20 maja 2015

Uporządkuj swoje mieszkanie za pomocą pewnej magicznej metody... (2)

Mało co tak wytrąca mnie wewnętrznie z równowagi jak chaos w otoczeniu. A ostatnio niestety dość długo w takim chaosie żyłam. Wpadłam w jakąś głupią pułapkę, która mówiła mi, że nie warto po raz kolejny brać się za odgruzowywanie, sprzątanie bo jest tego tak dużo i to wszystko tak szybko wraca do pierwotnego stanu, że po prostu nie warto.

Kompletnie zapomniałam o tym cudownym uczuciu po zakończeniu porządków. Gdy wszystko jest na swoim miejscu a w środku aż kipi od satysfakcji z wykonanej pracy. Na szczęście w porę sobie o nim przypomniałam i skupiłam się na porządkowaniu, ale od zupełnie innej strony...



Co prawda istnieje wiele teoretycznie przyjemniejszych sposobów na uporanie się z nieporządkiem niż całoweekendowa harówka, ale prawda jest taka, że większość z nas potrzebuje "efektu wow" - z kompletnego bałaganu do królestwa czystości. Jednak wcale nie musi to być okrutna katorga, a wręcz przeciwnie - megaprzyjemność. I o takim alternatywnym podejściu do porządkowania chciałam wam dzisiaj trochę opowiedzieć.


POLUB SPRZĄTANIE


Na blogu becomingminimalist przeczytałam bardzo trafny cytat odniesiony właśnie do porządkowania: "Ludzie rzadko odnoszą sukces, gdy nie lubią tego co robią" (Dale Carnegie). Eureka. Zamiast znęcać się nad sobą i denerwować, że wciąż toniemy w bałaganie, znacznie lepiej spróbować zamienić sprzątanie w specjalne wydarzenie, wyzwanie, coś co sprawi przyjemność.

U mnie takim pierwszym krokiem do przyjemności z porządkowania było przeorganizowanie swojego sposobu myślenia o sprzątaniu oraz całego pomysłu na zaadaptowanie domowej przestrzeni. Bardzo pomogła mi w tym pewna książka, którą dosłownie pochłonęłam w jeden wieczór.

Mam na myśli "The Life-Changing Magic of Tidying Up: The Japanese Art of Decluttering and Organizing" (kupiłam ją w Google Play za niecałe 9 zł). Jakiś czas temu gdzieś natknęłam się na ogólną koncepcję metody opisywanej w tej książce i nie dawała mi ona spokoju. Chciałam zapoznać się szczegółowo z wszystkimi jej tajnikami i muszę przyznać, że nie żałuję ani minuty spędzonej nad tą pozycją.


WYBIERAJ ŚWIADOMIE PRZEDMIOTY, KTÓRYMI CHCESZ SIĘ OTACZAĆ


Zmienia ona kompletnie podejście do porządkowania przestrzeni. Jej główny przekaz można zawrzeć w zaledwie w jednym zdaniu: otaczaj się tylko takimi rzeczami, które naprawdę lubisz, które sprawiają ci radość.

Zasady metody również są bardzo zwięzłe i proste:

1. Po pierwsze pozbądź się wszystkich rzeczy, które nie wywołują w tobie radości (ang. pytanie: "does it spark joy?"). Pozostaw te rzeczy, wobec których czujesz "to coś" - intuicyjny znak, że naprawdę je lubisz i chcesz je zostawić w swoim życiu.
2. Po drugie przypisz stałe miejsce dla każdej z tych rzeczy, które zostaną z tobą.
3. I po trzecie zawsze odkładaj rzeczy na ich miejsce.

Nic skomplikowanego. Oczywiście to tylko ułamek z wszystkich założeń tej metody, ale te trzy punkty obrazują główne jej kroki.


PORZĄDKI A SAMOPOCZUCIE


Dlaczego znowu powracam na swoim blogu do porządków? Dlatego, że naprawdę wbrew pozorom mają one bardzo dużo wspólnego z naszym samopoczuciem. Można zauważyć taką zależność, że chaos w otoczeniu odzwierciedla chaos w głowie. Czy nie jest czasem tak, że nie potrafimy ogarnąć bałaganu w swoim mieszkaniu najbardziej wtedy, gdy w naszym życiu również pojawiają się jakieś kłopoty?

Porządkując mieszkanie robimy pierwszy krok do "życiowego resetu" w trudnym dla nas okresie. Nie jest to cel sam w sobie, ale narzędzie do uporządkowania kolejnych obszarów życia. Jest to najbardziej wymierny poziom, na którym najbardziej widoczne stają się efekty naszych działań. Tego bałaganu znacznie łatwiej jest się pozbyć niż chaosu w głowie oraz codziennych sytuacjach. To taki pierwszy, ale bardzo ważny krok. I sukces w tym pierwszym kroku daje sporego kopa energii do poradzenia sobie z kolejnymi brudnymi szufladami w życiu.

Rzeczy są czymś policzalnym, skończonym. Cała praca jest prosta do wyobrażenia. Wystarczy wziąć do ręki każdy kolejny przedmiot z danej kategorii (o kategoriach w dalszej części wpisu) i zdecydować czy chcemy zostawić go w swoim życiu. Po prostu. Kiedy nasza przestrzeń jest czysta znacznie łatwiej skupić nam się na naszych wewnętrznych sprawach.


POSTAW SOBIE WYZWANIE


Ważny jest tutaj również efekt rewolucji. Owszem, możemy próbować sprzątać powoli - codziennie inny zakątek mieszkania, ale wtedy będziemy po prostu sprzątać całą wieczność. Dla naszej motywacji potrzebny jest prosty cel, wizja tego jak będzie nam się żyło w czystym, niezagraconym mieszkaniu oraz działanie, które uwidoczni jak najszybciej efekty. Stopniowe wyrzucanie rzeczy nie ma sensu o tyle, że po pierwsze już w międzyczasie takich porządków kupujemy inne rzeczy, po drugie nie widzimy efektu który tak naprawdę nas napędza (sprzątanie musi być dla nas rodzajem specjalnego wyzwania) i po trzecie - stopniowym sprzątaniem łatwo się zniechęcić, zapomnieć o nim i zwyczajnie go zaprzestać. Szybka, kolosalna zmiana może być w tym przypadku lepszym rozwiązaniem.


SPRZĄTANIE WEDŁUG KATEGORII


Pora zatem na wyjaśnienie podstawowej różnicy, jaka pojawia się w tej metodzie porządkowania. A mianowicie sprzątamy według kategorii, nie miejsc. Zapominamy więc o zasadzie jednej szafki, czy półki dziennie. Działamy inaczej z tego względu, że zazwyczaj przedmioty należące do jednej kategorii (ubrania, książki, kosmetyki itd.) są ulokowane w różnych miejscach w naszym mieszkaniu. Dopiero zebranie wszystkich rzeczy z jednej grupy razem w jednym miejscu pozwala na zobaczenie ile rzeczy faktycznie posiadamy, które z nich lubimy i chcemy zostawić, a które służyły nam już wystarczająco długo.


CELEBRACJA PRZEDMIOTÓW


Ważne jest, by trzymać się kolejności. Najpierw tylko i wyłącznie wyrzucamy rzeczy z danej kategorii, później dopiero przyporządkowujemy pozostałym przedmiotom miejsce. Nie wszystko na raz. Pozornie drobną ale moim zdaniem kluczową zmianą jest też skupienie się nie na tych rzeczach, które chcemy wyrzucić, ale odwrotnie - na tych które chcemy zostawić. Jest to ten aspekt, który definiuje już od dawna moje pojęcie zdrowego minimalizmu. Nie wyrzucać dla samego wyrzucania, ale raczej nastawić się na jak najlepsze użytkowanie już posiadanych przedmiotów, otaczać się rzeczami, które naprawdę dodają coś pozytywnego do naszego życia. Trochę na ten temat w moim starym wpisie.

Kiedy już uda nam się uporządkować w ten sposób przestrzeń i nadać odpowiednie, stałe miejsce dla wszystkich posiadanych przedmiotów, warto skupić się również na bardziej świadomym kupowaniu. Sama po sobie widzę, że zwracam coraz większą uwagę na to, żeby nabywać rzeczy, których użytkowanie naprawdę będzie sprawiać mi radość. Czasem oznacza to odrobinkę luksusu w całkiem codziennych sytuacjach jak zakupione ostatnio przeze mnie na Westwing ekologiczne, francuskie płyny do czyszczenia oraz nowe, dopasowane kolorystycznie do łazienki ręczniki (które widzicie na tytułowym zdjęciu). Naprawdę nic wielkiego, a ...dodaje radości. A myślę, że właśnie o to chodzi w posiadaniu i użytkowaniu wszystkich naszych przedmiotów.

Dobrze, koniec pisania. Zabieram się do dalszego odgruzowywania!

17 maja 2015

Znajdź dla siebie przyjemne zainteresowanie (1)

W ostatnim wpisie wspominałam, że zaczynam zupełnie od podstaw starania o powrót dobrego nastroju oraz pożegnanie się z wiosenną chandrą. Ale od samego pisania nic się nie zmieni, stąd startuję z pierwszym pomysłem na lepszy nastrój i wyjście z martwego punktu, w którym nic mi się nie chce, czuję się niespecjalnie i nie mam ochoty na żadne konkretne działanie.

Postanowiłam wyjątkowo nie zaczynać od porządków (które zawsze, ale to zawsze poprawiają nastrój! - na 100% ten temat niedługo się tutaj pojawi) ale od znalezienia sobie jakiegoś prostego, przyjemnego celu - nowego zainteresowania. Zauważyłam, że nic nie przytłacza mnie tak, jak bierność, brak działania. Gdy nie jestem w dobrym nastroju, a jeszcze dodatkowo nie robię nic ciekawego, czuję się naprawdę paskudnie. Ostatnio jednak ciężko mi się do czegokolwiek zmobilizować, dlatego postanowiłam postawić na coś bardzo przyjemnego, dziewczęcego, ale jednak związanego z przyswajaniem nowej wiedzy. A mianowicie postanowiłam dowiedzieć się jak najwięcej o ...pielęgnacji włosów.



Może liczyliście na coś ambitniejszego, ale nie tym razem. Już wielokrotnie wspominałam na blogu, że w jakiś sposób interesuje mnie naturalna pielęgnacja włosów, ale był to jeden z tych tematów, w których ogrom różnych porad, wskazówek i informacji jednak zawsze mnie przytłaczał. Tym razem postanowiłam wreszcie skończyć z tą pobieżnością i faktycznie dowiedzieć się o co chodzi w tych wszystkich składach kosmetyków, metodach odżywiania, olejach itp. Przyjemne i (jak dla kobiet) pożyteczne. A do tego bardzo skutecznie skupia uwagę, 

Zauważyłam, że tym co ostatnio mnie przytłacza jest chaos, bałagan w głowie, w otoczeniu, w niedokończonych lub nierozpoczętych sprawach. Takie proste zainteresowania pozwala na całkowite oderwanie się od ogólnej niemocy i skupieniu myśli na czymś konkretnym. Pewnie podobnie działa film, serial czy dobra książka. Ale tym razem chciałam czegoś, czego mogę się w jakiś sposób uczyć. Nawet jeżeli nie jest to wiedza, którą uda mi się gdziekolwiek zabłysnąć. Taka wiedza tylko i wyłącznie dla mnie samej. I przyznam szczerze, że zaczyna mi się to naprawdę podobać.

Każde nowe zainteresowanie wzbudza entuzjazm, ekscytację. Sprawia, że chcemy się jak najwięcej dowiedzieć na dany temat, poznać wszelkie tajniki nowej wiedzy. Chętnie eksperymentujemy wtedy z nowymi formami aktywności, stawiamy sobie nowe cele, wyzwania. Można starać się zostać ekspertem w jakiejś nowej dziedzinie (jak opisuje to np. Gretchen Rubin w "Projekcie Szczęście") albo po prostu zaczerpnąć trochę nowej wiedzy na nawet zupełnie abstrakcyjny i daleki nam dotąd temat. 

Oprócz tego, jest to jakiegoś rodzaju nowy początek. Pozwala oddzielić grubą kreską to co było wcześniej i co wstrzymywało nas od podjęcia jakiegokolwiek sensownego działania. Po prostu poprawia samopoczucie. Jak dla mnie spora pomoc w oderwaniu się od negatywnych myśli. 

Jak odkryć takie zainteresowanie? Przytoczona już tutaj Gretchen Rubin odpowiada w swojej książce w dość humorystyczny, ale jednak autentycznie działający sposób: "O czym myślisz w toalecie? Bo to jest to, o czym chcesz myśleć".

Jeżeli coś przychodzi ci na myśl bardzo często w ciągu dnia i wywołuje w tobie miłe uczucia, ciekawość, chęć zajęcia się tą sprawą, zgłębienia tematu - to najprawdopodobniej jest ta pasja (trochę duże słowo, ale niech będzie), której poszukujesz. 

Do dzieła!

16 maja 2015

Podstawy szczęścia - czyli o tym jak zaczynam od początku

Przez ostatnie tygodnie nie było mnie wcale, lub było mnie znacznie mniej tutaj - na blogu. Z jednej strony oczywiście ze względu na wyjazd nad morze, ale też muszę przyznać duże znaczenie ma doskwierający mi ostatnio zły nastrój.


Długo nie chciałam nic na ten temat pisać, bo po pierwsze nie przepadam za użalaniem się nad sobą, a po drugie jednak ten blog z zamysłu powinien inspirować do pozytywnego życia, zmian. Jednak coś we mnie pękło i zauważyłam, że problem staje się coraz większy. Mam nadzieję, że to tylko wiosenna chandra. Tak czy tak postanowiłam zacząć batalię o lepsze wewnętrzne samopoczucie. I będę musiała zacząć od kompletnych podstaw, od początku.

Sama wiedza na temat szczęścia i sposobów jego osiągania nie jest niestety żadnym gwarantem na jego utrzymanie. W ostatnim czasie miałam w głowie tysiąc pomysłów na to, jak poprawić sobie humor ale...zwyczajnie nie miałam na to ochoty i energii. Utknęłam w jakimś martwym punkcie. Rozklejałam się przy zwykłym sprzątaniu, podczas łażenia po centrum handlowym, leżąc w łóżku i nie mogąc zebrać się do żadnego działania. 

Nie chcę tak dalej. Postanowiłam działać. I w zasadzie od początku uczyć się tego jak być bardziej szczęśliwym i zadowolonym z życia człowiekiem. Teoretycznie nie powinno to być trudne bo jestem w naprawdę dobrym momencie swojego życia - wszystko bardzo dobrze się układa. Problem tkwi w czymś innym, we mnie. W tym jak i co o sobie myślę, w tym jak przestałam dbać o swój rozwój, o swoje wnętrze. W tym jak przestałam odnajdywać się w codziennych czynnościach. 

Dlatego zaczynam od kompletnego początku. I postaram się o tym wszystkim jak najczęściej pisać. Większość wpisów w najbliższym czasie będzie zatem dotyczyła podstaw, powtarzając różne treści, które postaram się odkryć zupełnie na nowo. Mam nadzieję, że dla was będą to ciekawe teksty, a dla mnie motywacja do tego, by wreszcie ruszyć z miejsca i zostawić za sobą poczucie beznadziejności i apatię. 

Od czego zacznę? O tym przeczytacie już bardzo niedługo...