17 listopada 2017

Trzy świetne książki dla poszerzenia horyzontów

Książki popularnonaukowe, książki o nauce, pozycje, z których mogę nauczyć się czegoś nowego - uwielbiam oddawać się tego typu lekturze. Dzisiaj mam dla was trzy kolejne pozycje, po które warto sięgnąć by dowiedzieć się nowych fascynujących faktów, obalić popularne mity lub by poznać naprawdę przydatne narzędzia do własnej nauki. Zapraszam na solidną dozę inspiracji dla intelektualnej rozrywki. 





 

"CZAS POSTPRAWDY" - RALPH KEYNES


W pierwszym momencie bardzo zdziwiłam się, że ta książka nie została napisana w 2016 czy obecnym roku, po określeniu naszej współczesnej rzeczywistości właśnie czasem postprawdy. Na każdym kroku spotykamy się z fałszywymi informacjami, pokręconymi teoriami spiskowymi, krążącymi legendami na temat różnych siejących strach wydarzeń, czy po prostu... kłamstwami. 

Zmyślone  czy podkolorowane "fakty" istniały w naszym społeczeństwie zawsze, ale nigdy nie miały się chyba tak dobrze, jak teraz. Dlaczego? Bo mówienie kłamstw i naginanie prawdy w zasadzie przestało grozić większymi konsekwencjami, a nawet więcej. Na jego podłożu i z jego powodu można nawet z powodzeniem zostać znanym celebrytą! Tak wiele publicznych osób "mija się z prawdą", ale zupełnie nam to nie przeszkadza i nawet zaczęliśmy to po prostu akceptować i traktować jako coś normalnego. Jest to moim zdaniem fascynujące zjawisko.

Czy wiecie na przykład jak często kłamali uczestnicy badania Roberta Feldmana (psychologa specjalizującego się w badaniu sposobów oszukiwania ludzi), w którym za zadanie mieli przeprowadzenie 10-minutowej rozmowy z nieznajomym? Średnio raz na 3,3 minuty... Chociaż żaden z nich pierwotnie nie zauważył, żeby mijał się z prawdą. 

Jednak jak już wcześniej zaznaczyłam, pojęcie postprawdy nie okazuje się czymś tak świeżym, jak mogłaby na to wskazywać jego ostatnia popularność.  Zostało ono po raz pierwszy użyte już w 1992 roku, a książka powstała w roku 2004. Nie traci jednak absolutnie nic na swojej aktualności. Teraz jej wymowa jest może nawet jeszcze pełniejsza.

Co ciekawego można znaleźć w tej pozycji? Przede wszystkim całą masę interesujących przykładów nieszczerości, oszustw i mijania się z prawdą w oparciu o historie bardziej i mniej znanych postaci. Poznając głębiej temat postprawdy, zauważyłam też, że sama dużo mocniej wyczuliłam się w tej kwestii i ze znacznie mniejszą dozą zaufania podchodzę ostatnio do różnych wiadomości i doniesień. Książka napisana jest prostym językiem i bardzo dobrze się ją czyta. Nie chcę zbyt dużo zdradzać, żeby nie psuć wam lektury. Naprawdę warto po nią sięgnąć. Dla rozrywki, ale także żeby z większą świadomością poruszać się w dzisiejszym świecie nie zawsze rzetelnych informacji i historii. 



"MÓZG. 41 NAJWIĘKSZYCH MITÓW" - CHRISTIAN JARRETT

Druga książka, którą chcę wam przedstawić dotyczy mózgu i mitów, w które większość z nas wierzy, i nawet nie podejrzewa, że mogą to być nieprawdziwe informacje. Jest to odrobinę trudniejsza i bardziej specjalistyczna pozycja, ale nadal może po nią sięgnąć każdy czytelnik, nawet niezwiązany w żaden sposób z neurobiologią. 

Książka ta w sumie ładnie łączy się z opisaną wyżej pozycją o postprawdzie, bo opisuje wiele różnych mitów, które rosną w siłę i są powielane z ogromną mocą, bo na przykład podpierają korzystne dla takich czy innych grup teorie czy pozwalają wcisnąć konsumentom różne "rewolucyjne" produkty i usługi w oparciu o rzekome najnowsze osiągnięcia naukowe w dziedzinie badań mózgu i inne tego typu kwiatki. 

W książce zostało opisanych 41 mitów. W część z nich nie wierzy już praktycznie nikt z nas (jak przestarzałe, starożytne twierdzenia o tym, że siedliskiem myśli jest serce czy że wywiercenie otworu w czaszce uwalnia z niej złe duchy), ale uwierzcie mi na słowo, że wiele z tych mitów bardzo was zaskoczy, w tym sztandarowy przykład, mówiący o znanej nam wszystkim teorii o wykorzystywaniu przez człowieka tylko 10% swojego mózgu czy o tym, że ludzie prawopółkulowi są bardziej twórczy, albo że trening mózgu czyni nas inteligentniejszymi. A nie czyni? No właśnie. Jeśli interesują was takie tematy, to spodoba się wam ta pozycja. 


"WŁAM SIĘ DO MÓZGU" - RADEK KOTARSKI


O tej książce jest już głośno w Internecie. I słusznie, bo to naprawdę świetna pozycja. Może o tym świadczyć chociażby fakt, że wczoraj na spacerze z synkiem, przez prawie godzinę czytałam ją na stojąco w zimnie, i nawet nie zauważałam, kiedy przewracałam kolejne kartki (na stojąco, bo żeby usiąść na ławce to już naprawdę było za zimno, gdyby już kogoś szczególnie interesował ten drobny szczegół.) Wciąga, kusi kolejnymi przykładami i niesamowicie inspiruje do działania i próbowania kolejnych technik w praktyce.

Ale po kolei, bo nie napisałam jeszcze czego dotyczy ta książka. Autor przedstawia w niej szereg różnych technik wspomagających samodzielne uczenie się różnych tematów. Nie jest to bynajmniej sucha, nudna wiedza, ale raczej wciągająca podróż po kolejnych metodach i sposobach na długotrwałe zapamiętywanie istotnych dla nas informacji.

W zasadzie wszystko w książce mogę zaliczyć na plus - bardzo przystępny, przyjemny język, piękna oprawa graficzna, świetne opracowanie tematu no i przede wszystkim naprawdę sporo merytorycznej wiedzy na temat tego jak się uczyć. Ostrzegam tylko, że gdy sięgnięcie po tę książkę, to możecie skończyć tak jak ja - zastanawiając się po nocach, na jaki kurs by się teraz zapisać, żeby móc wykorzystać te wszystkie praktyczne informacje! Autor nauczył się dzięki przedstawionym metodom języka szwedzkiego zupełnie od podstaw aż do zdania oficjalnego egzaminu w ciągu zaledwie 6 miesięcy oraz z powodzeniem przygotowywał się do zdobycia tytułu certyfikowanego piwnego sędziego, co też jest fajne, bo opisane w książce techniki można odnieść zarówno do bardziej teoretycznej jak i praktycznej wiedzy. 

Polecam wszystkim - uczniom i studentom, ludziom dorosłym, rodzicom, by wiedzieli jak pomagać swoim dzieciom w nauce. Pozycja obowiązkowa dla każdego. A dla osób zakręconych na punkcie nauki, rozszerzania swoich horyzontów i zdobywania nowej wiedzy, to już naprawdę 'must-read'.

----

Mam też dla was super kanał na Youtube, właśnie z kategorii poszerzania horyzontów, ale o nim wspomnę może przy okazji kolejnych perełek, do których mam nadzieję wrócić końcem miesiąca.


02 listopada 2017

Trzy aplikacje, które uprzyjemniają mi życie

Jakiś czas temu wspominałam na Instagramie o moich porządkach w szafie, które bardzo ułatwiła mi pewna aplikacja. Pojawiły się głosy, żebym napisała na ten temat coś więcej. Stąd dzisiejszy wpis - ale rozszerzony o polecenia jeszcze dwóch innych aplikacji, które niesamowicie lubię. 

Bez zbędnych wstępów, zaczynamy!


YOURCLOSET




Kilka tygodni temu zostaliśmy zmuszeni do opróżnienia całej zawartości naszej szafy, wyprania, wyprasowania i poukładania od nowa wszystkich ubrań. Postanowiłam wyciągnąć jakiekolwiek pozytywy z tego trudnego zadania (nasze mieszkanie przez bardzo długi czas przypominało pobojowisko) i przy tej okazji zrobić porządki z ubraniami i skatalogować je. To, że lubię mieć wszystko ułożone w listach i innych tego typu układach nie jest dla nikogo tajemnicą. Zawsze marzyłam o tym, żeby sfotografować wszystkie swoje ciuchy i mieć dzięki temu całościowe spojrzenie na swoją garderobę.

Z pomocą przyszła mi aplikacja YourCloset, która jest przede wszystkim banalnie prosta, intuicyjna i szybko działa (nie trzeba czekać wieki na przetworzenie zdjęcia, zapisanie go w folderze itd.).

Zasada działania aplikacji jest bardzo prosta. Jest ona naszą wirtualną szafą. Bierzemy ubranie, robimy mu zdjęcie, przypisujemy do kategorii i tyle. Cała robota.

W aplikacji są przypisane wstępne kategorie, ale oczywiście możemy je dowolnie pod siebie zmieniać, co też zrobiłam. Pewne grupy pozostawiłam bez zmian, inne poprawiłam pod siebie. 

Mój podział wygląda następująco:

Góry:

- marynarki
- koszule
- swetry wkładane
- kardigany
- t-shirty
- koszulki bez rękawów
- bluzki z długimi rękawami
- kamizelki, poncza i wszystkie rzeczy wpadające do kategorii "inne"

Doły:

- szorty
- spodnie materiałowe długie
- jeansy
- cygaretki
- spódnice

Buty:

- płaskie
- na obcasie
- sandały
- botki i kozaki

Sukienki:

- biurowe
- letnie 
- koktajlowe

Torebki:

- eleganckie
- zwykłe (sportowe, plecaki, plażowe itp.)

Akcesoria:

- paski
- szale
- czapki
- naszyjniki, łańcuszki
- kolczyki
- pierścionki
- bransoletki
- okulary

Okrycia wierzchnie:

- płaszcze
- kurtki

Sportowe i domowe:

- domowe sukienki
- góry
- doły


Po zrobieniu zdjęcia aplikacja automatycznie rozpoznaje kolor ubrania, ale możemy go również zmienić naciskając znacznik koloru i wybierając odpowiednie miejsce na naszym zdjęciu. Kolory można również ustawić ręcznie wchodząc na skatalogowane już ubranie i wybierając "Pick Catalog Color". Oczywiście po fakcie możemy również zmienić kategorię ubrania ("Change Category").

Gdy już dodamy wszystkie swoje ubrania, możemy tworzyć z nich outfity. I to jest naprawdę świetna opcja, by zapamiętać swoje najmądrzej skomponowane stylizacje. Możemy również przypisać je do kalendarza - wtedy aplikacja liczy nam, ile razy włożyliśmy każde z ubrań i tworzy proste statystyki.

Aplikacji możemy użyć także do tworzenia listy rzeczy do zabrania w podróż, korzystając z funkcji "Packing".

Dla mnie główną zaletą YourCloset jest to, że mogę całościowo spojrzeć na swoją szafę, przeglądać poszczególne kategorie, sortować ubrania według kolorów i oczywiście tworzyć swoje stylizacje. Nic więcej nie jest mi potrzebne do szczęścia. 

Wreszcie mam w 100% przemyślaną i przejrzystą szafę. A to naprawdę przekłada się na bardziej przemyślane zestawy ubrań. Teraz mam prawdziwą frajdę z wybierania rzeczy, które włożę na dane wyjście. Bardzo pozytywna zmiana.


 

INSIGHT TIMER


To cudo odkryłam kilka dni temu i wciąż nie mogę się nadziwić, jak łatwo udało mi się dzięki tej aplikacji zmobilizować do czegoś, co odkładałam latami!

Mam oczywiście na myśli medytację.




To zawsze był mój słaby punkt. Czytałam już tysiące razy, że to jedna z najlepszych rzeczy, jakie możemy zrobić dla swojego samopoczucia. Ale po prostu nie potrafiłam zmobilizować się do tego, żeby codziennie siadać i medytować. Wydawało mi się to straszliwie nudne i monotonne.

Od kilku tygodni jednak kiełkowała we mnie myśl, że to już czas. Że naprawdę muszę spróbować wziąć się za medytację na serio. I wtedy wpadła w moje ręce właśnie ta aplikacja.

Zanim zaczniecie czytać, po prostu ją zainstalujcie. Sami zobaczycie, że ma w sobie coś takiego, co odczarowuje tę czynność z nudnego siedzenia w fajne, urozmaicone wyzwanie.

Ja najchętniej korzystam z rozmaitych medytacji zamieszczonych w playliście "365 Day Playlist" oraz ze zwykłej medytacji z timerem, z odgłosami "eternal stream" w tle.  Wyszukuję też czasem jakieś konkretne rzeczy (np. mantry) i dodaję do swoich ulubionych. 

Może medytacja powinna całkowicie wypływać z wnętrza, no ale trudno, dla mnie dużą mobilizacją jest to, że aplikacja podsumowuje moje czasy i pokazuje ile dni pod rząd już medytuję. Do tego niesamowicie urozmaicona kolekcja przeróżnych medytacji od różnych nauczycieli oraz pokazywanie ludzi, którzy również medytują w naszej okolicy jest naprawdę świetną opcją.

Nigdy, przenigdy nie podejrzewałabym, że będę z ekscytacją czekać na swoją codzienną medytację, ale teraz naprawdę tak jest. Jest to naprawdę idealna aplikacja dla wszystkich, którzy chcieliby spróbować tego rodzaju praktyki, ale kompletnie się w niej nie widzą. Insight Timer proponuje tyle ciekawych opcji, że po prostu nie można nie znaleźć tutaj czegoś odpowiedniego dla siebie.

Bardzo, bardzo polecam.


THING COUNTER

I na koniec aplikacja, która pomaga mi ruszyć z miejsca w nawet najbardziej leniwy dzień.

Na pewno też macie takie dni, kiedy nic się wam nie chce i nie możecie zmobilizować się do żadnego działania. Pod koniec takiego totalnego dnia lenia zazwyczaj czuję się fatalnie, mając w świadomości myśl, że zwyczajnie zmarnowałam ten czas. Żeby uniknąć takich sytacji, postanowiłam wymyślić swoje własne narzędzie do walki z "rozmemłaniem".

Zainstalowałam aplikację Thing Counter, która po prostu jest licznikiem. W swoim telefonie jeden z ekranów poświęciłam właśnie na to narzędzie i stworzyłam sobie widżety do dziesięciu różnych liczników. U mnie są to następujące kategorie:




Zasada jest bardzo prosta. W fajne, energiczne dni nie korzystam z liczników, bo wszystko samo się toczy. Ale gdy popadam w wyżej wspomniane "rozmemłanie", przechodzę do mojego sekretnego ekranu i zaczynam od zrobienia czegokolwiek, żeby przyznać sobie punkt, w którejś z kategorii.

I tak sobie zbieram punkt za punktem, mobilizując się do dalszego działania. Fajnie, gdy uda mi się zdobyć punkt w każdej z kategorii. Można również bić swoje własne rekordy, gdyż aplikacja zapamiętuje archiwalne wyniki z każdego licznika. Pod koniec dnia zawsze resetuję wszystkie liczniki, żeby zawsze startować od zera. Dzięki temu mogę podglądać swoje wcześniejsze wyniki.

Jeśli chcielibyście skorzystać z takiego mobilizatora, oczywiście warto dopasować pod siebie kategorie. Do ciała zaliczam wszystkie czynności związane ze zdrowiem i urodą. Umysł do dla mnie czytanie naukowych książek, uczenie się języka itp. Dusza to medytacja, modlitwa, świadome spacery, świadome słuchanie muzyki. Dom to porządki, załatwienia. Relacje to różnego rodzaju interakcje ze znajomymi i rodziną. Rozwój wewnętrzny to kategoria przeznaczona na moje pasje, pracę ze sobą. M&M to wszelkie fajne aktywności z moim synem i narzeczonym. Praca to czynności związane z blogiem, bo na razie jeszcze cieszę się cudownym urlopem macierzyńskim.

Dwie ostatnie kategorie, to u mnie takie wyzwania specjalne, trudniejsze niż pozostałe i bardziej dla mnie wartościowe. X Strach to każde moje wyjście ze strefy komfortu. X Extra to zrobienie czegoś, co bardzo długo odkładałam. Gdy uda mi się zdobyć punkt w którejś z tych dwóch dziedzin, jestem najbardziej usatysfakcjonowana. 

Dodatkowo w Trello stworzyłam sobie tablicę, w której zapisuję sobie jednorazowo każde nowe zadanie, które udało mi się zrobić i przyporządkowuję je do danej kategorii. Dzięki temu tworzę sobie listę doładowań do każdej z dziedzin. Nie zapisuję tam za każdym razem, że przyczytałam książkę, tylko dodaję jeden raz podpunkt "czytanie książki popularnonaukowej" i zapisuję ją w karcie "umysł". Dodaję tam tylko nowe aktywności, których wcześniej jeszcze nie umieszczałam na liście, żeby taki fajny spis pomysłów sobie stworzyć. 

Jest to moja interpretacja wykorzystania pomysłu zbierania i aktywowania doładowań, która spodobała mi się w książce "Superbetter". Przetestujcie sami, czy sprawdza się u was taki rodzaj mobilizacji.

Oczywiście każde narzędzie możecie dopasować pod siebie. Możecie nie resetować liczników i założyć sobie, że gdy np. dobijecie do setki w jakiejś kategorii, przyznacie sobie jakąś konkretną nagrodę. Ja wolę motywować się w całości wewnętrznie, czyli z nagrodą w postaci satysfakcji z własnego działania, ale można spróbować też innych opcji.

I to tyle na dzisiaj. Podrzućcie koniecznie w komentarzach wasze ulubione aplikacje!

24 października 2017

Rzeczy w kapsułce # 2 - Czytam...

Książki odgrywają w moim życiu ogromną rolę. Być może nawet jestem od nich uzależniona. Miesiąc bez nowej paczki z księgarni to miesiąc stracony. Rzadko sięgam po powieści, częściej wybieram książki popularnonaukowe, reportaże, biografie czy poradniki dotyczące moich zainteresowań. 

W związku z tym zazwyczaj w jednym okresie czasu czytam kilka pozycji o różnej tematyce. Dzisiaj chcę pokazać wam mój obecny czytelniczy zestaw. Będzie różnorodnie, mądrze, inspirująco i pięknie.


1. "Sapiens. Od zwierząt do bogów." - Yuval Noah Harari


Książka, którą po prostu trzeba przeczytać. Przewraca ona do góry nogami myślenie o wielu sprawach. Napisać książkę popularnonaukową, pełną nowych dla czytelnika wiadomości to jedno. Przedstawić te wszystkie informacje w tak ciekawy sposób, że ani na moment nie chce odkładać się tej książki na półkę - to już prawdziwa sztuka. 

"Sapiens" przedstawia historię ludzkości od samych jej początków. Zamiast jednak koncentrować się na suchym przedstawianiu powielanych wszędzie informacji, sięga znacznie głębiej i skupia się przede wszystkich na przyczynach różnych zmian (i prawdziwych rewolucji), które zachodziły w ludzkich społeczeństwach oraz kwestiach, które zazwyczaj pomija się na lekcjach historii. I robi to w naprawdę fascynujący sposób. Nie miałam pojęcia o większości rzeczy, których dowiedziałam się z tej pozycji. 

Wiedza autora po prostu powala. Nie mówię, że zgadzam się ze wszystkim co do tej pory przeczytałam. Chociaż wiem, że to fakty naukowe, z którymi bynajmniej nie polemizuję, to jednak uważam, że istnieje coś więcej niż mędrca szkiełko i oko. Nie zmienia to faktu, że to zdecydowanie jedna z najciekawszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam. 

Dostarcza tyle tematów do dyskusji, że teraz leżąc wieczorem w łóżku, zamiast opowiadać o jakichś zwykłych bieżących sprawach, nieustannie rozkminiamy i wymieniamy poglądy na tematy ewolucji, rewolucji agrarnej, hodowli zwierząt, roli plotki w rozwoju człowieka i prehistorycznych społeczeństw, tego jak wyglądałby świat, gdyby przetrwały również inne gatunki człowieka i wiele, wiele innych. Każdy rozdział to kawał dobrej lekcji historii. 

Idealna do poszerzania horyzontów.




 

 

2. "Narratologia" - Paweł Tkaczyk


Tę książkę czytam już dość długo, a to dlatego, że stała się moją "książką na spacery" - zawsze wożę ją w wózku, na wypadek drzemki M. i wynikłej z tego chwili na lekturę. A że tych spacerów ostatnio jakby mniej, to też lektura mocno spowolniła.

Byłam bardzo ciekawa tej pozycji i muszę przyznać, że można dowiedzieć się z niej naprawdę dużo na temat układania i opowiadania historii. Przydatna zarówno dla osób zajmujących się marketingiem, jak i dla różnego rodzaju prelegentów, trenerów, wykładowców. I w zasadzie dla każdego z nas. Bo kto nie lubi posłuchać, a już tym bardziej opowiedzieć dobrej historii? Takiej, która trzyma w napięciu i wywołuje prawdziwe emocje?

Z książki dowiadujemy się naprawdę bardzo dużo o zasadach tworzenia wciągającej historii, popartych licznymi przykładami. Czytając ją odczuwam lekki niedosyt, ale może dlatego, że czytam ją jednocześnie z tak dobrą książką, jaką jest wyżej opisywany "Sapiens". Dla mnie "Narratologia" nie jest może książką, która w 100% mnie porywa (a tego spodziewałam się po pozycji traktującej o storytellingu), ale na pewno nie można odmówić jej ogromu merytorycznej wiedzy, którą zdecydowanie warto poznać i przyswoić. 


 

 

3. "Narzędzia tytanów" - Timothy Ferriss


Tę książkę w zasadzie już przeczytałam, ale leży ona na mojej szafce nocnej, bo często otwieram ją na chybił trafił,  w poszukiwaniu nowych inspiracji do wyorzystania w praktyce. A naprawdę jest tutaj czym się inspirować. Kto zna Tima Ferrissa i jego podcasty, ten wie, czego można spodziewać się po tej książce.

Autor zebrał w niej najciekawsze wskazówki i porady swoich gości, tworząc o każdym z nich osobny profil, z najlepszymi inspiracjami w pigułce. Jeśli szczególnie zaciekawi nas jakaś postać, można przesłuchać później cały wywiad.

Tak jak już wcześniej wspominałam w innym wpisie, część o zdrowiu była dla mnie najmniej inspirująca, i nieco zniechęciła mnie do całości, ale już profile zamieszczone w części o bogactwie i mądrości są aż po brzegi wypełnione wartościowymi wskazówkami. Fajnie jest móc nauczyć się czegoś od wybitnych w swoich dziedzinach ludzi i poznać ich własne sposoby na motywację, dobre rozpoczęcie dnia, produktywną pracę, idealny trening i setki innych spraw.




 

 

4. "Zasady Canfielda" - Jack Canfield

Ten okładkowy koszmarek jest już ze mną od ładnych kilku lat i wierzcie mi, gdy już przełknie się tę okładkę przypominającą mi jakieś pseudomotywacyjne spotkania, na których trzeba głośno klaskać i krzyczeć "Jestem zwycięzcą!" jest już tylko lepiej. Może nawet lepiej, że ta okładka aż tak mi się nie podoba. Dzięki temu bez żalu piszę, zakreślam i pracuję z tą książką na wszelkie możliwe sposoby.

Mądrych inspiracji jest tutaj naprawdę dużo. Jestem przekonana, że gdyby zaczerpnąć z niej chociażby 5%, ale tak na poważnie i w praktycznym wykorzystaniu, to już zrobiłoby dla każdego różnicę. To taka skondensowana wiedza o rozwoju osobistym. Część rzeczy pojawia się w wielu książkach o takej tematyce, część może być nowością. Nie to zresztą jest tutaj ważne.

Bo w książkach o rozwoju osobistym nie tyle chodzi moim zdaniem o nowatorskie pomysły, co po prostu o przypomnienie na czym warto się skupić i o zachęcenie do praktycznych zmian. A ta książka moim zdaniem do tego zachęca, o czym świadczą moje liczne notatki na marginesach, dotyczące przekładu przeczytanych przeze mnie rzeczy na codzienne sytuacje.

Warto nie tyle przeczytać, co czytać fragmentami tę książkę i brać z niej coś dla siebie. Na przykład jako szybka poranna dawka motywacji na resztę dnia.



 

 

5. "Fantom bólu. Reportaże wszystkie" - Hanna Krall

Książka, którą dawkuję sobie po rozdziale. Później trochę przerwy i kolejny. Nie jest to łatwa lektura, momentami aż boli, o czym doskonale wie każdy, kto czytał w szkole "Zdążyć przed Panem Bogiem". Reportaże Hanny Krall zawierają maksimum przekazu w zdaniach pozbawionych niepotrzebnych ozdobników. Już kiedyś wspominałam, że u Hanny Krall każde słowo jest po coś. Czuję, że zostanę z tą książką na dłużej. Na pewno nie da się jej przeczytać szybko, za jednym zamachem. Przynajmniej ja tak nie potrafię i nie chcę. 



 

 

6. "100 najpiękniejszych obrazów" - Justyna Weronika Łabądź 


Moja wieczorna przyjemność. Gdy nasz synek już idzie spać, wieczorem siadam z tą książką w kuchni i czytam o jednym czy kilku obrazach. Niesamowicie lubię te moje prywatne przygody ze sztuką. Niektóre obrazy totalnie mnie zachwycają, inne dziwią, w jeszcze innych odkrywam interpretacje czy szczegóły, o których wcześniej nie miałam pojęcia.

Kolejna wspaniała pozycja do poszerzania horyzontów i estetycznych doznań.









 

 

7. "Opowieść o księciu Genji" 


I na koniec mój niekończący się wyrzut sumienia. Wspominałam wam już kilka razy o tej nieszczęsnej książce, która po prostu nie może się skończyć.

Jeśli też jesteście osobami, które nie potrafią odłożyć rozpoczętej książki, znacie mój ból. Może za kilka lat uda mi się dobrnąć do końca. Oby! Jestem na 11 964 stronie. Tak, tak, tak. Wiem, że to głupie. Ale czytam dalej.






Jaki jest wasz obecny zestaw książek? Ja mam w poczekalni tyle kolejnych fajnych książek, że aż nie mogę się ich wszystkich doczekać. Będę się z wami dzielić na bieżąco. Czekam na wasze inspiracje!

PS. Jeśli chcecie być na bieżąco z moimi lekturami i innymi kadrami z mojej codzienności, serdecznie zapraszam was do obserwowania mojego konta na Instagramie - @happyholic.pl - tam jestem ostatnio znacznie częściej.