Tak jak pisałam na samym początku, żeby cały ten proces miał sens, musicie go spersonalizować tak mocno, jak tylko to możliwe. Być może wcale nie potrzebujesz tak wielu notatek jak ja, by uporządkować swoje myśli. Podejrzewam, że niektórym może wystarczyć nawet jedna tylko lista, byleby przerzucić chaos z głowy na papier. Z drugiej strony, nawet jeśli potrzebujesz wielu list, mogą to być zupełnie inne notatki niż moje. Nie mniej jednak podzielę się z wami listami jakie sama stworzyłam, żeby pokazać ogólny sens tego ćwiczenia.

Do zrobienia - jednokrotnie

Pierwszą listą jaką stworzyłam była lista rzeczy do zrobienia. Takich, które muszę wykonać tylko raz (nie są to zadania cykliczne). I nie są to w przeważającej części najbardziej fascynujące rzeczy na świecie.

Przykłady:
  • umówić się na wizytę do ortopedy,
  • wymienić żarówkę w łazience,
  • zamontować nowe lustro (no dobrze, przypilnować żeby M. je zamontował)


Do zrobienia - cyklicznie

Tworząc listę rzeczy do zrobienia (jednokrotnie), od razu zaczęły przychodzić mi na myśl rzeczy, które trzeba powtarzać, i które ciągle gdzieś tam zajmują niepotrzebne miejsce w mojej głowie.

Nie wydawała mi się to może najbardziej użyteczna lista na świecie (bo nie da się z niej niczego wykreślić, a kto jak kto, ale ja akurat uwielbiam wykreślanie), ale intuicyjnie postanowiłam ją stworzyć. I to była dobra decyzja. W jakiś sposób uporządkowałam w głowie swoje stałe obowiązki.

Przykłady:
  • generalne sprzątania mieszkania,
  • mycie samochodu,
  • prasowanie,
  • przelewy


Do zrobienia - przyjemności

Wreszcie przyszedł czas na spisanie przeróżnych chodzących mi po głowie inspiracji. Rzeczy, które CHCĘ zrobić. Jak nietrudno się domyślić, to moja ulubiona lista. Służy przede wszystkim temu, by nie stresować się, że zapomnę o jakimś naprawdę fajnym pomyśle, który chcę zrealizować oraz by zaplanować również te bardziej przyziemne przyjemności.

Przykłady:
  • przygotować czerwcową Randkę Miesiąca,
  • zapisać się na kurs salsy solo,
  • kupić sobie jakieś ubranie w limonkowym kolorze,
  • zapisać się na pedikiur hybrydowy


Lubię, chyba lubię, nie lubię, kiedyś lubiłam

Z racji tego, że tworzenie list zaczęło się u mnie od ogromnej potrzeby opanowania chaosu, doszłam do momentu, gdy w mojej głowie zaczęła pojawiać się potrzeba podzielenia moich codziennych czynności i zobowiązań na takie, które faktycznie lubię i którym chcę się poświęcać oraz takich, dla których być może nadszedł już czas na definitywne powiedzenie "do widzenia".

Stworzyłam dla własnych potrzeb cztery listy:
  • "Lubię" - tutaj umieściłam swoje sztandarowe, ulubione czynności, po części również pasje, jak np. tworzenie notatek, gotowanie, prowadzenie głębszych rozmów, skupienie się na swoim świecie wewnętrznym, czytanie, blogowanie.
  • "Chyba lubię" - lista, która zawiera czynności które lubię, ale nie są to rzeczy, bez których nie potrafię wyobrazić sobie życia oraz takie, które dopiero testuję lub chcę przetestować, jak np. fitness, robienie zdjęć czy questing.
  • "Nie lubię" - tutaj zaczęłam umieszczać rzeczy, o których wiem, że zdecydowanie nie sprawiają mi przyjemności np. rozmowy telefoniczne
  • "Kiedyś lubiłam" - to dla mnie szczególnie ciekawa lista, gdyż postanowiłam spisać w niej te rzeczy, które uwielbiałam robić w młodszym wieku. Myślę, że mogą to być czynności, do których faktycznie warto byłoby w jakiś sposób powrócić, dopasować je do mojego obecnego życia i jakoś do niego przemycić. Zapisałam tutaj np. spontaniczne spacery z koleżankami, zabawa w bibliotekę.


Mój styl i zainteresowania

Postanowiłam zacząć spisywać również myśli, dotyczące wszystkich rzeczy składających się na mój własny styl (oraz takie, które chciałabym, aby dopiero się nim stały). To rzeczy, które tworzą moją indywidualność i wyjątkowość. Często myślę, że coś mi się podoba, jest mi szczególnie bliskie, dlatego od teraz postanowiłam spisywać takie rzeczy. Na liście tej znajduje się np. 
  • Szymborska,
  • Italia,
  • kolory wiosny,
  • dobre jedzenie,
  • dynamiczny spokój,
  • przygaszone światło,
  • książki skłaniające do myślenia


Cele i marzenia

Postanowiłam stworzyć również listę ze swoimi mniejszymi i większymi marzeniami i celami. To wszystko to, co nie mieściło się dla mnie w liście "Do zrobienia - przyjemności". To te rzeczy, dla których potrzebuję jeszcze trochę więcej czasu, ale docelowo chciałabym je zrobić. Zapisałam tutaj także swoje największe marzenia, które już realizuję i spełniam (a są bardziej złożone niż pojedyncze przyjemności z listy do zrobienia). Przykłady:
  • Zwiedzić każdy region Włoch,
  • Zafarbować włosy na jaśniejszy odcień blondu,
  • Zapisać się na konwersacje z angielskiego,
  • Pojechać do Gruzji,
  • Wyjechać gdzieś sama na weekend w całkowicie zaciszne miejsce, z dala od codziennego zgiełku


Dziennik zainteresowań

O tej liście już kiedyś wam pisałam. Na nią trafia wszystko to, co gdzieś mignie mi przed oczami i wyda mi się ciekawe. Hasła, które być może chciałabym bardziej zgłębić. Luźne inspiracje. Tutaj trafiła na przykład dzisiaj nazwa pensjonatu agroturystycznego w Gruzji, który organizuje cały dzień atrakcji w winnicy zakończony wielką ucztą - suprą!


Na chwilę obecną to tyle. W ciągu kolejnych dni być może pojawią się w mojej głowie jeszcze myśli z zupełnie innych kategorii. Zestaw notatek będzie zatem pewnie cały czas ewoluował.

Najważniejsze jest dla mnie to, że teraz za każdym razem, gdy w mojej głowie pojawia się jakaś myśl, którą mogę podejrzewać o to, że będzie do mnie wracać  (lub po prostu czuję, że warto ją utrwalić, by gdzieś nie umknęła), biorę telefon i od razu wpisuję ją na odpowiednią listę lub tworzę nową, gdy żadna z istniejących do niej nie pasuje.

Być może to brzmi jako strasznie zawiłe, sztuczne i czasochłonne zajęcie, ale możecie mi wierzyć, że dawno już nie byłam tak spokojna i odprężona. Nagle każda z moich myśli znalazła ujście i to naprawdę robi ogromną różnicę.

Żeby tylko nie poprzestać na tworzeniu list, od razu wzięłam się do działania i wykonałam kilka zadań z zapisanych notatek. Także jeżeli chodzi o przyjemności - od środy zaczynam kurs salsy (który marzył mi się już od wielu, wielu lat!), a udało mi się również wykreślić kilka obowiązków do zrobienia. Jest dobrze!