19 maja 2016

Podkolorowane życie - tak czy nie?

Jedną z najlepszych inspiracji dla wpisów są dla mnie rozmowy z innymi ludźmi. I tak oto podczas przerwy śniadaniowej w pracy (choć mogłabym przecież napisać lunchu czy nawet brunchu) z chłopakami, padł temat presji, jaką obecnie narzuca na nas zewnętrzny świat.

Wszystko jest w końcu tak idealne. Każdy wrzuca na swoje profile społecznościowe tylko najlepsze fotki, ukazujące estetycznie podane posiłki jak z magazynu kulinarnego, bycie fit o każdej porze dnia, cudowne podróże, nieziemskie imprezy itd. Każdy przedstawia jakiś skrawek swojego życia, często bardzo mocno podkoloryzowany i tym sposobem wszyscy narzucamy sobie faktycznie jakiegoś rodzaju presję - by tak żyć, albo przynajmniej udawać, że żyjemy.

O ile przyjemniej byłoby się czasem dowartościować, widząc, że nasi znajomi jedzą zwykłe obiady, chodzą po domu w dresach i rozrywki, które gdzieś tam rzucają się w oczy, to tylko fragment szerszej, bardziej zwyczajnej rzeczywistości.

Z drugiej strony serce podpowiada mi, że to fajne, gdy staramy się pewnym rzeczom w naszym życiu nadać jakąś wyższą rangę i jakość. Tak jak wspominałam wam w którymś z wpisów, jednym z moich ulubionych rytuałów są ostatnio sobotnie śniadania, podczas których zawsze staram się przygotować coś specjalnego i razem z M. delektować się tym wolnym czasem relaksu. 

Pytanie tylko, czy powinnam wrzucać na swój profil zdjęcia naszych weekendowych śniadań, z ukrytym dopowiedzeniem, że tak jemy codziennie? Kogo może zainteresować to, że w większości pozostałych dni mam 2 minuty na zrobienie kanapki i zazwyczaj jest to zwykła buła z szynką i serem. A może jednak takie prawdziwe, zwyczajne życie nie byłoby jednak tak nieciekawe jak nam się wydaje? 

Nie mam jakiejś jednoznacznej opinii w tej kwestii. Może też dlatego, że jednak moje profile raczej świecą pustkami, niż zalewają obserwatorów kolejnymi naciągającymi rzeczywistość fotkami. A może prawda jest brutalna i po prostu nie uważam by moje dania czy przeżycia były na tyle ciekawe, by gdzieś je publikować? Obecnie wszyscy wrzucają tak odpicowane, piękne fotografie, że ciężko pokazać coś fajnego ze swojej strony. A może powody są jeszcze inne?

Patrząc na to z zupełnie innej perspektywy - wiem, że fajnie jest inspirować innych - szczególnie, jeśli faktycznie robi się w życiu coś, co warte jest podzielenia się z innymi ludźmi. I może właśnie takie relacje ze swojego życia - pokazywanie sposobów spędzania czasu czy ogólnej celebracji różnych drobnych momentów, mogą skłonić kogoś do wprowadzenia większej dbałości o takie detale i cieszenie się z nich. Mogą kogoś zainspirować.

Prawda pewnie jak zawsze jest gdzieś pośrodku. 

Mam jednak wrażenie, że gdzieś się w tym wszystkim gubimy. Tworzymy jakąś osobną, żyjącą obok nas wizję podkoloryzowanej rzeczywistości, zamiast szukać i cieszyć się drobiazgami, które przytrafiają nam się w tym zwykłym, prawdziwym życiu. Fajna rozmowa z przyjacielem (nie na odświętnym obiedzie z trzech dań, przystrojonych jadalnymi kwiatami, ale np. przy szklance z paluszkami), poranne wylegiwanie się w łóżku pod swoją zwyczajną kołdrą (bez wszystkich gadżetów i zdobień robiących dodatkowy klimat na zdjęciach) czy wspólne oglądanie ze swoim chłopakiem "Jeden z dziesięciu" i zacięta walka na pytania. 

Tytułowe pytanie wpisu pozostaje otwarte. Ilu ludzi, tyle pewnie odpowiedzi i przemyśleń w tym temacie. Dobrze jest inspirować, dobrze też byłoby zobaczyć, że inni żyją tak samo zwyczajnie jak my i naprawdę możemy trochę odpuścić. Jeśli każdy myśli, że nie dorównuje w jakimś tam obszarze do obecnych standardów, to rodzi to absurd i paradoks. Może fajnie byłoby czasem dać innym do zrozumienia, że naprawdę nasze codzienne życie nie jest idealne i perfekcyjne i większość z nas w niczym nie odstaje od reszty? 

Może po prostu trochę wyluzujmy. 

Ten wpis oczywiście nie mógłby się obejść bez jakiegoś zdjęcia 'szarej rzeczywistości' z przymrużeniem oka, dlatego macie poniżej świetny przykład z życia wzięty. Oto moja wieczorna stylówka z podróży do Rzymu. Na pewno na blogu pokazywałam wam piękne, klimatyczne zdjęcia Wiecznego Miasta, skrywającego się powoli w ciemnościach, mieniącego się światłami lamp itd.

Podczas gdy tak całkiem, całkiem szczerze: wieczorem zrobiło się tak cholernie zimno, że musieliśmy wspólnymi siłami wykombinować coś z niczego, bo zamarzłabym w swoich japonkach. Stąd ekstrawaganckie połączenie grubych szarych skarpet i balerin a do tego piękne wzorzyste spodnie, sweter w jeszcze innym kolorze i ja! Wyznaczałam tego dnia trendy. Nie muszę chyba dopowiadać, że na domiar złego złapała nas w drodze do naszego hotelu tak ogromna ulewa, że wylewaliśmy wodę z butów i generalnie nie potrafiliśmy znaleźć na sobie suchego miejsca.

Może już jednak dosyć tej prawdziwej, prawdziwej rzeczywistości, co ;-)?

14 maja 2016

Przewodnik po Kampanii

Dzisiaj zapraszam was w podróż po jednym z najbardziej malowniczych regionów Włoch - słonecznej Kampanii. Po każdej kolejnej podróży po Italii stwierdzam, że dane miejsce jest moim ulubionym. Taki już urok tego kraju. Bez zbędnych wstępów, startujemy!

NEAPOL

Zaczynam dość przewrotnie, gdyż od miejsca, które zdecydowanie ciężko mi polecić. Nigdy w życiu nie byłam w tak brudnym, zaśmieconym miejscu. Ciężko też czuć się w nim bezpiecznie, szczególnie po zmroku. Nie da się jednak ukryć, że jest to dobra baza wypadowa do dalszych podróży po Kampanii. Można stąd bardzo szybko i łatwo dotrzeć do reszty opisywanych we wpisie miejsc.




Jako że Neapol warto traktować właśnie jako bazę wypadową, dobrze wybrać na nocleg jeden z hotelów w pobliżu głównego dworca, czyli w okolicach Piazza Garibaldi. 

Jeśli chodzi o miejsca warte zobaczenia w Neapolu, na pewno warto odwiedzić katedrę (Duomo), wspiąć się (lub wjechać kolejką) na wzgórze Vomero. Znajduje się tam zamek Sant'Elmo, ale też przede wszystkim widok na całe miasto, Wezuwiusza i morze. Polecam również spacer nadmorskim bulwarem. Nie starczyło nam niestety na to czasu, ale w Neapolu znajduje się również Muzeum Archeologiczne gromadzące najważniejsze zbiory z Pompejów. Warto zobaczyć też kościół San Franceso di Paola na Piazza del Plebiscito i wypić przy okazji prawdziwą neapolitańską kawę w Gambrinusie - najstarszej kawiarni w mieście, pamiętającej wizyty wielu znanych osobistości - pisarzy, śpiewaków operowych, polityków.



I tak dochodzimy powoli do najważniejszego - kulinaria! Żadna z naszych poprzednich podróży po Włoszech nie obfitowała w tak przepyszne jedzenie. Pizza - absolutnie fantastyczna. Jeżeli chodzi o Neapol, polecam szczególnie wizytę w kultowej pizzerii da Michele, znanej z "Jedz, módl się i kochaj". Kolejki dla gości czekających na stolik wyczekują na wejście nawet kilka godzin, dlatego my wzięliśmy pizzę na wynos - czekając zaledwie kilka minut. W da Michele przygotowywane są tylko dwa rodzaje pizzy: marinara i margherita. Obie są po prostu obłędne, chociaż mi najbardziej do gustu przypadła jednak najprostsza z możliwych marinara.




Drugim miejscem, które mogę wam szczególnie polecić jest trattoria Da Donato. Ciężko było nam się załapać na stolik w porze obiadowej, ale na szczęście się udało. Sprawiliśmy sobie tam prawdziwą włoską ucztę za naprawdę niewielkie pieniądze.

Cały region Kampanii słynie z naprawdę przepysznego jedzenia. Każda z zamówionych przez nas pizz była fenomenalna. Zawsze zamawialiśmy tylko marinarę lub margheritę, by poczuć ten klasyczny, pyszny smak bez dodatkowych ulepszeń. Dodatkowe składniki są naprawdę zbędne. Podobnie sprawa wygląda z makaronami - można zamawiać w ciemno, są tak pyszne. Jest to również raj dla fanów owoców morza i ryb - wszystko bardzo świeże i znakomicie przyrządzone. 

W Neapolu spędziliśmy dwie noce. Pierwszego dnia pospacerowaliśmy po mieście, a drugiego wybraliśmy się na Wezuwiusza i do Pompejów. To dwa miejsca, które koniecznie trzeba odwiedzić, będąc w tej okolicy...

WEZUWIUSZ

Do podnóża (wciąż aktywnego, chociaż już od wielu lat uśpionego) wulkanu najłatwiej dostać się z Neapolu pociągiem Circumvesuviana, wysiadając na stacji Ercolano Scavi, a następnie kupując bilet na busa dowożącego chętnych do granicy parku krajobrazowego. Z tego miejsca zaczynamy kilkunastominutową wspinaczkę do samego krateru.






Nie da się opisać piękna panoramy, jaka ukazuje się oczom ze szczytu Wezuwiusza. Sam widok krateru również robi ogromne wrażenie. Mam nadzieję, że zdjęcia choć trochę oddadzą to, co zachwyciło nas w tym miejscu. 

POMPEJE

Z okolic Wezuwiusza przejechaliśmy do Pompejów - słynnego starożytnego miasta, zasypanego popiołem po erupcji wulkanu w czasach cesarstwa rzymskiego. Byliśmy zdumieni tym, w jak dobrym stanie zachowało się miasto i jego budynki. Na spacer po Pompejach spokojnie można przeznaczyć cały dzień - do zobaczenia jest aż tak wiele miejsc. Obecnie teren wykopalisk urozmaicają również rzeźby Mitoraja, świetnie wpasowujące się w klimat odkopanego z wulkanicznego popiołu miasta.







 

SORRENTO

Po zobaczeniu Wezuwiusza i Pompejów opuściliśmy Neapol i przejechaliśmy pociągiem Circumvesuviana do Sorrento, gdzie spędziliśmy kolejne dwa dni. Pierwszego dnia niespiesznie spacerowaliśmy sobie po miasteczku, odkrywając jego piękne zakamarki. 


Jeśli zamierzacie na waszą wyprawę wypożyczyć samochód, mocno sobie to przemyślcie. Uliczki w Sorrento, ale też w ogóle na Wybrzeżu Amalfi są niesamowicie wąskie, położone na przepaściami. My niesamowicie cieszyliśmy się, że zrezygnowaliśmy z tego pomysłu, szczególnie, że komunikacja publiczna działa na miejscu bardzo sprawnie.

W Sorrento znaleźliśmy nocleg na samym szczycie jednego wzgórza. Widoki niezapomniane, ale możecie mi wierzyć, że serce podchodziło mi do gardła gdy właściciel pensjonatu wywoził nas swoim busikiem w górę zbocza, wycofując po kilka razy by zmieścić się w uliczce, tuż nad kilkusetmetrowymi skarpami. Chyba na zawsze zapamiętam te przejażdżki.





Wracając do Sorrento, warto po prostu przejść miasto wzdłuż i wszerz, cała jego turystyczna część jest bardzo malownicza!




 

CAPRI

Sorrento jest dobrą bazą wypadową na Capri. Nie jest to najtańsza wycieczka, ale zdecydowanie warto przeznaczyć na nią część swoich wakacyjnych funduszy. 

My zdecydowaliśmy się na zwykłe przepłynięcie promem z Sorrento na Capri, bez wykupywania standardowej wycieczki mniejszym stateczkiem itp. Wyspa zauroczyła mnie od pierwszego wejrzenia, mimo ogromnych tłumów, z którymi niestety trzeba się liczyć w tym miejscu. Niezwykłe skały, strome zbocza, lazurowa woda...






Odwiedziliśmy na wyspie masę pięknych miejsc. Warto wejść do Ogrodów Augusta, skąd można zobaczyć słynną drogę Via Krupp i skały Faraglioni.





Mniej znanym miejscem, skąd można podziwiać chyba jeszcze ładniejsze widoki jest Belvedere Cannone, będące moim faworytem, jeżeli chodzi o punkty widokowe na wyspie.




Będąc na Capri, warto przejechać autobusem również na drugą cześć - do Anacapri i tam wsiąść na wyciąg krzesełkowy na Monte Solaro - najwyższy szczyt wyspy. Niezapomniane widoki. Samo Anacapri jest miasteczkiem bardziej swojskim i przyjaznym niż luksusowe Capri. Tutaj można zobaczyć dzieciaki grające w piłkę, poznać bardziej prawdziwą stronę życia mieszkańców wyspy.







 

POSITANO

Naszym ostatnim punktem noclegowym było Positano - miejscowość uważana za najpiękniejszą na całym Wybrzeżu Amalfi. Tutaj również spędziliśmy dwie noce. Do Positano można dotrzeć z Sorrento autobusami SITA, które dojeżdżają również do pozostałych miejscowości na wybrzeżu, opisanych w dalszej części wpisu.




Miasteczko jest po prostu przepiękne, na kolejne ulice wchodzi się niemalże pionowymi schodami, budynki wyglądają jak wklejone w skałę. Co mnie zaskoczyło, to brak tłumu na plaży. Było tak cicho i spokojnie, że można było spokojnie uciąć sobie drzemkę pod skałą, słuchając tylko szumu fal. 


 
 W Positano udało mi się trafić na najlepszą kawę na świecie! Będąc w tym miejscu, koniecznie zajrzyjcie do Baru Internazionale (nie da się go przeoczyć, gdyż znajduje się zaraz przy przystanku autobusowym) i zamówcie aromatyczne, gęste espresso. To jest właśnie ten smak, za którym tak na co dzień tęsknię.



RAVELLO

Z Positano warto wybrać się do Amalfi...







I w Amalfi przesiąść się na autobus do Ravello - miasta muzyki. Tutaj niebo dosłownie przenika się z morzem, delikatnie przechodząc przez różne odcienie niebieskiego. 

Widok ten można zobaczyć z dwóch niezwykłych ogrodów. Pierwszy z nich znajduje się przy Villi Rufolo. To miejsce totalnie mnie oczarowało. Odbywa się tutaj Ravello Festival, co ze względu na scenerię musi być niesamowitym wydarzeniem. 



Drugim miejscem z fantastycznym tarasem widokowym jest Villa Cimbrone. 

 

SENTIERO DEGLI DEI - ŚCIEŻKA BOGÓW

Na koniec zostawiliśmy sobie zdecydowanie najpiękniejszą atrakcję - Ściężkę Bogów. Trasę warto zacząć w Ageroli (przystanek Agerola Bomerano), dokąd można dojechać właśnie z Ravello. Prowadzi ona do Positano, przez miejscowość Nocelle. Warto zacząć właśnie z tej strony, gdyż wtedy prawie cały czas schodzimy w dół ścieżki. Widoków z tej górskiej dróżki nie da się opisać. To po prostu trzeba przeżyć i zobaczyć.









Po zejściu ze ścieżki, przytrafiła nam się piękna niespodzianka. Było już ciemno gdy dotarliśmy do Positano, po kilku godzinach wędrówki przymieraliśmy głodem. I wtedy zupełnym przypadkiem trafiliśmy na lokalną sąsiedzką imprezę. Mieszkańcy wszystkich okolicznych domów - począwszy od malutkich dzieciaków do wiekowych już staruszków - zbierają się mniej więcej raz w miesiącu na swoim ukrytym przed tłumami placyku i świętują. Na placu na pełnych obrotach pracuje piec do pizzy, wszyscy razem przygotowują jedzenie, śmieją się i rozmawiają. Gdy mieszkańcy zobaczyli o zmroku nas - "zagubionych wędrowców", od razu zaproponowali nam pizzę i piwo. Migiem znaleziono osobę, która mówiła po angielsku i zajęto się nami jak ważnymi gośćmi. Nawet się nie obejrzeliśmy, jak włączono nas do wspólnego ucztowania. To jedno z naszych najpiękniejszych wspomnień, jeżeli chodzi o włoską gościnność.

Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. Po ostatnim noclegu w Positanu, wróciliśmy do Sorrento, a następnie do Neapolu, skąd czekał nas już tylko lot do Katowic. 

To była jedna z najpiękniejszych podróży w moim życiu. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze kiedyś powrócić w te strony. Chociaż w Italii zostało jeszcze tyle miejsc do zobaczenia...

Zobacz również moje inne wpisy o Włoszech:

PRZEWODNIK PO LIGURII


PRZEWODNIK PO TOSKANII